Zdecydowały karne

UNIA BIAŁOPOLE – SPÓŁDZIELCA SIEDLISZCZE 0:2 (0:1)


0:1 – Pawlak (44 karny), 0:2 – Pawlak (90 karny).

UNIA: Chwedorczuk – Gąsiorowski, Piekaruk, Bureć, M. Cor. K. Cor, J. Łukaszewski, Zdybel, Ostrowski (46 Sarzyński), Skorupa (85 Charaba), Lewkowicz. Trener – Radosław Leonowicz.

SPÓŁDZIELCA: Zagraba – P. Jędruszak, Roczon, Pawlak, Damian Orłowski, Oleksiejuk (80 Oszwa), Głowacki (62 Lechowski), Kańczugowski, Poliszuk (86 K. Jędruszak), Śliwiński (30 Czerniak), Chaturvedi. Trener – Mirosław Kosowski.

Unia Białopole przystąpiła do meczu ze Spółdzielcą po trzech z rzędu porażkach. Podopieczni Radosława Leonowicza bardzo chcieli w końcu zapunktować i od początku grali ambitnie. W 17 min. powinni objąć poradzenie, ale Adrian Zdybel w sytuacji „sam na sam” z Rafałem Zagrabą posłał piłkę nad poprzeczką. Potem mecz się wyrównał. Gra toczyła się głównie w środkowej stronie boiska, sporo było walki, także wręcz, sędzia pokazał kilka żółtych kartek. Gdy wydawało się, że do przerwy będzie bezbramkowo, Andrzej Głowacki otrzymał dobre podanie, zakręcił jednym z obrońców Unii, w efekcie czego ten go sfaulował i sędzia podyktował rzut karny dla Spółdzielcy. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Adrian Pawlak.

– Po zmianie stron gospodarze dążyli do wyrównania – opowiada Mirosław Kosowski, trener zespołu z Siedliszcza. – Mieli nawet dwie bardzo dobre okazje bramkowe, ale w obu sytuacjach świetnymi interwencjami popisał się nasz bramkarz – podkreśla Kosowski. Nieskuteczność mogła zemścić się na Unii. Po jednej z kontr dwóch zawodników Spółdzielcy pędziło na bramkę Patryka Chwedorczuka, przed którym znajdował się tylko jeden obrońca.

– Niestety, moi zawodnicy nie wykorzystali tej sytuacji, pogubili się – mówi Kosowski.

W 89 min. sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, ale po konsultacji z liniowym zmienił zdanie. – Zawodnik Unii wybiegając z naszego pola karnego chyba chciał wymusić „jedenastkę” i się przewrócił. Za nim biegło dwóch moich zawodników i sędzia myślał, że to jeden z nich faulował. Na nasze szczęście wszystko dobrze widział sędzia asystent i po konsultacji z nim arbiter główny cofnął swoją decyzję. Warto podkreślić, że sędzia zachował się bardzo fair, potrafił się przyznać do swojego błędu – komentuje trener Spółdzielcy.

Minęła zaledwie minuta i główny arbiter znów wskazał „na wapno”. Jeden z zawodników Unii Białopole zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym. Do „jedenastki” ponownie podszedł Pawlak i Chwedorczuk po raz drugi w tym spotkaniu skapitulował. Trzy punkty pojechały do Siedliszcza. – Myślę, że wygraliśmy zasłużenie. Mieliśmy co prawda trochę szczęścia, ale mimo że mam zawodników młodszych niż Unia Białopole, uważam, że to moi podopieczni zagrali dojrzalej – podsumowuje Mirosław Kosowski.

– Mieliśmy w tym meczu poprzeczkę, przed dogodnymi sytuacjami do zdobycia goli stanęli Lewkowicz i Zdybel, ale zamiast tego straciliśmy bramkę do szatni. Potem wydawało się, że będziemy mieli rzut karny, ale sędzia go odwołał, a po chwili to Spółdzielca miał kolejną „jedenastkę”. Ten mecz wyjątkowo się nam nie ułożył – komentuje Jan Ostrowski, prezes Unii Białopole. (kg)