Wyszedł cało z wypadku i poszedł się wieszać

Młodzieniec z gminy Krasnystaw z niewyjaśnionych przyczyn zjechał samochodem do rowu. Z wypadku wyszedł niemal bez szwanku, ale szok był na tyle poważny, że zamiast wezwać pomoc, zabrał z auta sznur i ruszył do lasu. Chełmskim policjantom, którzy go znaleźli, mówił, że jego życie nie ma sensu.

 

To miał być spokojny dzień dla kilkunastu chełmskich mundurowych. We wtorek (17 maja) byli na szkoleniu w Lublinie. Wszystko zmieniło się w drodze powrotnej. Przejeżdżając autokarem krajową 12 przez miejscowość Struża (powiat świdnicki) zauważyli w rowie rozbity samochód osobowy.
– Policjanci zatrzymali się, aby udzielić pomocy kierowcy mitsubishi. Niestety, nie znaleźli go w samochodzie – mówi Ewa Czyż, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Dopiero po chwili jeden z mundurowych zauważył w oddali mężczyznę. Czterech policjantów ruszyło za nim w pogoń przez pola. Kiedy do niego dobiegli był w ogromnym szoku. Przyznał się, że to on kierował, ale majaczył też, że chce targnąć się na życie. Okazało się, że nie były to tylko czcze słowa. Młodzieniec miał przy sobie sznur. A od samochodu oddalił się podobno po to, aby ukrócić swoje cierpienia.
Na szczęście chełmscy policjanci uspokoili roztrzęsionego 20-latka i wezwali karetkę, która zabrała go do szpitala w Lublinie. Na miejscu interweniowała również straż pożarna. Dalsze czynności przejęli funkcjonariusze świdnickiej drogówki. Teraz to oni ustalają szczegółowe okoliczności i przyczyny wypadku. – Kierujący mitsubishi mężczyzna był trzeźwy. Nie miał jednak uprawnień do kierowania pojazdem – wyjaśnia Paweł Leśny ze świdnickiej policji.
Chełmscy mundurowi uratowali młodemu człowiekowi życie. 
(mg, fot. lublin112.pl)

Komentarze