Bobry na gigancie

Panoszą się, sieją spustoszenie, podtapiają łąki, niszczą groble i uprawy. Terminy gonią, a dwuletni plan na odstrzał bobrów wykonano jedynie w 20 proc. Gryzonie nie są głupie i uciekają przed kulką w łeb – żeby je ustrzelić, trzeba być wytrawnym myśliwym.

Dwa lata temu gmina Chełm wystąpiła do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska z wnioskiem o zgodę na odstrzał bobrów wyrządzających liczne szkody na terenie całej gminy. Decyzją RDOŚ, w ciągu dwóch lat miało zginąć 40 sztuk gryzoni – 20 w ub. roku i drugie tyle w tym. Jak się okazało, pozbycie się gryzoni to nie taka prosta sprawa.
– Plan nie został wykonany. W 2015 roku udało się odstrzelić tylko osiem sztuk. Trudno upolować gryzonie, po ciemku, kiedy wystawią z wody jedynie łeb. Obecnie trwa jeszcze okres ochronny, więc myśliwi przystąpią do odstrzału dopiero po zakończonym okresie lęgowym – informuje Mirosław Mysiak, kierownik referatu rolnictwa, ochrony środowiska i obrony cywilnej w urzędzie gminy Chełm.
Za „wykonanie zadania” odpowiedzialny jest Polski Związek Łowiecki, a dokładniej trzech myśliwych z trzech kół łowieckich. W ich kompetencji leży też pozbycie się skór i mięsa zabitych zwierząt (które uważane jest za niezwykły rarytas o rybnym posmaku i afrodyzjak). Odstrzały redukcyjne są konieczne, bo bobry szybko się rozmnażają i wyrządzają coraz większe szkody (szczególnie w rejonie Stawu, Uhra, rzeki Uherki i Zalewu Żółtańce). Ich populacja na terenie gminy Chełm stale rośnie, zaś zabicie kilkudziesięciu z nich w ciągu dwóch lat okazało się niewykonalne.
– Bóbr to inteligentne zwierzę, jest czujny i ma bardzo dobrze rozwinięte zmysły. Trzeba być wytrawnym łowcą, by go zabić – wyjaśnia Mirosław Sawicki, łowczy okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Chełmie. – Trafiony bardzo często idzie na dno, nie wypływa na powierzchnię, więc nie wiadomo, czy jest martwy. Nie ma też naturalnych wrogów, jedynym jest wilk – gatunek, który prawie nie występuje na naszym terenie. Według rolników gryzoni jest co niemiara, według ekologów – mało, a według myśliwych – jedynie kilka tysięcy. Mają tu bardzo dobre warunki do życia.
Samorządowcy mają dwa wyjścia: albo wystąpią do RDOŚ o przedłużenie terminu odstrzałów (by w dodatkowym czasie zabić jak najwięcej bobrów), albo złożą nowy wniosek o pozwolenie na odstrzał w ciągu dwóch kolejnych lat (2017-2018). Decyzja, na którą opcję się zdecydują, jeszcze nie zapadła. – Musimy wystąpić do regionalnej dyrekcji jeszcze przed końcem umowy. We wniosku chcemy też zaznaczyć, by odstrzałami zajęli się po dwaj myśliwi z trzech kół łowiecki. Mamy nadzieję, że otrzymamy zgodę – mówi M. Mysiak. (pc)