Zakatowany na śmierć przez ukochaną

33-letnia Marta K. prowadziła podwójne życie. Przed Mariuszem (35 l.) udawała, że jest tylko z nim. Kiedy mężczyzna wyjeżdżał do pracy za granicę, wracała do swojego drugiego kochanka. W końcu postanowiła razem z nim zamordować 35-latka. Do zbrodni doszło, ale wciąż nie odnaleziono ciała ofiary.


Dramat jak z horroru rozegrał się z 12 na 13 kwietnia ubiegłego roku w Ciechankach koło Łęcznej. To tam Marta zwabiła na spotkanie Mariusza. Kiedy przyjechał, z krzaków wyszedł jej partner, 49-letni Dariusz P. Z nożem miał rzucić się na swojego rywala i zaczął zadawać mu ciosy. Jak wynika z ustaleń prokuratury, ciosy były zadawane pałką, a potem kobieta przytrzymywała głowę ofiarę, by jej wspólnik oddał w skroń katowanego mężczyzny strzały z wiatrówki.
Potem ciało zapakowali do samochodu i wywieźli nad Wieprz. Zwłoki wrzucili do rzeki. Od wielu miesięcy strażacy i policjanci prowadzą poszukiwania ciała ofiary, ale na razie bezskutecznie. Na wyniki tych działań czeka zdruzgotana rodzina.
Przed Sądem Okręgowym w Lublinie rozpoczął się proces oskarżonej pary.
– Syn był bardzo zakochany. Pojechał do niej, a ja zapytałam kiedy wróci. „Może dziś, może jutro” odpowiedział i dodał tylko na koniec, że ona ma focha… – mówiła w sądzie matka ofiary.
Sprawę trzeba było jednak odroczyć, bo Martę K. muszą zbadać biegli lekarze i ocenić, czy może brać udział w rozprawach. Kobieta stwierdziła, że w areszcie zażywa silne leki i nie może zeznawać. LL