Zamiast zbadać kości, dali w kość?

Miało być szybko i fachowo. Spełzło na niczym, bo małżeństwu z Chełma nie udało się dostać na badanie w osteobusie.

– To niepoważne – mówi pan Zdzisław Muda, który w ubiegłym tygodniu chciał skorzystać z badania w mobilnym punkcie diagnostyki osteoporozy. – Zarejestrowaliśmy się z żoną trzy tygodnie temu, ale niestety z badania nie skorzystaliśmy. Pojazd ustawiony pod chełmskim szpitalem był nieprzystosowany do osób niepełnosprawnych. Jako osoba poruszająca się o kuli miałem problem, żeby wejść do niego wąskimi, wysokimi schodami przy kierowcy. Poprosiłem o otwarcie bocznych, ale usłyszałem, że nie ma takiej możliwości. Badają ludzi w kierunku osteoporozy, która jest chorobą dotykającą najczęściej starszych ludzi, a podstawiają pojazd, do którego nie mogą wejść. Kpina – kwituje pan Zdzisław.
Mężczyzna dodaje, że próbował to wyjaśnić w szpitalu. Tam usłyszał jednak, że osteobus z lecznicą nie ma nic wspólnego. To samo powiedział nam Mariusz Kowalczuk, zastępca dyrektora ds. administracyjnych w chełmskim szpitalu.
– Firmom, które prowadzą mobilne punkty badań, wynajmujemy po prostu teren pod szpitalem i to z nimi trzeba się kontaktować w razie jakiś nieprawidłowości – mówi dyrektor i dodaje, że dotychczas takie akcje cieszyły się sporym zainteresowaniem i nie było żadnych skarg.
To samo podkreśla przedstawiciel firmy, która prowadziła w Chełmie badania. -Jesteśmy podmiotem leczniczym, który dba o pacjentów – zapewnia i przekonuje, że nie przypomina sobie sytuacji opisanej przez naszego Czytelnika. – Być może doszło do jakiegoś nieporozumienia – mówi. (mg)