Wypasione, leciwe albo prywatne

Jeszcze do niedawna chełmscy samorządowcy i mieszkańcy gmin mogli pozazdrościć służbowego auta wójtowi Leśniowic, który wyjechał z salonu Toyotą Avensis. Teraz najlepszą „bryką” wozi się starosta Piotr Deniszczuk. Inni wójtowie albo mają wysłużone auta, albo biorą ryczałty na paliwo i rozliczają delegacje, korzystając z samochodów prywatnych. Ale jest jeden wyjątek – wójt Białopola, Henryk Maruszewski.

Służbowe samochody od zawsze wzbudzają sporo uwagi i kontrowersji. Wójt, burmistrz czy prezydent, który zdecyduje się na zakup auta, od razu naraża się na komentarze i docinki. A to ze strony opozycji, a to ze strony wyborców. Dwa lata temu przekonał się o tym wójt Leśniowic, Wiesław Radzięciak, gdy za 80 tys. zł kupił nowiutką Toyotę Avensis. Od razu porównywano jego nowy samochód do aut pozostałych wójtów czy nawet prezydent Chełma. I oczywiście wszyscy, łącznie z prezydent, wypadali blado przy zakupie wójta Radzięciaka. Wójt tłumaczył, że cennikowo Toyota powinna kosztować 110 tys. zł a gmina dostała od dealera 30 tys. zł upustu a dotychczasowy Opel Astra skończył 18 lat i nie bardzo nadawał się do jazdy.
Dzisiaj auto Radzięciaka wypada blado przy opisywanym już wiele razy zakupie starosty chełmskiego, Piotra Deniszczuka. Powiat w tym roku zakupił prawdziwą limuzynę, Kia Optimę w wersji kombi ze wszystkimi możliwymi „bajerami”. Za samochód starostwo zapłaciło prawie 140 tys. zł. A po dwóch miesiącach kupiło drugie, nowe auto. Tym razem z popularnego dzisiaj segmentu SUV – Hyundaia Tucsona. Auto, które ma służyć urzędnikom jeżdżącym w teren, kosztowało prawie 100 tys. zł.
A jak „wożą się” pozostali wójtowie i burmistrzowie chełmskich gmin? Na razie na nowe auto zdecydował się jedynie wójt Dorohuska, Wojciech Sawa, który „po cichutku” kupił KIA Sportage. Zakup wójta nie zwrócił na początku niczyjej uwagi, bo nie był poprzedzony przetargiem. Podobno niektórzy mieszkańcy nawet myśleli, że to prywatne auto wójta. Później okazało się, że gmina nie musiała przeprowadzać przetargu, bo samochód kosztował mniej niż wymagana unijnymi przepisami kwota około 70 tys. zł.
Większość gmin ma leciwe samochody na stanie. W Sawinie jest kilkunastoletnia Skoda Octavia. Wójt Żmudzi jeździ 10-letnim Oplem Zafirą i ma dodatkowo 200-złotowy ryczałt na korzystanie z prywatnego samochodu.
Służbowe auto ma miasto Siedliszcze. To Kia Venga. – Sam rzadko z niego korzystam, bo mam 300 zł ryczałtu na jazdy lokalne, więc jeżdżę prywatnym – mówi Hieronim Zonik, burmistrz Siedliszcza i zaznacza, że przy okazji dalszych wyjazdów nigdy nie korzysta z delegacji.
Delegacji nie dostaje też burmistrz Rejowca Fabrycznego, Stanisław Bodys. Urząd ma do dyspozycji Opla Vivaro, z którego korzysta on, pracownicy i miejscowe stowarzyszania, np. kombatanci.
Sąsiedni Rejowiec także ma samochód większych rozmiarów. – Mamy 8-osobowego Renault Traffica, z którego korzystają urzędnicy – mówi Tadeusz Górski, burmistrz Rejowca. – Nigdy nie mieliśmy służbowej osobówki. Sam nie mam ryczałtu i nie rozliczam delegacji.
Ryczałtu nie ma także Zdzisław Krupa, wójt Rejowca Fabrycznego. Gmina ma 10-letniego Fiata Doblo i nie myśli o jego zmianie.
Służbowych aut nie mają gminy Ruda-Huta i Wierzbica. Wójtowie Kazimierz Smal i Andrzej Chrząstowski otrzymują miesięczne ryczałty (ok. 300 zł brutto) a dalsze wyjazdy rozliczają delegacjami. – Odkąd jestem wójtem, w gminie nigdy nie było służbowego auta i nie zamierzam nic zmieniać – zapewnia A. Chrząstowski.
– Ryczałt jest pomniejszany, jeśli przebywam na urlopie albo mam wyjazd, który rozliczam delegacją – dodaje wójt Smal.
Po swoim poprzedniku, Henryk Gołębiowski, wójt Wojsławic odziedziczył Skodę Octavię wraz z kierowcą. – Nie otrzymuję ryczałtu ani nie korzystam z delegacji i żeby zaoszczędzić nie mamy też etatu kierowcy – mówi wójt.
Kilka aut, ale bynajmniej nie reprezentacyjnych, ma najbogatsza w powiecie gmina Chełm. – Mamy ponad 10-letniego Forda Focusa, Fiata Pandę i Dacię Sandero – mówi Wiesław Kociuba, wójt gminy.
Prezydent Chełma jeździ także wysłużonym Peugeotem 407. Na tym tle, niemal jak rodzynek i przykład do naśladowania, wypada Henryk Maruszewski, wójt Białopola.
– Nigdy nie mieliśmy służbowego auta w gminie. Nie dostaję też ryczałtu, bo uważam, że zarabiam na tyle dobrze, że nie muszę go pobierać – mówi wójt. (bf)