Zwiał pięciu opiekunkom

Przedszkolak w trakcie wycieczki do biblioteki wyszedł z budynku i błąkał się po centrum Włodawy. Jego zniknięcia nie zauważyła żadna z pięciu opiekunek. Brak jednego dziecka dostrzeżono dopiero, gdy grupa zbierała się do wyjścia. Jednak i wtedy działania przedszkolanek były cokolwiek dziwne. Panie, bojąc się odpowiedzialności, za wszelką cenę same chciały odnaleźć zgubę i nie wezwały policji. Jedna z nich okłamała też matkę chłopca i swoją dyrektor mówiąc, że chłopczyk jest bezpieczny, gdy tak naprawdę wcale nie wiedziała, co się z nim dzieje.

 

Wszystko działo się w środę (9 listopada). Tego dnia przedszkolaki ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego we Włodawie pod opieką pięciu przedszkolanek wybrały się na wycieczkę do biblioteki. Gdy grupa zbierała się do wyjścia, okazało się, że brakuje jednego chłopczyka. Przeszukanie budynku książnicy nic nie dało. Dziecko przepadło jak kamień w wodę. Jak w tej sytuacji zareagowały opiekunki? Otóż bardzo dziwnie. Nie powiadomiły bowiem o zaginięciu policji. Okłamały też dyrekcję SOSW. Następnie na własną rękę rozpoczęły poszukiwania. Po sprawdzeniu nagrań monitoringu okazało się, że chłopczyk wyszedł z biblioteki. W tej sytuacji opiekunki rozdzieliły się. Część z nich została z grupą, a część ruszyła na miasto w poszukiwaniu zguby. W międzyczasie jedna z przedszkolanek, Monika D. zadzwoniła do mamy zaginionego chłopca mówiąc, że jej dziecko jest bezpieczne, choć wtedy wcale nie wiedziała, co się dzieje z chłopcem. Na szczęście nic mu się nie stało i cały i zdrowy wrócił do domu. Pomógł w tym funkcjonariusz Straży Granicznej, który na ulicy zauważył zagubionego przedszkolaka. Pobiegł za nim do sklepu i stamtąd zadzwonił na policję, która przekazała dziecko matce. Co ciekawe, w tym czasie trwała jeszcze akcja poszukiwawcza opiekunek wycieczki nieświadomych, że chłopczyk jest już bezpieczny u mamy. Matka chłopca zgłosiła sprawę do dyrekcji SOSW. Monika D. otrzymała naganę i została przeniesiona na inne stanowisko. Pozostałe opiekunki wycieczki zostały ukarane upomnieniami. To jednak nie koniec ich kłopotów, bo o sprawie wie już kuratorium. Na razie nie ma jednak opinii w tej sprawie. – Jest nam bardzo przykro, że doszło do takiej sytuacji – mówi Irena Dejer, dyrektor SOSW. – Od wielu lat dbamy o bezpieczeństwo naszych podopiecznych. Nie zmienia to jednak faktu, że coś takiego w ogóle nie powinno mieć miejsca. Wiem, że ucierpi na tym nasz wizerunek, ale nie zamierzam zamiatać sprawy pod dywan, dlatego o wydarzeniach z 9 listopada został powiadomiony organ prowadzący oraz kuratorium oświaty – dodaje pani dyrektor. (bm)