Biurokracja przy ślubnym kobiercu

Chełmski Urząd Stanu Cywilnego omal nie przekreślił małżeńskich planów polsko-włoskiej pary. Narzeczeni twierdzą, że w Chełmie odmówiono im ślubu przez brak dokumentu, którego inne urzędy nie wymagają.

 

Chełmianka zaplanowała ślub z Włochem. Zależało jej, by wziąć go w rodzinnym mieście. Przed tygodniem oboje przyjechali do Polski na kilka dni, aby dopełnić formalności. – Zebraliśmy wszystkie zaświadczenia i dokumenty, jakie powinniśmy mieć i przyjechaliśmy złożyć je w USC w Chełmie i wziąć ślub – mówi kobieta. I natrafili na opór.
– Urzędnicy stwierdzili, że brakuje jakiegoś zaświadczenia i że bez niego nie udzielą nam ślubu. Odesłali nas do ambasady Włoch. Na wyjazd do stolicy nie mieliśmy czasu, bo przyjechaliśmy tylko na cztery dni, ale skontaktowaliśmy się z ambasadą telefonicznie i tam zapewniono nas, że dokumenty, jakie posiadamy, wystarczają, by udzielono nam ślubu – opowiada chełmianka. – Niestety, kierownika chełmskiego USC w żaden sposób nie dało się przekonać.
Mirosław Grzywna, kierownik USC w Chełmie przyznaje, że była taka sytuacja. – Parze zabrakło jednego zaświadczenia, którego wymagają przepisy ustawy – twierdzi. – Chodzi o dokument o zdolności prawnej do zawarcia małżeństwa za granicą. Konsultowaliśmy to z innymi, większymi urzędami stanu cywilnego i potwierdzono nam, że bez tego dokumentu nie możemy udzielić ślubu.
Innego zdania jest młoda para. – Skompletowaliśmy dokumenty zgodnie z wytycznymi, mieliśmy też zaświadczenie o stanie cywilnym narzeczonego z Włoch, pytaliśmy prawnika i w ambasadzie, i wszyscy dziwili się, czego wymagają urzędnicy z Chełma – mówią.
I ze ślubu w zaplanowanym terminie nic by nie wyszło, gdyby nie urzędnicy w Leśniowicach. W tutejszym USC problemów zakochanym nie robiono. Choć też skrupulatnie przejrzano dokumenty, uznano, że są wystarczające, by udzielić parze ślubu.
Wszystko dobrze się skończyło, tylko podobno włoski pan młody wywiózł z Chełma nie najlepsze wspomnienia… (bf)