Zapłakane panny młode, czyli ślub w czasach zarazy

Tylko garstka odważnych powiedziała sobie „tak”. Reszta przekłada terminy na jesień lub przyszły rok, bo nie wyobrażają sobie ślubu bez wesela. Są też goście, którzy wiedząc, że młodzi pracowali za granicą lub na ślub przyjadą znajomi z daleka, mówią wprost: – Nawet nas nie zapraszajcie!

Branża ślubna przeżywa ogromny kryzys. Od domów weselnych i restauracji, po firmy eventowe i zajmujące się organizacją wesel, zespoły muzyczne, dj’ów, fotografów i filmowców, kwiaciarnie i pracownie florystyczne – wszyscy liczą straty.

– Mieliśmy mieć wesele w sierpniu, ale młodzi już przełożyli. Na razie bez wskazywania konkretnego terminu, bo nikt nic nie wie – mówi pani Teresa z domu weselnego „Dapex”.

Owszem, jeśli ktoś mimo wszystko zdecyduje się na ślub – w kościele czy USC – jest to możliwe, ale w kameralnym gronie. W Chełmie od 14 marca do 18 kwietnia przysięgę małżeńską złożyło przed urzędnikiem państwowym zaledwie 10 par.

– Oprócz młodych obecni byli świadkowie i ewentualnie fotograf. Z kolei dziesięć par przesunęło termin na późniejszy. Czekają, aż będzie możliwość zorganizowania wesela – mówi Grzegorz Woliński, z-ca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Chełmie.

Faktem jest, że większość młodych nie wyobraża sobie ślubu bez wesela. Problem w tym, że koronawirus skutecznie pokrzyżował im plany i nie wiadomo, kiedy będzie można bezpiecznie się bawić.

– Młodzi dzwonią i pytają, co robić. Ci z czerwca i lipca szukają innych wolnych terminów, przeważnie na jesieni, a to też nie takie proste zadanie. Terminy trzeba przecież pogodzić z zespołem, kamerzystą – wszyscy muszą mieć wolną tę samą datę – tłumaczy pan Wiesław z domu weselnego „Za Borkiem”.

Rzadko kto decyduje się odwołać, żeby nie stracić wpłaconej już zaliczki. W końcu ślub i wesele kosztują, w przypadku zabawy na ok. 100 osób łączny koszt waha się w granicach 30 tys. zł. Dlatego najwięcej osób przekłada datę ślubu na przyszły rok.

– Z tego, co już mam zaplanowane, w przyszłym roku wesela będą trwały u mnie od piątku do niedzieli, a mniejsze nawet w czwartki – mówi pani Edyta ze „Świata imprez”.

Przełożenie ślubu powoduje zamieszanie w całej organizacji wesela, ale to nie jedyny kłopot, z jakim borykają się dziś młodzi. Jak opowiada p. Edyta, zdarzają się sytuacje, że goście weselni – gdy dowiadują się o tym, iż młodzi pracowali wcześniej za granicą lub zamierzają zaprosić na ślub i zabawę znajomych z zagranicy – odpowiadają: „nawet nas nie zapraszajcie, bo nie przyjdziemy”. I nieważne, czy młodzi planują przesunięcie terminu wesela na wrzesień czy dopiero na przyszły rok – ludzie boją się „obcego” wirusa. (pc)