Znów zgrzyta w kulturze

W następstwie zarządzania Filharmonią Lubelską przez dyrektora Jana Sęka rosną koszty jej działania, pensje muzyków stoją w miejscu od blisko czterech lat, a przede wszystkim w działalność instytucji wdarł się chaos spowodowany konfliktem między szefem naczelnym a artystycznym, Wojciechem Rodkiem – alarmują muzycy.
Spór próbuje rozstrzygnąć resortowy wicemarszałek Krzysztof Grabczuk, a kolejna awantura już tli się po sąsiedzku, w Teatrze Muzycznym.

Dyrektor z innej epoki

Filharmonią Lubelską od ośmiu lat kieruje Jan Sęk (69 l.), doktor nauk humanistycznych (były senator i członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, którego na stanowisko nominowało rządzące województwem nieprzerwanie od czterech kadencji PSL. Sęk początkowo był chwalony za uporządkowanie spraw finansowych i kadrowych, ale od dłuższego czasu styl zarządzania dyrektora Sęka załodze podoba się coraz mniej. Pracownicy mówią, że dyrektor stał się trudny we współpracy, apodyktyczny, a w dodatku jakby „zatrzymał się” w poprzedniej epoce tak polityki, jak i zarządzania kulturą. Do tego ostatnio wziął się za kierownictwo artystyczne.

Po stronie muzyków i melomanów

– W nasz plan funkcjonalny wpisano m.in. utworzenie chóru, który faktycznie powstał, jednak jako zespół na wpół amatorski, 25 osób po 1/3, 1/4 etatu, których działalność musieliśmy początkowo finansować z własnego i tak mocno obciążonego budżetu. Do większych przedsięwzięć i tak zapraszając zespoły z zewnątrz – opowiadają orkiestrowi muzycy FL. Podobnie kosztochłonne, a artystycznie pozbawione sensu było utworzenie przez Sęka „zespołu muzyki dawnej”, podobnie licznego, za którego członków, przyjeżdżających od czasu do czasu do Lublina na „chałturkę”, Filharmonia płaci ZU,S nie mając w zasadzie żadnych korzyści, zwłaszcza artystycznych. O ile zresztą w pierwszych latach działalności dyr. Sęk mógł pochwalić się spłaceniem części starych zobowiązań, o tyle teraz koszty znów okazują się nadmiernie obciążające, zaś przeciętna pensja muzyka nie przekracza 2 tys. zł na rękę miesięcznie. Orkiestra nie może też darować Sękowi odwoływania koncertów (włącznie z tym na zakończenie bieżącego sezonu) i lekceważenia zgłaszanych postulatów. Po stronie muzyków stanął dyrektor artystyczny FL, Wojciech Rodek i o mało nie stracił stanowiska.

Gorący kartofel

Sęk tłumaczy, że udało mu się wyprowadzić Filharmonię na „finansową prostą”, zmiany estetyczne tworzą i poprawiają atmosferę miejsca, nieudana przebudowa jest winą Zarządu Województwa, który ignorował zgłaszane przez niego od początku zastrzeżenia, zaś dyr. Rodek miał być w FL tylko gościem, obciążonym nadmiarem zajęć i ogólnopolską karierą. Stąd właśnie miał mu od nowego sezonu zaproponować status tylko pierwszego dyrygenta, samemu łącząc w swoich rękach kierownictwo naczelne i artystyczne jednostki. Orkiestra zagroziła protestem i zwróciła się o interwencję do Zarządu Województwa. Wicemarszałek Grabczuk kazał dyrektorom przestać się kłócić, sęk jednak w tym, że Sęk… nie musi go wcale słuchać – przy kolejnych zmianach statutu FL marszałkowie bowiem wyrzekli się swojego wpływu na obsadę stanowisk zastępców dyrektorów w jednostkach kultury. Załoga Filharmonii nie ukrywa zresztą, że pozostanie Rodka, utalentowanego dyrygenta młodego pokolenia, już jej nie wystarczy i będzie domagać się odejścia Sęka. Na to zaś nie chcą zgodzić się jego partyjni koledzy. Można więc spodziewać się, że przez rok, który pozostał do wyborów samorządowych – afera w FL będzie powracać jak gorący kartofel.

Z kulturą na bakier

Kultura okazuje się zresztą piętą achillesową samorządu województwa. Najwyższa Izba Kontroli potwierdziła większość zarzutów stawianych dyrektor Muzeum Nadwiślańskiego Agnieszce Zadurze i stwierdziła że „negatywnie ocenia również niezapewnienie przez Dyrektora Muzeum skutecznej i efektywnej kontroli zarządczej”. Inny pasztet wypieka właśnie marszałkom dyrektorka Teatru Muzycznego w Lublinie, dr hab. Iwona Sawulska, która planuje zwolnienia wśród solistów i orkiestry, a w dodatku w nieco ponad kwartał Teatr zrealizował półroczny plan wydatków przez co operetka nie ma co nawet marzyć o odzyskaniu płynności finansowej. KT