Z techniką na bakier?

Zamiast wyciągnąć wnioski, dokładnie się przygotować, zrobić transmisje testowe do skutku, by chełmianie śledząc kolejną zdalną sesję rady miasta nie mieli żadnych uwag i słyszeli, co radni mają do powiedzenia, wiceprezydent Dorota Cieślik zarzuca nam naruszenie reputacji i dobrego imienia Urzędu Miasta Chełm. I uważa, że usterki techniczne, które miały miejsce w czasie transmisji, nie powstały z winy urzędu.

30 kwietnia br. odbyła się pierwsza w historii Chełma zdalna sesja rady miasta. Radni uruchomili miejskie tablety i brali udział w dyskusji, a także głosowali z domów, bądź pracy. Jak wszystkie plenarne posiedzenia w tej kadencji, również i to było transmitowane na żywo w Internecie na portalu youtube. Ci, którzy oglądali, mieli wiele krytycznych uwag. Kilku radnych, m.in. Tomasza Otkały, Agaty Fisz, Piotra Malinowskiego, Mariusza Kowalczuka, Elżbiety Ćwir, Joanny Lis, nie było ani widać, ani słychać.

Internauci kompletnie nie wiedzieli, o czym mówili radni, a Otkała czy Fisz obszernie wypowiadali się w sprawie przeniesienia Zespołu Obsługi PFRON z gmachu do MOPR. Co ciekawe, byli natomiast słyszani w sali obrad, z której przewodniczący rady Longin Bożeński prowadził sesję. I to napisaliśmy w tekście „Pierwsza taka sesja”, który ukazał się przed tygodniem.

Zamieszczone w nim zdanie: „Mimo wysyłanych do przewodniczącego sygnałów, by obsługa techniczna popracowała nad jakością połączenia, część radnych do samego końca była niewidoczna”, w opinii zastępcy prezydenta Doroty Cieślik naruszyło reputację i dobre imię Urzędu Miasta Chełm, co podkreśliła w piśmie do redakcji z niezwłocznym żądaniem opublikowania sprostowania.

Dorota Cieślik stwierdziła, że obsługa techniczna Urzędu Miasta Chełm, która odpowiadała za realizację zdalnej sesji rady miasta, ze strony magistratu nie miała wpływu na jakość połączeń internetowych oraz siłę sygnału urządzeń Wi-Fi, z których radni uczestniczący w tej sesji zdalnie korzystali w swoich domach. Jej zdaniem, właśnie to było przyczyną zakłóceń w transmisji internetowej.

Gdyby rzeczywiście przyczyną była słaba jakość połączenia internetowego w domach radnych, jak usiłuje twierdzić wiceprezydent Cieślik, radni nie byliby widzialni i słyszani również w sali obrad chełmskiego urzędu. A byli, co oznacza, że w ich domach jakość sygnału internetowego była dobra. Zresztą rozmawialiśmy z kilkoma z nich i zapewnili nas, że mieli na tyle silny sygnał, iż mogli spokojnie śledzić obrady i uczestniczyć czynnie w sesji.

To pokazuje, że problem ewidentnie leżał po stronie urzędu, który przygotowywał i odpowiadał za transmisję sesji, czego wiceprezydent najwyraźniej nie może dostrzec. A szkoda, bo gdyby to zauważyła, zapewne nie traciłaby czasu na przygotowanie absurdalnego tekstu sprostowania do naszej redakcji. Przypominamy, że to na urzędzie spoczywa obowiązek przeprowadzenia transmisji na żywo z obrad rady miasta, a zadaniem kierownictwa magistratu jest dopilnowanie, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. (ps)