Nie lubię tchórzostwa…

NT: Kiedy Marian Kowalski w wywiadzie na antenie Rada Lublin skrytykował o. Wiśniewskiego – „winny” miał być Pan jako prezes. Kiedy odciął się Pan od tej wypowiedzi – znowu wina była pańska, za rzekome „tłumienie wolności wypowiedzi”. I taka kampania w niektórych środowiskach trwa od pierwszego dnia pańskiej drugiej prezesury. Czy to polowanie na Deckerta czy walka o wpływy i przekaz realizowany przez media publiczne?
MD: Nie wiem, czy ja miałem być winny, czy ktoś inny. Nie jestem na pewno aż tak interesującym obiektem, by ktoś na mnie polował. Bez przesady 🙂 Jestem człowiekiem, który ma wyraźne i określone poglądy. Ja ich nie ukrywam i staram się, by moja mowa była: „Tak, tak; nie, nie”. Natomiast inną rzeczą jest forma ich wyrażania. Wiem jedno, że żyjemy w czasach, które cierpią na nadmiar agresji. To jest smutne. Pan Marian Kowalski ma prawo do swoich poglądów. Więcej, wbrew temu, co pisze wielu, którym słowo tolerancja nie schodzi z ust, np. o. Tomaszowi Dostatniemu, pan Kowalski ma prawo do ich wyrażania. Nie będę ustalał tego prawa, tak jak nie ma prawa ustalać tego „Gazeta Wyborcza”. Problem nie polega na ocenie opinii o. Ludwika Wiśniewskiego, bo każdy, który wchodzi w przestrzeń publiczną, niezależnie od tego, czy nosi habit czy garnitur, podlega takiej ocenie. Problem tkwi w tym, że pan Marian Kowalski używając sformułowań powszechnie uznanych za obraźliwe, używając słów wulgarnych, nadwyrężył nasze zaufanie. Nie można w mediach używać takich pojęć. Powtórzę, nie chodzi o poglądy, ale o formę. Pan Marian Kowalski zachował się po prostu niekulturalnie. Formy wiecowe nie są właściwe w mediach. Media publiczne służą informowaniu, dialogowi i wyjaśnianiu problemów, a nie ekscytowaniu się agresją. Dlatego dziwię się, że np. TVN promuje tak agresywne postaci jak Stefan Niesiołowski czy Władysław Frasyniuk, którzy obrażają swoich adwersarzy. Mam nadzieję, że i w tym przypadku o. Tomasz Dostatni zareaguje jak przystało na kapłana. Tej agresji mamy za dużo. Szukajmy prawdy i nie bądźmy stronniczy.

NT: Jednym z pretekstów do wyrzucenia Pana niegdyś z pracy w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim był portrecik Dmowskiego nad Pana biurkiem. Kojarzony był Pan zawsze nie tyle partyjnie, co z formacją duchową konserwatywną i katolicką. A dziś część zdezorientowanej młodzieży narodowej gotowa jest uwierzyć, że jest Pan niemal bratem Michnika. To paradoks czy los ideowego dziennikarza zachowującego jednak w pracy odpowiednie proporcje?
MD: Z tym Dmowskim to żart. Wojewoda Kurowski użył tego argumentu, wyrzucając mnie z pracy w Urzędzie Wojewódzkim, ale przecież nie o to chodziło. SLD po prostu robił czystki. Mogę narodową młodzież zapewnić o jednym, pan Adam Michnik na pewno o mnie nie słyszał, a mnie owa informacja, że nie jestem bohaterem pana Redaktora, nie spędza snu z powiek. Poważne i rzetelne dziennikarstwo to rzemiosło, które służy prawdzie, a nie salonom czy wiecowym hasłom.
NT: Zarzuca się Panu dawne zaangażowanie polityczne, ale przecież nie był nigdy funkcjonariuszem partyjnym, Pana droga zawodowa to media i PR – przyznajmy, głównie polityczny. Czuje się Pan bardziej dziennikarzem, politykiem, menedżerem, fachowcem do wynajęcia – słowem, dla kogo lub czego dziś Pan pracuje, panie Mariuszu?
MD: Na pewno nie jestem politykiem. Zresztą polityk, jak i dyplomata,  byłby ze mnie marny. Zacząłem od mediów, w publicystyce w Katolickim Radiu Lublin. I radio to moja najprawdziwsza miłość.  Nigdy nie ukrywałem moich poglądów politycznych i przekonań religijnych. Jako publicysta mam ostry i cięty język. Nie lubię tchórzostwa relatywizmu, ale to nie oznacza, że preferuję fanatyzm. Ludzie, z którymi współpracuję doceniają to, że nie boję się odpowiadać za swoje decyzje. I to jest dla mnie najbardziej cenne, a nie to, że nie pasuję do prostackiego szablonu, w którym muszę być albo tępym politycznym komisarzem, albo komicznym wyznawcą KOD-u.
NT: Wielka ustawa medialna jest już w Sejmie. Nadchodzi zmiana zasad finansowania mediów publicznych, z nią nowe możliwości, ale też i konieczność określenia na nowo misji także Radia Lublin. Jakie ono będzie pod pana kierunkiem, co się na pewno zmieni a co będzie kontynuowane?
MD: Zadał Pan pytanie o misję Radia Lublin. Jestem przekonany i większość ludzi, którzy dziś pracują w naszym radiu, też tak myśli, że w naszym regionie potrzebne jest dobre radio, które nie boi się trudnych tematów, pokazuje pełne spektrum poglądów, a jednocześnie daje dobre informacje, dobrą publicystkę społeczno-polityczną i kulturalną oraz to, z czego jesteśmy naprawdę dumni, czyli reportaż. Czy w naszym regionie jest medium, które może podołać temu zadaniu?  Powiedzmy sobie szczerze: to jest misja Radia Lublin.
Dziękuję za rozmowę

Komentarze