Były policjant-gwałciciel przed sądem

Trwa proces przeciwko byłemu policjantowi, Piotrowi S., który miał uderzyć, a następnie zgwałcić młodą dziewczynę z gminy Rejowiec. Ze względu na charakter sprawy sąd zdecydował o wyłączeniu jawności.

Od gwałtu minął już rok. Jak wynika z aktu oskarżenia, Piotr S., były już policjant prewencji z Lublina, na początku października ub. r., pojechał na imprezę do małej miejscowości pod Opolem Lubelskim. Na ten samej zabawie była też ponad dwa razy młodsza od niego dziewczyna z gminy Rejowiec (21 l.).

Wykorzystując fakt, że oboje znaleźli się w ustronnym miejscu, S. rzucił się na dziewczynę – wykręcił jej ręce, uderzył w twarz i wykorzystał. Po wszystkim ofiara chciała milczeć, sądziła, że policjantowi upiecze się gwałt. Koleżanka namówiła ją jednak na zgłoszenie sprawy. Najpierw wpłynął anonimowy donos do policji, a potem ofiara przyjechała do komendy w Chełmie.

Wydalony ze służby i aresztowany Piotr S. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Złożył natomiast obszerne wyjaśnienia na temat własnej wersji wydarzeń tamtego wieczoru. Sprawa trafiła na wokandę, a sąd – ze względu na jej charakter – postanowił, że będzie się toczyła za zamkniętymi drzwiami.

W przeszłości S. był oskarżony o nękanie i przekroczenie uprawnień, a także grożenie bronią kobiecie, ale sąd oczyścił go z wszelkich zarzutów. W 2009 roku, jako policjant drogówki, zatrzymywał na trasie kobiety, nagabywał je i żądał od nich numeru telefonu. Te, które ulegały, były potem nękane setkami SMS-ów (jednej wysłał ponad 400), w których policjant składał „gorące propozycje”.

Sąd uznał, że odbywało się to za zgodą obu stron i uniewinnił S. od zarzuty nękania, uznając przy tym za zasadne oskarżenie o groźby (jednej z kobiet policjant przystawił przedmiot przypominający broń, strasząc, że ją zabije, jeśli powie komukolwiek o ich „relacjach”) i skazał go na karę więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę. Piotr S. odwołał się, a sąd apelacyjny oczyścił go z zarzutów. Prawomocnie uniewinniony po uprzednim wydaleniu ze służby wrócił do pracy w KWP. Teraz grozi mu nawet do 12 lat więzienia. (pc)