Caracale odpędzone

Ministerstwo Rozwoju zakończyło negocjacje z AIRBUS HELICOPTERS w sprawie zakupu 50 śmigłowców wielozadaniowych H225M Caracal dla Sił Zbrojnych RP. Daje to znów szansę PZL-Świdnik na powrót do gry z własną ofertą, obejmującą projekt AW 149.
Nieoficjalnie mówi się, że rządowe zamówienie mogłoby zostać po pierwsze zmniejszone, a po drugie ostatecznie podzielone między właściciela świdnickich zakładów, włoską Leonardo Helicopters i amerykańskiego SIKORSKY’ego, lobbującego wśród polityków PiS na rzecz sprzedaży BH S70, składanego w PZL-Mielec. Z kolei dla budżetu państwa zerwanie rozmów z Francuzami oznaczać będzie zapewne konieczność wypłaty odszkodowań.

Zła oferta

Decyzja Ministerstwa rozwoju to spełnienie jednej z obietnic przedwyborczych najpierw Andrzeja Dudy, a następnie Prawa i Sprawiedliwości, dzięki którym udało się im odnieść dwa znaczące sukcesy wyborcze na Lubelszczyźnie, ze szczególnym uwzględnieniem Świdnika. Między innymi dzięki deklaracji, że idzie do Sejmu pilnować odpędzenia Caracali, swój mandat poselski zdobył świdniczanin Artur Soboń. Teraz młody parlamentarzysta nie kryje satysfakcji, zastrzegając jednak, że nie ma jeszcze mowy o automatycznym przyjęciu oferty PZL-Świdnik. – Oferta offsetowa nie wypełniała tej wysokości kontraktu, jaki miał pokrywać koszt zakupu 50 śmigłowców Caracal. Odrzucono złą dla polskiej armii i gospodarki, koszmarnie kosztowną dla budżetu ofertę. Z tych trzech powodów była to bardzo zła oferta. Mateusz Morawiecki pokazał, ze w negocjacjach gospodarczych z wielkimi koncernami zbrojeniowymi nasz rząd będzie kierował się polskim interesem narodowym. To jest ważna informacja dla wszystkich, którzy chcą uczestniczyć w programie modernizacji polskiej armii – oficjalnie cieszy się Soboń.

Soboń zostaje w Sejmie

No dobrze, ale co dalej, czy propozycje Leonardo Helicopters w ogóle mieszczą się w nowych wizjach MON?
– Program śmigłowcowy to element nowego programu modernizacji technicznej sił zbrojnych. Projekt tego programu przygotowuje w tym momencie Ministerstwo Obrony Narodowej. Na potrzeby wojska musi odpowiedzieć PZL-Świdnik, który ma odpowiedni potencjał, żeby tym wymaganiom sprostać. Mnie szczególnie zależy na tym, żeby rozwijać polski produkt we współpracy z Polską Grupą Zbrojeniową. I to jest możliwe – deklaruje poseł Artur Soboń. Mimo spełnienia swojej najważniejszej obietnicy wyborczej nie widzi jednak powodów, by złożyć mandat i wrócić do pracy w samorządzie – w końcu ma jeszcze wiele spraw do załatwienia i dopilnowania w Sejmie. Nie jest tajemnicą, że kierownictwo MON po pierwsze faworyzować będzie amerykański kierunek dostaw sprzętu, co nadal nie wygląda zbyt optymistycznie dla Świdnika.

A może nacjonalizacja PZL-Świdnik?

W dodatku sytuacja, zwłaszcza w spółkach zależnych PZL, wciąż jest poważna, a trwające „restrukturyzacje” sprowadzają się do systematycznej redukcji zatrudnienia. W tej sytuacji coraz głośniejsze stają się głosy domagające się m.in. włączenia rządu do rozmów z włoskimi właścicielami zakładów tak, by skłonić ich do inwestowania w polski produkt. Alternatywą wydaje się postulat jeszcze bardziej radykalny, zgłaszany np. przez niektóre środowiska związkowe – jak WZZ „Zmiana – Jedność Pracownicza”. Nawet niektórzy liderzy partii rządzącej nie mówią nie temu projektowi, choć nazywają go łagodniej wykupem PZL przez spółki Skarbu Państwa. Tak czy siak obecny stan zawieszenia w Świdniku nie może trwać wiecznie – decyzja w sprawie Caracali jest tylko niewielkim promykiem nadziei dla zakładów, a co za tym idzie – i dla całego miasta.
Na razie znamy tylko wyjątkowo gniewną reakcję Francji na decyzję polskiego rządu. – Sami Francuzi mówią, że nowa sytuacja oznacza likwidacje miejsc pracy, a dyplomatyczny foch prezydenta Francji, François Hollande’a to 100-procentowe potwierdzenie, że od początku miałem rację ostrzegając, że to we Francji miały powstać miejsca pracy, a nie w Polsce – podkreśla z satysfakcją Soboń.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w poniedziałek do PZL Świdnik przybędzie sama pani premier, Beata Szydło.TAK