Zarażona pasją pomagania

Największą pasją pani Aliny Kurzajewskiej jest pomaganie innym

– Nigdy się nie nudziłam i nie osiadałam na laurach. Teraz także. Człowiek powinien uczyć się nowych rzeczy, dopóki pozwala zdrowie – mówi Alina Kurzajewska, która przez kilkanaście lat kierowała Miejskim Centrum Usług Socjalnych w Świdniku. Dziś jest już na emeryturze i ma czas na swoje pasje, choć przyznaje, że czasem brak jej pracy zawodowej, bo właśnie dzięki niej się realizowała.


Od zawsze praca zawodowa pani Aliny była związana z troską o drugiego człowieka.

Była wychowawcą w domu dziecka, potem pracowała też w żłobku i przedszkolach, a w końcu opiekę nad najmłodszymi zamieniła na opiekę nad seniorami. Miejskim Centrum Usług Socjalnych kierowała od początku istnienie do 2016 roku. Od dwóch lat jest emeryturze, ale, jak mówi, pomoc drugiemu człowiekowi zawsze była jej pasją.

– W mieście pojawiła się potrzeba przekształcenia przedszkola, którego byłam dyrektorką, na dom dla seniorów. I tak w 2002 roku powstało MCUS – ośrodek dziennego pobytu dla osób starszych i niepełnosprawnych. Sam pomysł stworzenia takiego miejsca narodził się przy współpracy z jedną z fundacji partnerskiego miasta Aalten w Holandii, gdzie podobne miejsca funkcjonują. Lubię ludzi. Nie miało dla mnie znaczenia, w jakim wieku są podopieczni. Owszem, praca z seniorami nie należy do najłatwiejszych, ale jest bardzo wdzięczna. Trzeba być empatycznym i cierpliwym, wsłuchiwać się w potrzeby innych. Nigdy nie chciałam być niedostępną panią kierownik zaszytą w swoim gabinecie. Zawsze wychodziłam do ludzi – wspomina Alina Kurzajewska.

Centrum od początku swojej działalności oferuje różne formy wspierania seniorów. Wszystkie mają wspólny mianownik. Chodzi o integrowanie, aktywizację i szeroko pojęte działania prozdrowotne, w tym także rehabilitację.

– Zawsze byliśmy gotowi pomagać i służyć tym, którzy tego potrzebują, by nikt w naszym mieście nie czuł się samotny. Zależało mi na integracji pokoleń, bo młodsi czerpią wiedzę, doświadczenie od starszych, a ci zapał i pomysły od młodych. Mało jest już domów wielopokoleniowych, a przecież młodość i starość świetnie się uzupełniają. I to u nas przez lata tak właśnie działało. Współpracowaliśmy ze wszystkimi przedszkolami i szkołami z terenu Świdnika i okolic. Odbywały się przedstawienia, koncerty, podczas których na scenie prezentowali się i seniorzy, i młodzież, i maluszki. To były spotkania pełne radości i wzruszeń. Pamiętam spektakl „Czerwony kapturek”, gdzie w tytułowej roli wystąpiła 75-latka, a w roli babci 92-latka. W MCUS naprawdę można było poczuć się jak w domu. Zawsze o to zabiegałam. Najpiękniejszą nagrodą dla mnie były momenty, kiedy słyszałam od podopiecznych: „Co ja bym bez was zrobił, dobrze, że was mam” – wspomina.

Ciepłych słów pani Alinie nie szczędzi Waldemar Białowąs, wicestarosta świdnicki, a przed laty także dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5 i Gimnazjum nr 3, które wspólnie z MCUS organizowały liczne wydarzenia kulturalne i akcje społeczne.

– Szanuję ludzi, którzy wspierają osoby potrzebujące, a przy tym są kreatywni i potrafią dążyć do celu. Taka właśnie jest pani Alina, która przysłużyła się kilku pokoleniom świdniczan. Pamiętam wspólne lekcje rękodzieła młodzieży i osób starszych, wzajemne odwiedziny, czy wspaniałą akcję charytatywną „1000 Łabędzi dla Kuby”. To były bardzo cenne inicjatywy – mówi wicestarosta.

Od dwóch lat pani Alina przebywa na emeryturze. Ma wreszcie czas, by zająć się swoimi pasjami, ale czasem brakuje jej pracy zawodowej, bo – jak przyznaje – dzięki niej się realizowała.

– Dziś mam wiele kontaktów, przyjaciół. Często jestem zapraszana na różne uroczystości. To bardzo miłe, gdy mój przedszkolak zaprasza mnie np. na swój ślub albo podopieczni pamiętają o mnie przy wielu okazjach. Nigdy się nie nudziłam i nie osiadałam na laurach. Tak jest i teraz. Potrzebę kształcenia przez całe życie wyniosłam chyba z domu rodzinnego. Człowiek powinien uczyć się nowych rzeczy i dokształcać, póki zdrowie pozwala – mówi Alina Kurzajewska. (w)