Zamknięty w letniej kuchni

90-letni Jan Rulka z Jazikowa w gm. Ruda-Huta potrzebuje pomocy. Synowa i wnuczka nie wpuszczają go do domu, choć ma w nim prawnie zagwarantowany jeden pokój i może też korzystać z łazienki i kuchni. Mieszka w oddzielnym, starym budynku, w którym nie ma ciepłej wody, a za potrzebą chodzi do wychodka za domem. Synowa z kolei twierdzi, że teść w każdej chwili może wejść do domu, jednak on nie chce… – To bzdura! – mówi pan Jan.
Jan Rulka z Jazikowa jest przewlekle chory, zniedołężniały. Z trudem porusza się o kulach. Wymaga ciągłej opieki. Ale nie wszyscy członkowie jego rodziny to dostrzegają. – Dopóki syn żył, było dobrze – opowiada. – Ale zaraz po pogrzebie synowa wypięła się na mnie i nie mam wstępu do własnego domu, który przed laty wybudowałem.
Pan Jan jakiś czas temu przepisał dom na swojego syna. Dwa lata temu syn darował nieruchomość swojej córce, która w zamian miała opiekować się dziadkiem. – Syn zmarł we wrześniu ubiegłego roku, dwa miesiące po śmierci mojej żony i wszystko się zmieniło – mówi. – Widział, że jego żona i córka nie zaopiekują się mną i mówił, że cofnie darowiznę, ale już nie zdążył. Od tamtego czasu poza wnuczką Anetą, która mieszka w Żalinie i córką z Chełma mało kto do mnie zagląda. Synowej i jej córki prawie nie widuję. Nie przyjdą i nie sprawdzą, czy jeszcze żyję. A przecież mieszkają obok. Wystarczyło, żeby dwa razy dziennie do mnie zajrzały, przyniosły choć talerz ciepłej zupy…
Pan Jan ma za złe synowej, że nie wpuszcza go do domu. – Ciągle chce ode mnie tylko pieniędzy, ale za co mam płacić, skoro nie mogę korzystać z pokoju, który mam zapisany, ani kuchni, ani łazienki… – mówi. – A sama wyprzedaje to, co zbudowałem. Za bezcen oddała maszyny rolnicze, które kupiłem, choć syn przed śmiercią przestrzegał ją, by tego nie robiła. Ciągnik wyprowadzili w nocy, żebym nie widział. Mieliśmy kilka prosiaków, wszystkie kazała ubić, mięso rozdała, albo sprzedała. Nawet jednej kostki nie widziałem.

Dziadkiem opiekuje się mieszkająca w Żalinie wnuczka Aneta. Za opiekę dostaje z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rudzie-Hucie pieniądze, ponad 500 zł miesięcznie. – Jestem u niego dwa razy dziennie, rano i popołudniu. Przywożę mu jedzenie, bo inaczej nie miałby co włożyć do ust. Dziadek żyje w złych warunkach. Myje się w małej misce, a za potrzebą chodzi do wychodka. Musi pokonać ponad 100 metrów. Przy jego chorobach jest to duży problem. Synowa nawet zimą nie wpuszczała go, by skorzystał z łazienki – żali się kobieta. – Gdy żyła babcia, oboje mieszkali w starym domu, tzw. letniej kuchni. Jakoś dawali radę. Ich syn nie pozwolił jednak, by działa się im krzywda. Czasami nawet nakrzyczał na swoją żonę, gdy ta nie chciała pomóc staruszkom. Ona ciągle dopomina się pieniędzy. Dziadek skarży się, że wykańcza go psychicznie. Dołoży się do rachunków, jeśli wpuści go do domu, da mu pokój, zapewni ciepły posiłek, zainteresuje się nim. W domu, którym mieszka ciotka, jest centralne ogrzewanie, ciepła woda, w normalnych warunkach można się umyć. Zimą dziadek kilka dni spędził u mojej matki w Chełmie, ale on nie chce mieszkać w bloku. Ciągnie go na wieś, do siebie.

Pan Jan mówi wprost, że nie przepada za swoją synową. – W stosunku do mnie jest agresywna i wulgarna – żali się. – Podobnie jak jej młodsza córka, która dziedziczy majątek po ojcu. Ostatnio sąsiedzi mi donieśli, że chce sprzedać dom. Jak może?! To nie jest jej własność. Synowa i wnuczka od początku są niewdzięczne i chciałbym cofnąć całą darowiznę. Sam już nie wiem, kogo mam prosić o pomoc! Moja córka z wnuczką były u adwokata w Chełmie, ale nic nie załatwiły. Mecenas nie zajął się sprawą, bo starsza z córek synowej ma jakieś ważne stanowisko w urzędzie miasta.
Synowa Jana Rulki mówi zupełnie co innego. – Domu przed teściem nie zamykam – twierdzi. – Gdy jestem, w każdej chwili może przyjść. Nic do niego nie mam. Ma ochotę, niech się wprowadzi. Na siłę do domu go nie wciągnę. Dom jest przepisany na moją córkę, dziadek i ja mamy zapewnioną dożywotnią służebność. Teść chce jednak, żebym się stąd wyniosła. Tylko gdzie pójdę? To pozostała część rodziny buntuje go przeciwko mnie i mojej córce. (ptr)