Będą zwolnienia w Cersanicie?

Z krasnostawskiego Cersanitu dotarły do Powiatowego Urzędu Pracy w Krasnymstawie informacje o planach zwolnienia ok. trzydziestu pracowników. Tymczasem, jak ustaliliśmy, co innego usłyszała załoga fabryki.

Wraz z początkiem roku portal Business Insider oraz „Gazeta Wyborcza” podały informację, że szykują się zwolnienia grupowe w Cersanicie. Z pracą ma się pożegnać 230 z 3515 osób, czyli ok. 6 procent załogi. Do zwolnień dojść ma w czterech oddziałach Cersanitu – w Wałbrzychu, Opocznie, Kielcach i w Krasnymstawie. Pracownicy krasnostawskiego zakładu dostali jednak zapewnienie od pracodawcy, że ich, przynajmniej do połowy roku, to nie dotyczy.

– Po tym, jak w Polskę poszła wiadomość, że Cersanit ma zwalniać ludzi, mieliśmy spotkanie z kierownikiem naszego zakładu – powiedziała nam w ubiegłym tygodniu jedna z pracownic Cersanitu IV w Krasnymstawie. – Kierownik powiedział nam, że do połowy roku w naszej firmie nikt pracy nie straci. Co będzie potem, nie precyzował, ale uspokajał, że na razie nic złego się nie dzieje – dodaje kobieta.

Zupełnie inne informacje dotarły Powiatowego Urzędu Pracy w Krasnymstawie.

– Wiemy o około trzydziestu osobach, które mają zostać zwolnione z naszego oddziału Cersanitu – mówi Janusz Rzepka, dyrektor PUP. – Jeśli do tego dojdzie, wszystkie one zostanę oczywiście objęte pomocą naszego urzędu.

Władze Cersanitu nie odpowiedziały na naszą prośbę o komentarz. Udało się nam za to dotrzeć do dokumentu pod nazwą „Program zwolnień monitorowanych w Cersanit Spółka Akcyjna”. Wynika z niego, że proces zwolnienia 230 pracowników ma się zakończyć do 31 marca 2023 r.

– Spółka wskazuje, że przyczyną zwolnień grupowych są względy ekonomiczne, spowodowane m.in. pożarem, który miał miejsce 10 lutego 2022 r. w jednym z zakładów produkcyjnych w Starachowicach. Niestety, do tej pory spółka odczuwa straty z tym związane i w związku z tym rozważa dokonanie zwolnień grupowych – czytamy w „Programie”.

Dokument jako kolejną przyczynę redukcji zatrudnienia w Cersanicie wskazuje wojnę w Ukrainie. Chodzi o brak dostępu do surowców, które spółka pozyskiwała z kopalń naszego wschodniego sąsiada, a teraz musi je kupować po znacznie wyższych cenach i w ograniczonych ilościach, co skutkuje wzrostem kosztów produkcji. Nie bez znaczenia jest też wzrost cen energii, przy jednoczesnym spadku popytu na produkowane przez spółkę towary. – Biorąc to wszystko pod uwagę pojawiła się konieczność dostosowania mocy produkcyjnych (w tym zatrudnienia) do obecnie niezbędnego poziomu – brzmi „Program…” opracowany przez notowaną na giełdzie spółkę. (kg)