Zarażona nauczycielka uczyła też w Dubience

Jedną z pierwszych osób, u których potwierdzono koronawirusa, była nauczycielka muzyki, pochodząca z Białopola. O zdrowie swoich dzieci zaczęli martwić się rodzice uczniów z Dubienki, bo kobieta prowadzi zajęcia również w tamtejszym Zespole Szkół. Część z uczniów to mieszkańcy internatu, którzy na czas przerwy w nauce rozjechali się do domów. Wywieźli wirusa ze sobą?

Chociaż ognisko koronawirusa zdaje się być w Białopolu, z którego pochodzi jak na razie większość potwierdzonych przypadków w naszym powiecie, to o zdrowie boją się mieszkańcy sąsiedniej gminy Dubienka. Do naszej redakcji odezwali się rodzice uczniów miejscowego Zespołu Szkół. Nauczycielka muzyki, która ma z nimi zajęcia była jedną z pierwszych osób, u których potwierdzono obecność wirusa w organizmie.

– Czy nasze dzieci nie są zagrożone? – pytali nas przed tygodniem. – Powinniśmy wiedzieć, jeśli jest jakieś ryzyko. Dyrekcja powinna z nami porozmawiać.

Część uczniów liceum mieszka w internacie. 12 marca wyjechali do domu. Niektórzy mieszkają nawet kilkadziesiąt kilometrów od Dubienki, np. pod Włodawą czy Krasnymstawem. – Przecież, jeśli mieli kontakt z osobą zarażoną, mogli roznieść wirusa dalej – mówią ludzie.

Kazimiera Ciupa, dyrektor Zespołu Szkół w Dubience, uspokaja. – Ostatnie zajęcia pani od muzyki prowadziła w szkole 2 marca – mówi. – Lekcje zaplanowane na tydzień później, czyli na 9 marca, nie odbyły się z powodu pogrzebu, w którym brała udział. Również dzień później nie była w szkole, bo uczestniczyła w konkursie. Nie miała styczności z uczniami szkoły, więc jesteśmy spokojni o ich zdrowie. (bf)