Batutą w stół

Marszałek Sławomir Sosnowski szczególnie nie toleruje u swoich podwładnych sprawiania mu kłopotów i robienia tego publicznie. Dyrektorzy Filharmonii Lubelskiej, Jan Sęk i Wojciech Rodak, naruszyli obie te żelazne zasady i teraz obaj mają pożegnać się ze stanowiskami albo… obaj na nich pozostaną.


A cała afera z uderzeniem pięścią w stół i rozpoczęciem procedury odwoławczej ma podziałać otrzeźwiająco na skłóconą załogę i kierownictwo jednostki, trzecią rzeczą, której marszałkowie nie lubią jest bowiem podejmowanie jednoznacznych i nieodwracalnych decyzji.
Jak opisywaliśmy, sytuacja w FL wyglądała niczym w „Potopie” Sienkiewicza, w którym „hetman wielki aresztował polnego”, tzn. szef naczelny placówki, Jan Sęk usiłował pozbyć się fachowca, którego sam ściągnął, czyli dyrygenta Wojciecha Rodka, a tego drugiego broniła zaciekle orkiestra. Od słowa do słowa awantura stała się głośniejsza nawet od filharmonicznych koncertów i to do tego stopnia, że aż Zarząd Województwa musiał zacząć się zastanawiać po co w ogóle mu ta cała kultura… Dalej wydarzenia biegły już szybko, według scenariusza tak zwanej „gry w cykora”, obliczonej na to, że przeciwnik mrugnie/skręci pierwszy.
Dyrektor Sęk zadziałał metodą faktów dokonanych spróbował Rodka wyrzucić, ale zapomniał, że dla tak radykalnych ruchów potrzebuje pleców, a nie tylko nazwiska i politycznego życiorysu. Tymczasem dyr. Sęk nie punktował u przełożonych, najpierw niemal zupełnie ignorując partyjnego lidera, Krzysztofa Hetmana, a potem publicznie krytykując działania Zarządu Województwa, w tym przede wszystkim głośno dezawuując skutki przebudowy sali koncertowej FL i całego Teatru w Budowie. W końcu niefrasobliwie wdał się w konflikt z załogą i własnym zastępcą, więc marszałkowie uznali, że mają rozwiązane ręce.
Sęk nadal ma jednak wpływowych przyjaciół w centrali PSL, a ponadto załodze Filharmonii wcale nie musi podobać się rozwiązanie, w którym odchodzą obaj skłóceni dyrektorzy. Nadal więc nie można wykluczyć pata albo przedłużania w nieskończoność stanu zawieszenia, co znakomicie umożliwia obowiązująca ustawa, każąca z ostatecznymi decyzjami kadrowymi czekać na opinie ministerstwa kultury, a całą procedurę czyni wielostopniową. W efekcie więc z FL wylecieć mogą wszyscy, nikt albo cała zabawa może zacząć się od początku, czyli zgodnie z wypróbowanymi wzorcami… TAK