Z deszczem za pan brat

Rewelacyjny występ zaliczyli lublinianie w 42. Bieszczadzkim Wyścigu Górskim Sanok-Załuż 2016, w ramach którego rozegrano pierwsze tegoroczne rundy Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. W swoich klasach zwyciężali: Jarosław Adamiak, Tomasz Bartoszek i wracająca po przerwie Ewa Wójtowicz, natomiast debiutujący w wyścigach górskich Rafał Michalczak był trzeci. Łącznie do naszych kierowców powędrowało dziewięć „dzbanków”
Już dawno początek sezonu nie wzbudził tak wielu emocji. Podczas pierwszego dnia rywalizacji uznawana za testową (czy też rozgrzewkową) trasa z Załuża do Tyrawy Wołoskiej, w związku z ekstremalnymi warunkami, jakie zafundowała pogoda (deszcz i ulewy), tym razem mocno dała się we znaki kierowcom, czego efektem było zburzenie spodziewanego porządku w klasyfikacjach. Organizatorzy ze względów bezpieczeństwa odwołali nawet drugi podjazd wyścigowy, rozwiewając tym samym obawy zawodników i ucinając cierpienia przemokniętych kibiców. W niedzielę wyścigówki jeździły dla odmiany wyłącznie po suchej nawierzchni, dzięki czemu odnotowane wyniki, w świetle nadchodzących rund, można było uznać za bardziej miarodajne.
Z grona kierowców z Lubelszczyzny najwięcej powodów do zadowolenia mieli z pewnością Jarosław Adamiak i Tomasz Bartoszek, którzy po raz pierwszy w karierze stanęli na najwyższym stopniu podium w GSMP.
Adamiak, zaliczający dopiero drugi górski start, mimo, że w sobotnich treningach notował czasy w czołowej trójce klasy E1-2000, to szanse na wygraną miał raczej niewielkie. Los jednak sprzyjał kierowcy z Lublina startującemu w barwach Automobilklubu Kieleckiego: rywale podróżowali z przygodami (awarie i niegroźne „dzwony”), natomiast honda civic pewnie osiągnęła metę jedynej próby wyścigowej. Tempo Adamiaka, mimo ciężkich warunków, było naprawdę imponujące: okazał się najszybszym kierowcą wśród aut z napędem na jedną oś, zostawiając w pobitym polu wiele wyścigówek z napędem 4×4, a do czołowej dziesiątki w generalce GSMP zabrało mu zaledwie 0,3 sekundy. – Mogło być jeszcze lepiej, jednak żółte flagi na trasie po kraksie rywala spowodowały, że musiałem nieco zwolnić. W tej sytuacji teoretycznie mogłem powtarzać podjazd, ale czas, który na bieżąco śledziłem, był całkiem dobry i wolałem nie ryzykować jakiegoś nieprzewidzianego zdarzenia. To była dobra decyzja, gdyż z każdą kolejną minutą warunki na trasie pogarszały się – komentował Jarek. W niedzielnych zmaganiach do głosu doszli faworyci z A. Małopolskiego: Szymon Piękoś (honda civic) i Karol Krupa (renault clio), którzy uzyskali odpowiednio 6- i 4-sekundową przewagę na naszym kierowcą. Adamiak, pokonując dwóch konkurentów, wywalczył najniższy stopień podium. Z tarczą w walce o sobotnią wygraną w klasie A/PL-1600 wyszedł Tomasz Bartoszek. Już na pierwszych próbach zawodnik A. Chełmskiego wyraźnie doskoczył pięciu konkurentom, rozbudzając tym samym nadzieje na zwycięstwo. Świeży komplet „deszczowego” ogumienia założony na decydujące podjazdy, zaskoczył kierowcę skutecznością działania.
– Hamowałem na dwa-trzy razy nie wierząc, że wyścigówka tak szybko wytraci prędkość, a opony przytrzymają potem hondę w zakręcie. To było zaskakujące, jednak w dużej mierze zadecydowało o wygranej – przyznał skromnie Tomek, który przy okazji zgarnął puchar za trzecią lokatę w grupie A/PL.
