Bąbelki, które zbliżają ludzi

Już nie na Starym Mieście, a na placu przed Centrum Kultury w Lublinie, w sobotę 15 września, „Przyjęcie w sadzie” zainaugurowało V Lubelskie Święto Młodego Cydru. Było mnóstwo jabłkowych powodów, by tam przyjść. Skorzystały z tej oferty tysiące lublinian, a także sporo gości przyjezdnych. Festiwal zakończył koncert finałowy na błoniach.


Z okazji małego jubileuszu organizatorzy imprezy postanowili zbliżyć do siebie mieszkańców Lublina, przybliżyć im ideę spontanicznych spotkań i poznawania się. Okazją do tego ma być nie wódka, nie wino ani piwo, a właśnie cydr. Tutaj degustowany był dosłownie bez umiaru, bo impreza służy promocji tego lekkiego trunku. Od 5 lat, z coraz lepszym skutkiem, propaguje go największy krajowy producent cydru – warszawska Ambra SA, mająca swój zakład produkcyjny właśnie na Lubelszczyźnie. Połowa smakoszy cydru w Polsce wybiera ich produkty.

Na miejsce dorocznej promocji wybrano Lublin również dlatego, że nasze województwo jest czołowym w kraju producentem jabłek, a obecnie i cydru. Cydr to napój o wiele bardziej naturalny i mniej kaloryczny niż wina owocowe, zawiera mało alkoholu, za to wiele składników odżywczych, które zawdzięcza świeżym jabłkom użytym do jego produkcji.

A propos, cydr przygotowany na jubileusz powstał z odmian: gala, jonagold, lobo, rubin i szampion. – To jabłka z tegorocznych zbiorów, mamy więc tutaj premierę, pierwszą degustację cydru. Jest bardzo świeży, niefiltrowany, przez to powinien mieć głębszy aromat. Do rozdania mamy 5 ton jabłek, hektolitr soku wyciskanego z nich, całe połacie szarlotki oraz inne smakołyki na bazie jabłka – zachęcali organizatorzy w przemówieniach, witając tłumy oczekujących smakoszy.

Gremialne

biesiadowanie

…przed Centrum Kultury rozpoczęło się w sobotnie południe, kiedy otwarcia festiwalu dokonało specjalne kolegium: Anna Augustyniak – sekretarz województwa lubelskiego, Iwona Haponiuk – dyrektor Wydziału Sportu i Turystyki UM, Robert Ogór – prezes Ambra SA, Tomasz Solis ze Stowarzyszenia Miłośników Cydru, również Marcelina – wokalistka koncertów z trasy promocyjnej cydru po Polsce „Spragnieni Lata” przyłożyła do tego swą rękę.

Bo wspólnymi siłami tej grupy został wybity szpunt 500-litrowej beczki. Polał się z niej cydr niefiltrowany, rocznik 2018, wytworzony specjalnie na to święto. – To najlepszy cydr na świecie. Nie jest zbyt słodki, smakuje dokładnie tak, jak jabłka, z których powstał – przyznała Marcelina tuż po degustacji.

500 zaproszonych przez organizatorów lublinian (wejściówka to nagroda w konkursach lokalnych mediów) zasiadło przy długich, biesiadnych stołach, a dokładniej w 5 turach po 100 osób.

Kelnerzy kilku lubelskich restauracji uwijali się przy podawaniu potraw: najpierw lekkiej przystawki (pasztet wieprzowy z konfiturą z jabłek, smalec cebulowy i mini-pieczywko). Później dania głównego (policzki wieprzowe, sos kminkowy, puree z chrzanu i mus z wędzonych jabłek). Na deser znakomita szarlotka i lampka Cydru Lodowego, zresztą nie pierwsza, gdyż przed każdym z biesiadników stała „bateria” różnych cydrów do skosztowania.

W całkiem naturalny sposób

…przy stołach wiązały się interakcje między zupełnie obcymi sobie osobami.

