Bezmyślny ojciec nienamierzony

Choć policjanci zapewniali, że zatrzymanie go to jedynie kwestia czasu, mijają kolejne tygodnie i nie dzieje się nic. Tożsamość mężczyzny, który uciekł mundurowym sprzed nosa z dzieckiem na rękach, wciąż pozostaje nieustalona.

Dla mieszkańców osiedla Zachód to był szok, jakby oglądali kasowy film akcji. W pierwszym tygodniu lipca przejeżdżający ul. Szarych Szeregów policjanci z miejskiej komendy dostrzegli, że na kolanach kierowcy audi siedzi małe dziecko. Włączyli sygnały, nakazując mężczyźnie zjechać na pobocze i zatrzymać pojazd.

W odpowiedzi na to kierowca zaczął jednak uciekać. Nie bacząc na to, że dziecko (najpewniej jego własne) nie jest bezpieczne i w każdej chwili może mu się stać krzywda, gnał za wszelką cenę w obawie przed schwytaniem i karą za bezmyślność oraz narażenie malca.

Uderzył w stojący nieopodal garaż, ale i to go nie zatrzymało. Wyskoczył ze zdezelowanego auta i z dzieckiem na rękach pobiegł w kierunku pobliskiego blokowiska. Policjanci tego niestety nie widzieli, bo w połowie pościgu zgubili kierowcę audi. Gdy dojechali przed garaże, zastali jedynie porzucony samochód. O tym, w którą stronę uciekł zbieg, dowiedzieli się z relacji świadków.

Rozpoczęły się poszukiwania, które… wciąż trwają. Bo choć do akcji miały zostać ściągnięte psy tropiące, a chełmska policja zaraz po zdarzeniu zapewniała, że ustalenie danych „tatusia”, który nie zatrzymał się do kontroli i spowodował kolizję, to jedynie kwestia czasu – mężczyzna wciąż pozostaje anonimowy. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że jego dziecko nie ucierpiało w zderzeniu z garażem. (pc)