Na Skarpie lepiej siedzieć cicho?

Brud, poupychane w skrzynkach przeciwpożarowych śmiecie, spalone przyciski dzwonków, zdewastowane poręcze przy schodach, smród moczu, pomazane ściany i regularne „imprezy” na klatce schodowej. Do tego wszechobecne kraty i zastraszeni mieszkańcy, którzy boją się wyjść z mieszkania, a po policję nie dzwonią, ponieważ nie mają do policjantów zaufania. Tak od lat wygląda sytuacja w wieżowcu przy ulicy Przedwiośnie 1.
Sprawą zainteresowaliśmy się dzięki Arkadiuszowi Szczepańskiemu, radnemu dzielnicy Czuby Południowe, który niedawno przedstawił wstępne wyniki, organizowanej przez niego co roku, Ankiety Bezpieczeństwa. Jak wynika z jego badań aż 93 procent mieszkańców osiedla Skarpa nie zna swojego dzielnicowego, a 54 procent pragnęłoby go poznać. Ponad 90 procent nie spotkało do tej pory dzielnicowego Straży Miejskiej i tylko 3 procent w miarę często i regularnie widziało dotychczas patrole Straży Miejskiej w swojej okolicy. Trochę więcej osób, bo około 15 procent widywało często policjantów w swojej okolicy, jednak aż ponad 50 procent mieszkańców nie widziało ani razu strażników miejskich.
Szczepański zapytał też mieszkańców o problemy, które najbardziej ich dotykają i niepokoją.
– Picie alkoholu w miejscach publicznych i akty chuligaństwa, między innymi dewastowanie placów zabaw, graffiti na elewacjach budynków czy podpalanie śmietników. W ankiecie zapytałem też o wskazanie najbardziej zagrożonych miejsc. Takich miejsc było wiele, ale największy problem zauważyłem właśnie w wieżowcu przy ulicy Przedwiośnie. Tam wciąż jest pity alkohol, ludzie załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne na klatce, jest smród, a ściany pomalowane są graffiti i nikt nic z tym nie potrafi zrobić – tłumaczy Szczepański.

Prawie wszyscy się okratowali

Odwiedziliśmy blok przy ulicy Przedwiośnie i opinie mieszkańców się potwierdziły. Ze słonecznego i zadbanego podwórka wchodzi się do obskurnej, śmierdzącej klatki schodowej, która wygląda jak melina. Trudno tu o skrawek niepobrudzonego korytarza, wszędzie unosi się smród moczu, w skrzynkach na hydranty przeciwpożarowe dawno zabrakło węży, które zastąpione są teraz butelkami, puszkami i wszelkimi pozostałościami po osobach, które przychodzą tu pić alkohol. Na każdym piętrze, bezpieczeństwa mieszkańców strzegą kraty, oddzielające klatkę schodową od korytarza.
– Prawie wszyscy się tu okratowali. Zakładali kraty dopóki nowe przepisy im tego nie zabroniły. Aby zadzwonić do jakiegokolwiek mieszkania trzeba tu wyjść na zewnątrz i zadzwonić domofonem, bo jak widać, przyciski dzwonków są spalone – podkreśla Szczepański.
Co o swojej sytuacji mówią sami mieszkańcy? Większość z nich to osoby starsze, które nie mają już siły walczyć o swoje bezpieczeństwo, więc zapewniają je sobie, zamykając się w mieszkaniach.
– Mieszkam tu już grubo ponad trzydzieści lat. Wcześniej był tu spokój, ale dziś przychodzą osoby z zewnątrz, które tu nie mieszkają i organizują pijatyki na schodach. Nieraz musiałam zmywać ściany, bo były zabrudzone moczem, wymiocinami, bo te mazaje to najbłahsza rzecz. Czasami strach wyjść do zsypu, żeby wyrzucić śmiecie. Ostatnio, o dziwo, nie przychodzili, ale całkiem niedawno połamali ławkę przed blokiem. Cierpimy, ale co zrobić? Nikt nam nie chce pomóc, bo chyba nikt nie widzi problemu – skarży się pani Wanda.
Każdy się boi…

Podobne zdanie ma kolejna mieszkanka bloku.

– Wszystko napisałam w ankiecie i co więcej mam dodać? Przyzwyczailiśmy się i nauczyliśmy się z tym żyć. Kiedy słychać, że na schodach się awanturują, po prostu nie wychodzimy z mieszkań. Tym bardziej, że większość z nas to osoby starsze, więc kto ma zareagować? Każdy się boi. Wcześniej, kiedy byliśmy młodsi, było tu spokojnie. Wszyscy pilnowali porządku, a teraz każdy zamyka się w swoim mieszkaniu, bo jak się wezwie policję, to zanim przyjadą, jest już tu pusto – tłumaczy pani Teresa.
Stagnacja, strach, a do tego brak wiary, że można coś zmienić.
– Porządek?! Jak widać i nie trzeba opowiadać! Najgorsze jest drugie piętro, bo tam właśnie gromadzą się wszyscy. Ja się nie odzywam, bo się boję. Zamykam się w mieszkaniu i już. Zbierają się i urządzają pijatyki. Niedawno sąsiad z dołu chciał im zwrócić uwagę i dostał butelką po głowie. Przyjechała policja i zrobili porządek, ale ja po policję nie dzwonię, bo nie mam do nich zaufania. Boję się, że później ktoś z tych wandali się dowie i będą mi rzucali kamieniami po oknach. Nie ma na to rady. Gdyby mieszkali tu młodzi mężczyźni, na pewno byłby tu spokój. A my, starsi ludzie co mamy zrobić? – zastanawia się pani Zofia, która podobnie jak jej sąsiadki mieszka tu już ponad 30 lat.