– Atmosfera biesiady faktycznie zbliża ludzi. Ja już piąty raz biorę udział w tym święcie i przy cydrze zawsze trafiam na fajnych rozmówców – twierdzi Waldemar Urbanek, emerytowany mechanik, a dziś społecznik ze Stowarzyszenia Fuga Mundi. Z takim sąsiadem obok było więc do pogadania nie tylko na temat cydru, ale na pewno za jego sprawą.

Vis-à-vis nas studenci z różnych miast, studiujący w Lublinie, wymieniali swe „pliki” – jak to młodzi, przykuci do smartfonów.

Rozmówcy potwierdzali, że udało się nawiązać ciekawy kontakt, ludzie wydawali się bardziej przyjaźni wobec siebie niż gdyby siedzieli obok w innych okolicznościach. – Ale żeby zaraz „autorem” tego zbliżenia narodu miał być cydr, śmiem wątpić – mówi Renata Saba, lubelska rysowniczka. – No, na pewno nie będzie to polityka i nadchodzące wybory – wtrąca się ironicznie sąsiad, starszy pan.

Każdy biesiadnik otrzymywał Paszport Lubelaka, który służył poznawaniu się wzajem. Była to rysunkowa ściągawka, która w dowcipny sposób zachęcała do nawiązania i rozmowy z osobami w pobliżu – celny pomysł do osiągnięcia miłych wrażeń z pobytu przy wspólnym stole.

Zachwycona perfekcyjną organizacją tego święta była Marlena Anderson, Polka żyjąca w Anglii, która na festiwal cydru przybyła specjalnie z Londynu. – Zamierzam promować ten lokalny produkt na Wyspach Brytyjskich. Akcje charytatywne, zwłaszcza bale, które tam prowadzę wśród Polonii, mogą przecież odbywać się przy polskich produktach, a nie trunkach brytyjskich – podkreśla.

Cydr łączy…

bo ludzie uśmiechają się do innych. Czasem niezwykle szeroko, jak Shaun Hume – brytyjski nauczyciel i autor książek dla młodzieży oraz jego żona Anna Hume – lublinianka pracująca jako historyk w Ośrodku Brama Grodzka Teatr NN. Ich cydrowy nastrój wciąga do dialogu, działa jak magnes i już wiem, że poznali się w Londynie lecz na miejsce do życia wybrali Lublin. Są zachwyceni jego historią i ofertą kulturalną.

Uwagę przyciągają też cydrowe uśmiechy innej pary ludzi mówiących po angielsku. I tu zaskoczenie: to Maria Szwak z Białorusi – zatrudniona na UMCS jako matematyk, a obok smagły Derrech John Perile z Filipin, jednak pracujący we Włoszech jako recepcjonista hotelu w Mediolanie. Internet podsunął mu ofertę urlopu w Polsce i tak oto, link po linku, wylądował w Lublinie ze szklanką cydru w dłoni. Tych dwoje przyciągnęła do siebie biesiada z lubelskim trunkiem w roli głównej. I jak tu zaprzeczyć, że cydr łączy ludzi?

Przyciąga także przedsiębiorców. Oprócz Ambry także małe zakłady z Lubelszczyzny starają się przetwarzać jabłka na „procenty”. Do takich należy rodzinna firma Filomelos z Tarnogrodu, produkująca rzemieślniczy cydr: niegazowany oraz musujący. – Cały proces wytwarzania od tłoczenia soku, poprzez fermentację i leżakowanie zajmuje 6 miesięcy – mówią Małgorzata i Adam Droździel, którzy na swym stoisku chętnie poddają próbie produkt własnych rąk. Jest znakomity, nie gorszy niż szampan – słychać wokół. Potwierdzamy organoleptycznie.

Wieczorem część artystyczna festiwalu na błoniach pod Zamkiem, gdzie stanęła wielka scena. Tutaj swój finał miała trasa koncertowa „Cydr Lubelski – Spragnieni Lata”. Na scenie kolejno wystąpili: Kasia Lins, Marcelina, zespół Bitamina, duet Smolik i Kev Fox oraz grupa Happysad. Marek Rybołowicz