Zniknął trop po Michasiu

To w tym miejscu, południowej części Strzeleckiego Parku Krajobrazowego, przebywała wataha wilków i tu ostatni raz zarejestrowano sygnał z nadajnika na obroży Michasia

Wilk, nazwany przez białoruskich naukowców Michasiem, przebywał pod Chełmem. Ale sygnał GPS z jego obroży nagle zamilkł. Chełmscy przyrodnicy byli w miejscu, gdzie sygnał nadajnika zarejestrowano ostatni raz.

Naukowcy z Białorusi nałożyli obroże z nadajnikami GPS czterem wilkom. Jednego z nich, swojego ulubieńca, nazwali „Michaś”. To on przywędrował w nasze strony z białoruskiej części Puszczy Białowieskiej. W ciągu kilku dni pokonał czterysta kilometrów. Takie dystanse to dla wilków żaden wyczyn. Zwierzę to w ciągu doby bez problemu pokonuje sto kilometrów. Jakiś czas temu białoruscy naukowcy, obserwatorzy Michasia, skontaktowali się z przedstawicielami chełmskiego Oddziału Terenowego Zespołu Lubelskich Parków Krajobrazowych. Powód? Sygnał z nadajnika Michasia zamilkł. Ostatni raz nadawany był w południowej części Strzeleckiego Parku Krajobrazowego, czyli na pograniczu powiatów chełmskiego i hrubieszowskiego. Nie wiadomo, dlaczego sygnał GPS zanikł. Nawet, jeśli wilk zgubił obrożę, sygnał powinien być nadal nadawany.
– Naukowcy z Brześcia zapytali o możliwość sprawdzenia miejsca, z którego po raz ostatni nadawany był sygnał z obroży „Michasia” – mówi Robert Wróblewski z chełmskiego Oddziału Terenowego Zespołu Lubelskich Parków Krajobrazowych. – Pojechałem we wskazane miejsce, które rzeczywiście wyglądało jak wilcze siedlisko. Było tam mnóstwo tropów tych zwierząt. Ślady pobojowiska wskazywały, że w tym miejscu zwierzęta walczyły o pozycję w stadzie. Na świeżym śniegu ślady te były wyraźne. Według jednej z hipotez właśnie podczas tych potyczek obroża „Michasia” mogła ulec uszkodzeniu. Wilki są trudne w tropieniu i obserwowaniu. Jeśli występują u nas, to trzeba się cieszyć, bo to oznacza, że mamy dobre, zdrowe środowisko. Wilk zawsze wyczuje człowieka wcześniej, zanim my domyślimy się jego obecności. Wilki unikają bezpośredniego kontaktu z ludźmi. Nie podejdą do człowieka, chyba, że panują wielkie mrozy i głód. Ale będąc w lesie trzeba jednak uważać, bo w obronie własnej ranny wilk potrafi zaatakować. To samo dotyczy wadery, która swoich małych potrafi bronić do upadłego.
Nie wiadomo, gdzie obecnie znajduje się Michaś. Być może jego obroża miała wadę. Według gorszej z hipotez wilk mógł zostać ustrzelony na Ukrainie przez tamtejszych kłusowników. W Polsce to zwierzę podlega ochronie, ale przed rokiem głośno było o tym, że po ukraińskiej stronie zastrzelono sześć wilków. W naszych okolicach, także na terenie Chełmskiego Parku Krajobrazowego, potwierdzono obecność kilku wilków. Żyją między Chełmem a Dorohuskiem, występują także w Sobiborskim Parku Krajobrazowym. (mo)