Nie chcą pracy za psie pieniądze

Przy dwucyfrowym bezrobociu, jakie panuje w powiecie chełmskim, aż trudno uwierzyć, że brakuje tu rąk do pracy. A jednak. Pracodawcy mają coraz większe problemy ze znalezieniem pracowników. I nie chodzi o rozchwytywanych specjalistów, ale proste zadania.

O niedoborze wykwalifikowanych spawaczy, monterów, elektryków i kierowców mówi się od lat. Firmy działające na terenie powiatu chełmskiego często wręcz wyrywają sobie doświadczonych specjalistów. Okazuje się jednak, że dziś coraz częściej mają też problem ze znalezieniem pracowników bez kwalifikacji. Takich ludzi szukają zakłady produkcyjne, magazyny, firmy budowlane, punkty gastronomiczne, nie wspominając o rolnikach, którzy bez robotników sezonowych ze Wschodu dawno musieliby wykarczować sady i zaorać pola.
Na stronie internetowej Powiatowego Urzędy Pracy w Chełmie roi się od ogłoszeń. Łącznie z miasta i powiatu znajdziemy tam prawie 250 ofert pracy. Poszukiwani są sprzedawcy, robotnicy budowlani, pracownicy sprzątający, ochroniarze, kierowcy. Nie inaczej jest na popularnych portalach z ogłoszeniami. Tylko na jednym z nich, i tylko w ubiegłym tygodniu, pojawiło się ponad 50 nowych ogłoszeń, m.in. dla pomocnika mechanika, kierowcy, kontrolera biletów, sprzedawcy w sklepie spożywczym czy recepcjonistki.
Wydawałoby się, że w powiecie chełmskim o pracownika nie powinno być trudno. Z najnowszych danych chełmskiego PUP wynika, że na dzień 31 maja zarejestrowanych było 7 539 bezrobotnych. Stopa bezrobocia wynosiła w Chełmie 12,6 proc, a powiecie 14,9 proc. To wciąż sporo na tle województwa (9,7 proc.) i kraju (7,7 proc.). A jednak pracodawcy uskarżają się na brak rąk do pracy.
– Jeszcze kilka lat temu, kiedy zamieszczałem ogłoszenie o zatrudnieniu, w ciągu tygodnia potrafiło się do mnie zgłosić kilkadziesiąt osób – mówi chełmski przedsiębiorca, który prowadzi małą firmę produkcyjną. – Dziś odzywa się zaledwie kilka. I to z jakimi oczekiwaniami płacowymi! Każdy by chciał od razu na rękę trzy tysiące złotych. A są to osoby, które zatrudniam do prostych prac fizycznych, bez specjalnych kwalifikacji.
Regina Półkośnik, kierownik działu Usług Rynku Pracy w chełmskim „pośredniaku”, przyznaje, że jest coraz więcej osób, które nie godzą się na pracę za niskie wynagrodzenia. – Nietrudno się temu dziwić, jeśli murarzowi, który ma posiadać umiejętność odczytywania projektu architektonicznego oraz budowania od podstaw, a w dodatku ciężko fizycznie pracuje, pracodawca proponuje 2 tys. zł brutto – kwituje kierownik. Dodaje, że w związku z tym coraz częściej do tego typu prac zatrudniani są obywatele Ukrainy.
Liczba cudzoziemców podejmujących pracę w naszym regionie systematycznie rośnie. W 2014 roku do naszego urzędu pracodawcy złożyli 186 oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obcokrajowcom. Rok później takich oświadczeń było już 690, a w 2016 roku – 1 020. W przeważającej większości (ok. 95 proc.) dotyczą one obywateli Ukrainy. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku może paść kolejny rekord. Szczególnie, że od czerwca Ukraińcy nie potrzebują już wizy, aby przekroczyć granicę z Polską.
Pracodawcy mówią, wprost, że zatrudnienie obywateli zza wschodniej granicy to często konieczność, gdyż jedynie oni akceptują warunki, których Polacy by nie zaakceptowali. (mg)