W drugim dniu zawodów walka nabrała rumieńców: po pierwszym wyścigowym podjeździe czołową trójkę dzieliła różnica zaledwie 0,3 sekundy. W ostatniej próbie Damian Paliga (A. Ziemi Kłodzkiej, skoda felicia) miał drobne problemy techniczne, za to Arkadiusz Borczyk (A. Małopolski, honda civic) poprawił czas o 2 sekundy. Bartoszek w swej hondzie również pojechał szybciej, ale tylko o 1,2 sek. i w efekcie był drugi. Warto jednak odnotować widoczny postęp w jeździe naszego kierowcy.
– W ubiegłym sezonie traciłem kilka, -kilkanaście sekund do arka i trudno było mówić o kontaktowej walce. Teraz różnica spadła do nieco ponad sekundy po dwóch podjazdach – super, wreszcie jest to prawdziwa rywalizacja! – podsumował wyniki szczęśliwy Bartoszek.
Po rocznej przerwie na górskie trasy wróciła Ewa Wójtowicz.
– Przyjechałam trochę rozruszać kości i spotkać się ze znajomymi, ponieważ w klasie raczej nie będę miała kontaktowego rywala – mówiła przed imprezą zawodniczka A. Wschodniego.
Rzeczywiście, bezproblemowo pokonała jedynego konkurenta w A-1600 – Macieja Ciechanowicza (A. Ziemi Kłodzkiej, citroen C2): w sobotę różnica na korzyść Ewy wyniosła 13,3 a w niedzielę ponad 15 sekund. Ciekawiej wyglądała jej walka w grupie A: w deszczowym podjeździe nasza zawodniczka była czwarta, tracąc niecałe 3 sekundy do medalowego miejsca, za to w drugim dniu citroen już pewnie dowiózł Wójtowicz do „brązu”. Dwaj słowaccy kierowcy w 2-litrowych hondach byli blisko w wynikach, ale nie na tyle, by w jakiś szczególny sposób zagrozić lubelskiej mistrzyni. Z kolei zwycięskie mitsubishi lancery pozostawały poza zasięgiem C2-ki. Ewa, planująca udział w trzech tegorocznych imprezach GSMP (poza Załużem jeszcze Banovce i Korczyna), w sobotę wygrała nieoficjalną klasyfikację pań, pokonując trzy rywalki, natomiast w kończącej zawody rundzie musiała ustąpić pola Irenie Steć, której wyścigowa formuła na suchej nawierzchni z oczywistych powodów była szybsza.
Nowa twarz w lubelskim „racing teamie” to Rafał Michalczak. Reprezentant Automobilklubu Chełmskiego, startujący dotychczas tylko w amatorskich zawodach, zaliczył udany debiut w imprezie rangi mistrzostw Polski za kierownicą hondy civic, wywożąc z Załuża puchar za trzecie miejsce w klasie A/PL-1600. Pierwsze górskie kilometry przejechane w ciężkich warunkach pogodowych na pewno nie pomogły Michalczakowi w złapaniu właściwego rytmu, stad też piąte miejsce na sześciu startujących na pewno nie przyniosło mu ujmy.
Niedzielne ściganie Rafał rozpoczął od piątej i czwartej lokaty na treningach. W pierwszej próbie wyścigowej umocnił się na pozycji tuż za podium, a w finałowym podjeździe, po kłopotach wspomnianego wyżej Paligi, zdołał awansować na medalową lokatę, tracąc do klubowego kolegi Bartoszka łącznie około 9 sekund.
– Mogłem jeszcze skrócić czasowy dystans, ale na ostatnim podjeździe górę wzięły emocje i popełniłem kilka błędów. Czy dalej będę się ścigał? W tej chwili nie wiem. Jeśli tak, to w grę wchodzą wyścigi na Magurze i w Korczynie – podsumował swój obiecujący występ Michalczak.
Załuż
Łukasz Głowacki

Komentarze