Żuk pod rękę z Grabczukiem

– Nawet nasi rodzice myśleli podobnie, skoro tak samo dali nam na imię, więc jak my mielibyśmy się kłócić, wyznając te same wartości? – dowcipkowali Krzysztof Żuk i Krzysztof Grabczuk, przekreślając nadzieje przeciwników PO na rozłam czy niszczący konflikt w tej partii.


– Wspólnie poprowadzimy Platformę do zwycięstwa w przyszłorocznych wyborach samorządowych! – zapowiedzieli niedawni konkurenci w wyborach na przewodniczącego lubelskiej Platformy, które zaledwie dwoma głosami różnicy (402 do 400) wygrał Żuk.
Po tak wyrównanej rywalizacji i zapowiedziach niektórych zwolenników Grabczuka, że będą skarżyć wynik wyborów, niektóre media wieściły, że tak jak po poprzednich wyborach szefa regionu Platforma będzie podzielona, a zwycięska frakcja będzie „wycinać” pokonaną.
Tymczasem Grabczuk i Żuk szybko ucięli wszystkie spekulacje na temat ewentualnych protestów wyborczych, dogrywek i przepychanek w lubelskiej Platformie Obywatelskiej. No chyba, że prezydent Lublina nie dotrzymałby słowa… Faktycznie bowiem podobne układy zawierali już w analogicznych sytuacjach i triumfujący Stanisław Żmijan z pokonanym Włodzimierzem Karpińskim, i zwycięski Włodzimierz Karpiński ze Stanisławem Żmijanem – i nigdy nikt nie zamierzał realizować zobowiązań, a wręcz przeciwnie. Nigdy też jednak frakcje partyjne nie były podzielone tak równo, niemal wymuszając współdziałanie. Nie istniała też groźba ze strony Prawa i Sprawiedliwości, które obecnie najchętniej nie tylko zdjęłoby Żuka z prezydentury i zabroniło mu reelekcji, ale i zrobiło czystkę w Sejmiku. Żuka i mającego zostać jego partyjnym zastępcą Grabczuka łączy więc coś więcej niż zawarta przed kamerami umowa i to samo imię. Łączy ich interes.
W detalach umowa przewiduje wskazanie przez Grabczuka skarbnika, a przez Żuka sekretarza struktur wojewódzkich PO. Obaj mają mieć decydujący głos, jeśli chodzi o obsadę sejmikowych list wyborczych partii we własnych okręgach wyborczych, a decyzje o charakterze regionalnym mają być podejmowane konsensualnie. Jeśli więc żadnego z wytrawnych przecież graczy nie skusi, żeby wyciąć drugiemu jakiś numer, Platforma może pójść do wyborów samorządowych 2018 r. bardziej zjednoczona niż kiedykolwiek, sprawiając rywalom – zwłaszcza PiS-owi, przykrą niespodziankę. A na pewno nikt nie zamierza poddawać się bez walki, bo z dwoma Krzysztofami na czele PO dysponuje dwójką najbardziej rozpoznawalnych i aprobowanych przez wyborców politycznych twarzy Lubelszczyzny. TAK