Chcą wrócić do pracy

Kolejny miesiąc przed sądem pracy toczą się dwie sprawy wytoczone Starostwu Powiatowemu w Świdniku przez zwolnionych urzędników. Powodowie domagają się przywrócenia do pracy podnosząc, że wyrzucono ich z powodów politycznych.


Sprawa zwolnienia Grzegorza Zalewskiego ciągnie się już od kilkunastu miesięcy. Niedługo po wyborach samorządowych w 2018 roku i zmianach w zarządzie powiatu, jakie te przyniosły, Zalewski – zatrudniony w Biurze Promocji i Przedsiębiorczości oraz jako rzecznik byłego starosty Dariusza Kołodziejczyka – został przeniesiony do Wydziału Komunikacji i Transportu.

W kwietniu 2019 r. zarząd powiatu wystąpił do Rady Miejskiej w Piaskach, w której G. Zalewski jest radnym wybranym z listy PSL, o wyrażenie zgody na rozwiązanie z nim stosunku pracy. Jako powód podano reorganizację struktur urzędu i wynikającą z niej likwidację zajmowanego przez Zalewskiego stanowiska. Rada Miasta Piaski jednogłośnie nie wyraziła na to zgody, argumentując, że to zwolnienie ma charakter polityczny.

Grzegorz Zalewski jest przekonany, że władze powiatu od samego początku chciały pozbyć się go z urzędu. – W styczniu 2019 r. zostałem wezwany do starosty, który zaproponował rozwiązanie umowy za porozumieniem stron z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia. Odmówiłem. Później naciskano mnie, bym zgodził się na przeniesienie na stałe do wydziału komunikacji, bo jak nie, to zostanie złożony wniosek o zwolnienie mnie z pracy. Zaproponowałem, by tymczasowo oddelegować mnie do tego wydziału, bym mógł zapoznać się z nowymi obowiązkami.

Tak się stało, ale zakres czynności, jakie mi powierzono w tym wydziale, w ogóle nie odpowiadał mojemu wykształceniu, doświadczeniu i kwalifikacjom, a tymczasem starostwo zatrudniło nowe osoby, które wykonują obowiązki, jakie miałem w biurze promocji i przedsiębiorczości, tyle, że teraz ta komórka formalnie podlega pod Biuro Starosty. Zarząd chce się mnie pozbyć wyłącznie z powodów politycznych – mówił w ubiegłym roku Grzegorz Zalewski.

Ostatecznie, nie zważając na opinie piaseckich radnych zarząd powiatu wręczył w styczniu tego roku roku G. Zalewskiemu wypowiedzenie. Stało się to w ten sam dzień, kiedy ten wrócił z kilkumiesięcznego zwolnienia lekarskiego. Były pracownik starostwa nie zgadza się ze zwolnieniem, dlatego swoich praw dochodzi przed sądem. Pozwał starostwo domagając się przywrócenia do pracy. Pierwsza z rozpraw odbyła się w lipcu, kolejną zaplanowano na wrzesień. Podczas niej będą przesłuchiwani świadkowie starostwa i jeden z świadków G. Zalewskiego.

– Przed sądem staram się udowodnić fakt, iż pracodawca miał wakaty i miał możliwość przeniesienia mnie na inne stanowisko – mówi Grzegorz Zalewski. – Jako radny jestem osobą chronioną, dlatego tym bardziej pracodawca powinien zapewnić mi pracę. Przypomnę, że miał taką możliwość, bo kiedy likwidowano Wydział Promocji i Przedsiębiorczości, były dwa wolne wakaty dotyczące rozwoju powiatu w Biurze Starosty. Niestety nie zaproponowano mi tam pracy, choć obowiązki na tych stanowiskach, pokrywały się z tym, co robiłem w starostwie wcześniej.

Zalewski dodaje również, że w ostatnim dniu, kiedy miał możliwość złożenia pozwu do sądu pracy, powiat ogłosił kilka nowych konkursów, w tym m.in. w wydziale komunikacji, gdzie wcześniej przecież nie było dla niego pracy.

Starosta Łukasz Reszka sprawę zwolnienia byłego pracownika przedstawia nieco inaczej. – Kiedy zostało zlikwidowane Biuro Promocji i Przedsiębiorczości, Grzegorz, z którym znam się od lat, bo pracowaliśmy razem przy Szlaku Jana III Sobieskiego, zaproponował, że może zostać gdzieś przeniesiony. Jako pracodawca mam prawo na trzy miesiące oddelegować pracownika do innego wydziału i akurat był wakat w wydziale komunikacji. Po miesiącu Grzegorz stwierdził, że ta praca mu nie odpowiada, że jest uwłaczająca i nie widzi się w tym wydziale, i chciałby dalej zajmować się promocją. Z tym, że taki wydział już nie istniał. Za promocję odpowiadam osobiście.

Kwestia przygotowania materiałów prasowych nie wymaga kilku etatów, tak jak to było wcześniej. Jest to w stanie zrobić każdy wydział, który następnie przekazuje informacje do mnie, a ja po zweryfikowaniu, mediom. Nie ma również potrzeby, żeby istniał etat rzecznika prasowego. Nie doszliśmy z Grzegorzem do porozumienia. Poszedł na zwolnienie lekarskie, które trwało prawie rok. Kiedy z niego wrócił, otrzymał wypowiedzenie i dzień później znów poszedł na zwolnienie lekarskie – mówi Ł. Reszka i dodaje, że rozwiązanie stosunku pracy z Zalewskim nie miało kontekstu politycznego.

Na zarzut dotyczący konkursów na obsadę wolnych stanowisk starosta odpowiada, że jeśli G. Zalewski miał przeświadczenie, że spełnia wymogi i ma potrzebne kwalifikacje, mógł do nich przystąpić. Dodaje również, że wakaty w jego biurze nie dotyczyły rozwoju powiatu w sensie jego promocji, a pozyskiwania funduszy zewnętrznych.

Sprawa G. Zalewskiego to niejedyne powództwo wytoczone Starostwu Powiatowemu w Świdniku. O przywrócenie do pracy przed sądem walczy również Iwona Kruczek, była naczelnik Wydziału Administracyjno-Samorządowego w Starostwie Powiatowym w Świdniku. Powodem jej zwolnienia miała być reorganizacja, jednak na co wskazywała sama urzędniczka, zmiany zostały zatwierdzone w lutym 2019 r., a wypowiedzenie dostała jeszcze w styczniu.

Z kolei sprawa, jaką starostwu wytoczył Aleksander Piechnik, były dyrektor DPS-u im. Roba Inja w Świdniku zakończyła się ugodą. Na jej mocy umowa o pracę z byłym dyrektorem została rozwiązana za porozumieniem stron, a nie jak miało być wcześniej, z powodu braku potrzebnych kwalifikacji. A. Piechnik odstąpił w zamian od roszczeń finansowych, a starostwo pokryło koszty zatrudnienia jego adwokata. (w)