Bo kaczuszki bolą brzuszki… – list do redakcji

Kto z nas nie podziwiał płynących po jeziorze czy rzece łabędzi – ich majestatycznego piękna i wdzięku, ich troski o swoje dzieci? Najpierw zawsze płynie jedno z rodziców i sprawdza, czy jest bezpiecznie, pośrodku grupka młodych, na końcu drugi rodzic, który dba, żeby żadne pisklę nie oddaliło się od rodziny. Kogo nie rozczulał widok małych kaczątek na stawie?

Zalew w Żółtańcach, sierpniowa niedziela, na plaży sporo ludzi. Na wodzie dwa dorosłe łabędzie z kilkorgiem młodych, kilka grup kaczek z pisklętami i typowy obrazek: dorośli i dzieci karmiący ptaki. Czym? Niestety głównie pieczywem, ale też, o zgrozo! popcornem i frytkami i co tam jeszcze z ludzkiego posiłku dało się oderwać.

To wyraz sympatii dla ptaków, chęci, żeby wpoić naszym dzieciom miłość do zwierząt. Tymczasem w ten sposób powoli zabijamy te piękne stworzenia.

Nie należy dokarmiać łabędzi ani innych ptaków chlebem – spożywany przez długi okres wywołuje u nich schorzenia układu pokarmowego, które prowadzą do osłabienia ptaków – chleb w czasie trawienia wytwarza kwas chlebowy, który zakwasza układ pokarmowy ptaka, prowadząc do biegunek, a także bardzo poważnej choroby – kwaśnicy żołądka.

Chleb zawiera ponadto sól, a ta zaburza gospodarkę wodną organizmu, co może prowadzić do śmierci. Popcorn i inne produkty zawierające jeszcze więcej soli są jeszcze bardziej szkodliwe. Większość odmian chleba to po prostu śmieciowe żarcie dla ptaków i może doprowadzić do różnych problemów, w tym fatalnego schorzenia o nazwie „anielskie skrzydło”. Ta wada sprawia, że w wyniku deformacji ostatniego stawu skrzydła lotki ptaka odstają, zamiast leżeć blisko ciała.

Gdy schorzenie rozwinie się, uniemożliwia latanie, co dla dzikiego ptaka kończy się śmiercią. Nie istnieje żaden zabieg, który mógłby pomóc, a „anielskie skrzydło” spowodowane jest właśnie niewłaściwą dietą o zbyt wysokiej zawartości białek i węglowodanów, przy niedoborze witamin D, E i manganu. Dokładnie taką dietę zapewniają ptakom posiłki głównie oparte na białym chlebie.

Bezustannie dokarmiane przez człowieka ptaki zaczynają polegać na tym źródle pokarmu, zamiast samodzielnie zdobywać naturalne pożywienie – my też lubimy łatwiznę, czyż nie? Ale to tak, jakbyśmy żywili nasze dzieci samymi słodyczami i innym „śmieciowym jedzeniem” – dzieciom to by się pewnie podobało, ale efekt też byłby… zabójczy.

Ktoś powie: ojej, przecież nic się nie stanie, jak synek rzuci okruszynkę łabędziątku! Ale nie jesteśmy sami – tylko przez jedną niedzielę nawet w niewielkim zbiorniku w Żółtańcach lądują dziesiątki kilogramów pieczywa i innych resztek. Przy okazji: rzucanie chleba do stawów ma też zły wpływ na samą wodę, zanieczyszczając jej ujścia, doprowadzając do rozrastania się szkodliwych zakwitów na powierzchni, wspomagając wzrost pleśni, a przecież chcemy mieć czyste i nieśmierdzące zbiorniki.

A skoro nie chleb, to co?

Kaczki i łabędzie można karmić drobno pokrojonymi warzywami (np. marchewką, białą kapustą), ziarnami zbóż, niełuskanymi pestkami słonecznika, ugotowaną kaszą gryczaną, jęczmienną lub pęczakiem – oczywiście wszystko to bez soli. Dostępna jest też specjalna karma dla ptaków wodnych. Co ważne – NIE sypiemy jedzenia do wody. Rozsypujemy je na brzegu. Sama widziałam, że ludzie specjalnie dla ptaków kupowali popcorn, więc gdyby mieli możliwość, to może wydaliby te same pieniądze na zdrowy pokarm. I tu otwiera się nisza biznesowa…

I jeszcze jedno – jeśli karmić, to w czasie mrozów. Karmienie, gdy łabędzie i kaczki same doskonale sobie poradzą, na pewno im nie pomoże. Ptaki pozwalają nam się zbliżyć, obserwujemy ich piękno, uczymy dzieci wrażliwości, wzbudzamy zainteresowanie dziką naturą, a dzieląc się pożywieniem mamy poczucie zrobienia czegoś dobrego. Uwielbiane przez ludzi i dokarmiane przez cały rok łabędzie i inne ptaki giną przez źle pojmowaną dobroć. Pozwólmy tym pięknym ptakom samym zadbać o siebie, by nam ich nie ubywało. Dokarmiane nie odlatują na zimę, nie boją się ludzi (choć powinny), nie szukają same pokarmu i czekają… aż nadejdzie ich koniec.

Piszę do Państwa, bo jednostka nic tu nie poradzi – w końcu ilu osobom nad wodą możesz tłumaczyć, że krzywdzą zwierzęta? Jeden posłucha, drugi wzruszy ramionami, a trzeci obsobaczy i od oszołomów wyzwie… A media to potęga! Ludzie nie dokarmiają ptaków ze złej woli, tylko z niewiedzy. Społeczeństwu trzeba uświadomić problem, trzeba dotrzeć do jak największej liczby ludzi.

Może władze gminy Chełm zechcą umieścić tablicę informacyjną na plaży? Może chełmska Delegatura Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Lublinie oraz społeczne organizacje opiekujące się zwierzętami i ekolodzy zechcą przeprowadzić działania edukacyjne? Przykład bocianów, dla których ludzie z własnej woli budują platformy pod gniazda świadczy, że taka akcja może się powieść. Wspólnie możemy ją zapoczątkować.

Z poważaniem

Plażowiczka