45 lat Zespołu Tańca Ludowego Polesie

Zespół Polesie powstał w 1974 roku przy Włodawskim Ośrodku Kultury i od początku trwania Festiwalu, jakim jest „Międzynarodowe Poleskie Lato z Folklorem”, pełni rolę gospodarza tego wydarzenia. Założycielami festiwalu byli Jerzy Chmiel oraz nieżyjący już Janusz Kalinowski i Stanisław Leszczyński, który wymyślił nazwę.

Zespół Tańca Ludowego „Polesie”, obchodzący w tym roku 45-lecie swojej działalności, ponad 40 razy koncertował poza granicami kraju, biorąc udział w różnych imprezach folklorystycznych. Odwiedził m.in. Holandię, Izrael, Hiszpanię, Francję, Włochy, Grecję, Bułgarię, Macedonię, Serbię, Litwę, Niemcy, Czechy, Turcję i Portugalię. Zespół „Polesie” od 27 lat jest gospodarzem Międzynarodowego Poleskiego Lata z Folklorem odbywającego się cyklicznie od 1991 roku we Włodawie. W okresie tych 27 lat Włodawę odwiedziło 299 zespołów z 70 krajów całego świata. Organizatorami festiwalu są Włodawski Dom Kultury oraz burmistrz Włodawy.

Lipiec to miesiąc, w którym Włodawa staje się międzynarodową stolicą folkloru. Wszystko to za sprawą festiwalu, który łączy pokolenia. O festiwalowym kalejdoskopie, przyjaźniach i zabawnych sytuacjach rozmawialiśmy z Mirosławem Meglem, który jest siłą napędową włodawskiego festiwalu.

* * *

Nowy Tydzień: – Nie przesadzę chyba stwierdzając, że większość swojego życia poświęciłeś na kultywowanie tradycji tańca ludowego. Obserwując to z bliska, odnoszę wrażenie, że jesteś w swoim żywiole, że spełniasz się w tym, co robisz. Jak rozpoczęła się twoja przygoda z tańcem?

Mirosław Megiel: – Jak dobrze pamiętam, moja mama zaprowadziła mnie na tańce do pani Żelisławy Szeląg. Miałem wtedy 6 lat, później trafiłem pod skrzydła Janusza Kalinowskiego, który w sposób perfekcyjny wtłoczył we mnie taką dawkę folkloru, że nie było sposobu, aby pozbyć się tego „ładunku” i tak zostało do dzisiaj.

– Jesteś dyrektorem festiwalu od wielu lat. Jak zmieniał się on na przestrzeni lat?

– Przyznam szczerze – nie pamiętam, kto mnie tak nazwał i dlaczego. Festiwal jest bowiem jedną z form działalności statutowej naszej placówki i dyrektorem festiwalu jest dyrektor Włodawskiego Domu Kultury. Ja ze swojej strony byłem i staram się być koordynatorem festiwalu i niech tak zostanie. Czy festiwal zmieniał się na przestrzeni lat? To pytanie do publiczności festiwalowej, ale moje stwierdzenie jest takie. Festiwal jest tak skonstruowany, jak całodzienne wyżywienie człowieka (jedzenie o tej samej porze i co ważniejsze bez przerw).

Co to oznacza? Festiwal odbywa się w lipcu każdego roku, ale co rok zmienia się menu festiwalowe, a to daje możliwość skosztowania corocznie innych tradycji, obrzędów, obyczajów i kultury różnych narodów. W naszym festiwalu jest jak w kalejdoskopie – chodzi mi tutaj o doznania sceniczne (wielobarwność kostiumów i muzyki), i tym właśnie – moim skromnym zdaniem – powinien cechować się festiwal folkloru. To właśnie dlatego w tylu edycjach gościliśmy na festiwalu 234 zespoły folklorystyczne z różnych stron świata.

– Przez ten czas zdążyłeś zawiązać przyjaźnie z ludźmi, których kultura jest skrajnie odmienna. Czy przypominasz sobie sytuację, która na dobre utkwiła ci w pamięci?

– Tak, oczywiście w tym „folklorystycznym tyglu”, jakim jest festiwal nawiązują się przyjaźnie, jak również dochodzi do takich sytuacji, które zostają na długo w pamięci. Przyjaźnie.., no cóż, jest ich wiele… wszystkich nie sposób wymienić, ale dowodem tego mogą być zaproszenia dla Zespołu Tańca Ludowego „Polesie” (gospodarz festiwalu) na festiwale folkloru, które odbywają się nie tylko w Europie, ale i na całym świecie (np. festiwal w Izraelu w 1998 r.). Także przewspaniałą sytuacją było zestawienie i zatańczenie z uczestnikami festiwalu „Poloneza Włodawskiego” na finał w 2006 roku. Z zabawnych sytuacji, których było mnóstwo, przytoczę dwie.

Pierwsza z 1994 roku, kiedy to zespoły były zakwaterowane w internatach. Szef grupy z Filipin tak polubił nasze gołąbki i bigos, że kucharki miały przygotowaną codziennie porcję tych potraw dla niego, jak dobrze pamiętam, zabrał ze sobą do domu przepis na nie. Druga z 2005 roku, kiedy to gościliśmy zespół z wysp Walis i Futuna (mężczyźni w grupie po 140 kg żywej wagi). Przygotowania do defilady, upał okropny, zespoły ustawiają się do wymarszu, każdy szuka cienia, a nasi Maorysi stoją na słonku i na dodatek na asfalcie na boso. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy po starcie defilady odkryliśmy na asfalcie ślady Yeti, ha, ha, ha.

– Za nami 27. Międzynarodowe Poleskie Lato z Folklorem. Jak podsumujesz fakt, że tym razem ZTL „Polesie” wystąpiło w zupełnie innej odsłonie? Skąd ten pomysł?

– Chcieliśmy zaangażować do tańca ludzi pracujących związanych i niezwiązanych z folklorem a naszą grupą docelową stały się osoby aktywne zawodowo, chcące rozwijać się w tym kierunku. Projekt chwycił i w krótkim czasie udało nam się zestawić 2 układy choreograficzne, które pokazaliśmy na ostatnim festiwalu. Czekamy na każdego, kto chce tańczyć, uczyć się tej pięknej tradycji polskiego folkloru i być częścią rodziny „Polesia”.

Celem festiwalu jest upowszechnianie, udostępnianie i ochrona folkloru poprzez integrujące spotkania zespołów z różnych stron świata. Ukazanie kondycji polskiego folkloru na tle innych krajów, pokazanie bogactwa kostiumu polskiego, muzyki, tańca, pieśni i obrzędu. Edukacja i wychowanie społeczeństwa do integracji, potwierdzenie hasła „Kultura nie zna granic”.

Chcemy, aby Festiwal w pozytywny i – co bardzo istotne – niewymuszony, lecz wynikający z autentycznego zainteresowania sposób, wpłynął na zacieśnianie przyjacielskich kontaktów i więzi. Pragniemy uczyć poszanowania i ochrony zarówno własnego dziedzictwa kulturowego, jak i dziedzictwa innych narodów.