Zostawiła byłego kochanka we krwi. Jest wolna

Na jej oczach syn dźgnął człowieka nożem. Ranny błagał o pomoc, ale w odpowiedzi oprawca miał jedynie z uśmiechem na ustach roztrzaskać telefon mężczyzny i razem z matką uciec w popłochu. Bandyta został skazany za próbę zabójstwa i nie wyjdzie szybko z więzienia. Matkę, która zostawiła w kałuży krwi mężczyznę, z którym niegdyś dzieliła łóżko – mimo sprzeciwu prokuratury – sędzia uniewinnił.

26 maja 2016 roku 27-letni wówczas Przemysław Ł. zadzwonił do byłego partnera swojej matki, Wiesława S. Chciał się umówić na „pogawędkę”. Po południu przyszedł do mieszkania mężczyzny przy ul. Sienkiewicza w towarzystwie aktualnego „przyjaciela” matki. Obaj byli pijani (Ł. miał ponad 2 promile alkoholu). Po chwili pojawiła się też matka Przemysława, Marzena Ł. Między gospodarzem domu a 28-latkiem momentalnie doszło do kłótni. W pewnej chwili Ł. poprosił jednak gospodarza o zrobienie kanapki. Ten dał mu nóż do chleba, ale Ł. uznał, że tak tępym narzędziem nie jest w stanie nic przekroić. Gospodarz odwrócił się na pięcie i chciał pójść do kuchni po drugi nóż. Wtedy młody i pijany zaatakował go z zaskoczenia. Wbił mu nóż w kark, a ten zakrwawiony osunął się na wersalkę. Ł. chciał dokończyć dzieła – rzucił się, by zadać kolejne ciosy ofierze, tym razem prosto w klatkę piersiową. S. chwycił za ostrze, usiłował się bronić. Doszło do szamotaniny, Ł. pociął mu palce, aż wreszcie nóż wbił się w materac. Wszystkiemu spokojnie, z boku, przyglądała się była kochanka mężczyzny ze swoim aktualnym partnerem. Ranny błagał o wezwanie pogotowia, ale w odpowiedzi oprawca miał jedynie z uśmiechem na ustach roztrzaskać telefon mężczyzny. Po chwili cała trójka uciekła z mieszkania, a ranny mężczyzna zdołał się podnieść i wyczołgać na klatkę schodową, rozpaczliwie wołając o pomoc. Zobaczył go sąsiad i natychmiast wezwał pogotowie ratunkowe.

Jeszcze tego samego dnia zatrzymano sprawcę i jego towarzyszy. Ł. nie przyznał się do usiłowania zabójstwa i wypierał się wszystkiego – twierdził, że w ogóle nie było go tego dnia w mieszkaniu przy ul. H. Sienkiewicza. Do nieudzielenia pomocy ofierze przyznała się natomiast jego matka. Z relacji kobiety wynikało, że syn dokonał zemsty za to, że S. niegdyś rzekomo ją zgwałcił. Oboje usłyszeli zarzuty i sprawa trafiła na wokandę Sądu Okręgowego w Lublinie (aktualny partner Marzeny Ł. został uznany niepoczytalnym i zwolniony).

Sąd I instancji uznał Przemysława Ł. winnym i skazał go na 8 lat bezwzględnego więzienia, zaś jego matkę oczyścił z wszelkich zarzutów, a wydatkami związanym z jej udziałem w sprawie obciążony został Skarb Państwa, choć zdaniem Prokuratury Rejonowej w Chełmie Marzena Ł. zdawała sobie sprawę z tego, że były konkubent może się wykrwawić i umrzeć, mimo to świadomie zostawiła go bez pomocy. Prokurator i obrońca Ł. złożyli apelację od wyroku.

Teraz lubelski Sąd Apelacyjny wydał orzeczenie. Sędzia nie dał wiary w to, że wiadomość o rzekomym gwałcie na matce Ł. mogła spowodować u „bardzo wrażliwego” człowieka silne wzburzenie psychiczne w chwili zdarzenia. Ł. będzie „siedział”, a jego matka – nie. Sąd nie podzielił zdania śledczych, jakoby kobieta swoim zachowaniem w pełni wyczerpała znamiona przestępstwa, o które została oskarżona. Jest wolna. Wyrok jest już prawomocny. (pc)