Bank chce pieniędzy, a niewidomy swoich praw

Bank chce odzyskać dług, więc sąd postanowił, że służebność osobista i służebność mieszkania zawarte w akcie notarialnym są nieważne. Według sądu niewidomy mężczyzna nie ma prawa do służebności, czyli opieki i zamieszkania, ustalonych na jego rzecz w akcie notarialnym z 1988 roku przez jego brata.
– Pominęli mnie zupełnie, jakbym nie istniał. Chcą łatwo i szybko sprzedać gospodarstwo mojego brata, a ja jakbym był w tym wszystkim punktem zaporowym, więc się mnie zwyczajnie pozbyli. Pozbawili mnie całkowicie moich praw. Łatwym sposobem chcą wszystko sprzedać, nie biorąc mnie pod uwagę. Nawet nie dostałem żadnego pisma w tej sprawie. O wszystkim dowiedziałem się od brata – oburza się Kazimierz Maj.

Zaryzykowali i wpadli w pętlę

Pomyśleć można, że to bratu pana Kazimierza zależało na pozbyciu się zobowiązań wobec krewnego, bo w ten sposób zazwyczaj przebiegają sprawy o zniesienie służebności wobec najbliższych. Toczą się one latami i są zazwyczaj związane z nieporozumieniami rodzinnymi. Tu jednak sprawa wygląda inaczej. Andrzej Maj, brat pana Kazimierza, nawet nie brał pod uwagę uchylania się od odpowiedzialności i zobowiązań wobec krewnego. Zrobił to za niego Sąd Rejonowy Lublin-Zachód. Unieważnienie służebności nastąpiło po odwołaniu się przez Bank BPH S.A., który nie zgodził się z wartością służebności, oszacowaną przez komornika sądowego.
Cała sprawa zaczęła się od kredytu inwestycyjnego na czterysta tysięcy złotych, jaki zaciągnął wspólnie z żoną Andrzej Maj na rozwój swojego gospodarstwa w Jastkowie.
– Wzięliśmy kredyt na zakup stada krów i urządzeń. Wtedy warunki były sprzyjające, bo wchodziliśmy do Unii Europejskiej, a litr mleka sprzedaliśmy po półtora złotego. Zaraz po tym zaczął się krach. Ceny mleka spadły nawet do sześćdziesięciu groszy i zaczęły się problemy. Mieliśmy mieć przydzielany kredyt na piętnaście lat dla młodych rolników, jednak czas spłaty został zmniejszony do ośmiu lat. W pewnym momencie mieliśmy już tylko środki na spłacanie odsetek – tłumaczy Andrzej Maj.

Bezprzedmiotowe roszczenia?

Odsetki, mimo spłat, urosły wraz z kwotą kredytu do blisko półtora miliona złotych. Komornik robił swoje i aby sprzedać gospodarstwo oszacował wartość całego gospodarstwa. Tu jednak pojawiły się niekorzystne dla banku okoliczności. Wartość gospodarstwa została wyceniona na kwotę 1 080 484 złotych, a wartości służebności wobec Kazimierza Maja na 1 188 400 złotych. Okazało się, że sprzedaż gospodarstwa mija się z celem, bo zobowiązania wobec pana Kazimierza przekraczają jego wartość. Bank odwołał się od wyceny komornika i obydwie służebności zostały zniesione.
– Już kiedy braliśmy kredyt, ówczesna pani dyrektor oddziału banku zauważyła tę przeszkodę, jednak nie wzięła jej pod uwagę. Powiedziała, że to nieistotne – tłumaczy Andrzej Maj.
Dziś okazuje się bardzo istotne, bo Kazimierz Maj, w imię dochodzenia przez bank swoich praw, został pozbawiony swoich praw.
– Co więcej, bank odwołał się tylko od służebności zamieszkania, a sąd przy okazji zniósł również służebność osobistą. Wiem, że brat nie uchyla się od odpowiedzialności, ale zrobił to za niego sąd, bo jest to w interesie banku. Czy nie liczą się tu w ogóle moje prawa? – zastanawia się pan Kazimierz.
Bank jednak w piśmie odwołującym się od wyceny komornika podkreśla, że mieszkanie które miało być przedmiotem służebności, już nie istnieje, więc roszczenia pana Kazimierza są bezprzedmiotowe i nie można tego uwzględniać w oszacowaniu wartości gospodarstwa.

Odwołanie

– W akcie notarialnym było zaznaczone, że służebność zamieszkania w określonym domu była względem moich rodziców, którzy przekazali mi gospodarstwo. Co do mojego brata, zapis brzmiał jedynie jako służebność mieszkania. Przecież mógłby mieszkać w letniej kuchni przy zabudowaniach gospodarczych albo chociażby w namiocie. Nie ma tam mowy o jakimkolwiek domu – podkreśla Andrzej Maj.
Andrzej Maj wraz żoną mają czas na odwołanie się od postanowienia sądu do wtorku 31 maja. Niestety, długi weekend nie sprzyjał walce o swoje prawa.
– Trudno było znaleźć jakiegokolwiek prawnika, który maiłby czas na napisanie odwołania. Będziemy musieli złożyć cokolwiek, aby zyskać czas na znalezienie rozwiązania tej sytuacji. Nie ukrywam, że licytacja i sprzedaż naszego gospodarstwa pozbawiłaby nas zupełnie szans na wyjście na prostą i spłatę tego długu. Wiem też, że przez mój błąd mój brat został tak potraktowany przez sąd, choć postanowienia sądu zupełnie nie wpłyną na nasze stosunki rodzinne i żadne prawo nie zabroni mi się opiekować i pomagać bratu – dodaje Andrzej Maj.
We wtorek małżeństwo Majów złoży do sądu odwołanie. Wkrótce niewidomy pan Kazimierz, dowie się czy jego osobiste prawo do opieki jest coś warte, jeśli w grę wchodzi półtora miliona złotych, które chce odzyskać bank.
MJ

Komentarze