Bunt więźniów. Wzniecili pożar w celi

Zamieszki i pożar w Zakładzie Karnym w Chełmie. Skazani byli agresywni, nie chcieli wykonywać poleceń, negocjacje nic nie dały. W celi wybuchł pożar, ratownicy wynosili na noszach nieprzytomnych osadzonych.

Niespokojna noc z niedzieli na poniedziałek (17/18 listopada) w Zakładzie Karnym w Chełmie. W 5-osobowej celi wybuchł bunt.

– Kilku osadzonych z jednej celi mieszkalnej zaczęło wznosić okrzyki i zachowywać się agresywnie w stosunku do siebie. Na zwracaną przez oddziałowego uwagę nie reagowali, a w pewnym momencie podpalili materac do spania – mówi kpt. Łukasz Bielak, rzecznik prasowy Zakładu Karnego w Chełmie.

Doszło do tego, że ok. godz. 3:30 w nocy dyspozytor 112 odebrał zgłoszenie do interwencji w więzieniu. Jak wynikało z informacji przekazanych przez funkcjonariusza SW, jest 3 poszkodowanych, prawdopodobnie osadzeni pocięli się i możliwe, że są pod wpływem jakichś substancji. Na miejsce wysłany został jeden zespół ratownictwa, po nich kolejne 3 do transportu poszkodowanych. Okazało się, że żaden z osadzonych (jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, odbywają karę m.in. za rozboje) nie dokonał samookaleczenia, a ujawnione ślady na ich ciele powstały najpewniej w wyniku wcześniejszej szarpaniny ze strażnikami.

Obyło się bez wzywania straży pożarnej, bo funkcjonariusze sami ugasili podpalony materac. Zadymienie w celi było jednak na tyle duże (widoczność niemal zerowa), że trzej więźniowie stracili przytomność – zaczęli ją odzyskiwać dopiero, gdy ratownicy wynosili ich na noszach do karetek czekających przed ZK. Czwarty był świadomy, również pojechał na SOR, a piąty odmówił transportu. Po mniej więcej 3,5-godzinnej obserwacji i wykluczeniu zatrucia tlenkiem węgla cała czwórka wróciła do ZK. – Przyczyny oraz szczegółowy przebieg zdarzenia bada powołana przez służbę więzienną komisja – dodaje kpt. Bielak.

Przez wybryk znudzonych osadzonych do zabezpieczania miasta stacja ratownictwa musiała ściągnąć karetki z Siedliszcza i Dorohuska. (pc)