Tu zgłoszeń faktycznie nie ma

Przedstawiciele Staży Miejskiej nie mają prawie żadnych zgłoszeń o zakłócaniu spokoju w tym miejscu.
– Mieliśmy zgłoszenia o zakłócaniu spokoju, ale w okolicy, o psach biegających bez smyczy. Jednak z tego wieżowca nie mieliśmy ostatnio żadnego zgłoszenia. Zachęcamy mieszkańców do zgłaszania interwencji pod numerem 986. Apelujemy też o to, żeby kontaktowali się z dzielnicowym Straży Miejskiej – mówi Ryszarda Bańka z lubelskiej Straży Miejskiej.
Policja bywa tu częściej. Od początku tego roku do połowy mają, było tu 11 interwencji. Większość z nich dotyczyła jednak samych mieszkańców tego bloku.
– Czyli domowych awantur i zakłócenia ciszy nocnej. Raz wzywani byliśmy także do śpiącego na klatce mężczyzny, a w dwóch przypadkach do spożywających alkohol osób. Nie otrzymaliśmy żadnego zgłoszenia dotyczącego dewastacji, a warto przypomnieć, że w zależności od powstałych szkód, sprawca takiego czynu ponosi odpowiedzialność bądź to za wykroczenie, bądź za przestępstwo zniszczenia mienia – wylicza nadkom. Renata Laszczka Rusek, rzecznik prasowy KWP w Lublinie.
Jak tłumaczy, ostatnio odbyły się dwie konsultacje oraz debata społeczna z mieszkańcami Czubów.
– Te spotkania są organizowane właśnie po to, by mieszkańcy mówili o swoich problemach, o tym co dla nich jest najbardziej uciążliwe i na co ich zdaniem powinniśmy my, jako policja, zwrócić większą uwagę. Na żadnym z takich spotkań nie został poruszony problem tego konkretnego bloku. Mogę zapewnić, że reagujemy i będziemy reagować na każdy sygnał płynący ze strony mieszkańców. Więc, gdy dochodzi do łamania prawa, prosimy o zgłaszanie takich sytuacji. Niezależenie od naszych działań sądzę, że problem „niechcianych” przez mieszkańców bloków gości może rozwiązać sprawnie działający domofon – mówi rzecznik prasowy policji.

Przyzwyczaili się, ale cierpią

Domofon jest tu nagminnie psuty, więc sprawy nie rozwiązuje.
– Domofon nic nie daje, może jakieś kamery by się przydały. Ale co poradzić. Trzeba siedzieć cicho w domu i nic nie mówić – mówi pani Danuta, kolejna mieszkanka bloku.
Pozostawieni samym sobie, zmykają się w mieszkaniach i wydaje im się, że to najlepsze rozwiązanie problemu.
– Ci ludzie się już przyzwyczaili, ale cierpią. Mieszka tam dużo starszych osób, które popadły w stagnację, bo nie wierzą, że ktoś jest im w stanie pomóc. Według ocen policji czy Straży Miejskiej jest tam bezpiecznie, ale ankiety, które przeprowadzam, i sam obraz tego wieżowca nie potwierdzą tego – mówi Arkadiusz Szczepański.
W całej sprawie wypowiedzieli się też przedstawiciele Spółdzielni Mieszkaniowej „Czuby”.
– Od 2011 roku do spółdzielni nie wpłynęły żadne zgłoszenia mieszkańców w sprawie zakłócania spokoju mieszkańców na klatce schodowej przy ul. Przedwiośnie 1. Klatka schodowa jest zabezpieczona przed obcymi osobami domofonem i to mieszkańcy decydują komu otwierają drzwi wejściowe. Dodatkowo, w celu zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom, przy współpracy z policją i Strażą Miejską opracowano na terenie dzielnicy Czuby mapę miejsc objętych szczególnym nadzorem przez patrole. Spółdzielnia zwróci się do policji o wzmożenie działań prewencyjnych w rejonie budynków przy ulicy Przedwiośnie 1, 3, 7 oraz ujęcie tych budynków na „mapie zagrożeń” – zapewnia Bożena Zielińska zastępca prezesa spółdzielni ds. eksploatacji. MJ

Komentarze