Borys królem Chadeku

Jednym go żal, inni mają go dość. Niekwestionowanym królem Chełmskiego Domu Kultury ma być rasowy kot pani dyrektor. Podobno zgodnie z zaleceniami Małgorzaty Paździor-Król pracownicy instytucji mają go karmić, pilnować i sprzątać po nim kuwetę, która zajęła zaszczytne miejsce w służbowej łazience. I to się dzieje w publicznej, miejskiej instytucji.

Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, wygląda na to, że choć w Polsce panuje wciąż demokracja, w ChDK w Chełmie system jest zgoła inny, bardziej brytyjski. W końcu mówi się, że królowa jest tylko jedna, a i każda królowa powinna mieć swojego króla.

Niekwestionowanym królem Chadeku ma być właśnie brytyjski kot dyrektor Małgorzaty Paździor-Król, Borys. Rasowy, pokaźnych rozmiarów kocur posiada specjalne przywileje, niczym pupil brytyjskiej monarchii. Problem w tym, że cierpią pracownicy miejskiego domu kultury.

– Już nawet nie chodzi o to, że kot jest częstym gościem Chadeku. On tam praktycznie mieszka. W służbowej łazience ma swoją kuwetę, którą sprząta sekretarka, a i inni pracownicy mają w niepisanych obowiązkach opiekę nad nim. Z jednej strony żal było patrzeć, gdy zostawał zamknięty w budynku na noc, bo wszyscy – włącznie z dyrektor – sobie poszli.

Z drugiej, czy normalne jest, że pracownik instytucji kultury jedzie w godzinach pracy służbowym samochodem do domu dyrektor po Borysa, żeby ten nie siedział sam? Przyzwyczailiśmy się, że trzeba go karmić, niańczyć, ale żeby kotu robić regularnie jajecznicę? – pytają zażenowani pracownicy domu kultury. I to się dzieje w miejskiej placówce, której pracownicy są opłacani publicznymi pieniędzmi, w zgoła innych celach.

Jak jednak donoszą zmęczeni wymaganiami królewskiego kocura, w opiece nad zwierzęciem pomaga czasem znajomy pani dyrektor. Wtedy oni mogą odetchnąć z ulgą, bo od ciągłego niańczenia kota, sami dostaliby… kota. (pc)