Chciał porwać dziecko?!

Gdyby nie pojawienie się świadka, mogłoby dojść do tragedii. Ale policja zainteresowała się sprawą dopiero po naciskach ze strony „Nowego Tygodnia”. Wcześniej tłumaczyli, że „do przestępstwa przecież nie doszło”, a poza tym „kryminalni pracują do piętnastej”. To skandal! Szczególnie, że – jak się okazało – kilka dni wcześniej mężczyzna z jasnoniebieskiego samochodu nagabywał w okolicy inną dziewczynkę.


Czy doszło do tego, że w biały dzień dzieci nie mogą już bezpiecznie wyjść z domu? Czy policja ma zamiar zrobić cokolwiek czy pozostaje czekać, aż dojdzie do tragedii? Te pytania cisną się na usta po tym, co stało się w czwartkowe popołudnie na przedmieściach Chełma.

(11 kwietnia) 12-letnia dziewczynka wyszła z domu przy ul. Łanowej w Pokrówce. Miała do przejścia zaledwie niewielki odcinek. Koleżanka, do której zmierzała, mieszka kilka posesji dalej. W pewnym momencie, na wysokości ścieżki rowerowej biegnącej wzdłuż Borku (od miasta do gminy Chełm), drogę zajechał jej jasnoniebieski samochód.

Kierowca wyprzedził idące spacerem dziecko, wjechał z impetem na ścieżkę, otworzył szybę i zaczął krzyczeć „Wsiadaj natychmiast do samochodu”. Dziewczynka przestraszyła się, a nieznajomy jeszcze ostrzej ponowił nakaz.

– Pomocyyyyy!!!! – zawołało dziecko raz, a potem drugi, zdzierając sobie gardło.

Gdyby w porę nie nadjechała kobieta na rowerze, kto wie, czy napastnik nie wciągnąłby dziewczynki do auta. Spłoszony uciekł jednak w stronę Chełma, a roztrzęsione dziecko chwyciło za telefon i zadzwoniło do matki. Była godz. 16:58. Po dwóch minutach na miejscu była już mama dziewczynki. Zapłakane i przerażone dziecko schowało się w samochodzie, a rodzice wezwali policję.

Niestety, rowerzystka, która spłoszyła nieznajomego, również odjechała. A policjanci, którzy przyjechali na interwencję, rozłożyli ręce, mówiąc, że przecież nic się nie stało, bo „do przestępstwa przecież nie doszło”.

Rozdygotani rodzice prosili, by patrol ruszył w trasę – a nuż może udałoby im się namierzyć opisywany samochód. Próbowali nakłonić mundurowych do działania, by od razu zabezpieczyć monitoring z okolicy. Byli gotowi pojechać z córką od razu do komendy na przesłuchanie, póki dziecko, na świeżo, jest w stanie przekazać kryminalnym jak najwięcej szczegółów z wyglądu mężczyzny. Sugerowali, by tamci okazali dziewczynce wizerunki znanych śledczym pedofilów z naszego rejonu.

12-latka zapamiętała, że był to mężczyzna w średnim wieku, mocno zarośnięty, w nasuniętej na czoło czarnej czapce. A przecież z każdym dniem jej mózg będzie wypierał z pamięci te przykre i stresujące wspomnienia. W odpowiedzi mundurowi stwierdzili natomiast, że „kryminalni pracują do godziny 15:00”.

Skończyło się na tym, że ojciec dziewczynki, w silnych emocjach, sam jeździł po ulicach miasta, a dwa policyjne radiowozy na blisko godzinę przystanęły przy ścieżce rowerowej – w miejscu, gdzie mężczyzna zatrzymał się i usiłował zmusić dziecko, by wsiadło do auta. Jakby czekali, aż sam się do nich zgłosi…

Gdy, jako gazeta, dowiedzieliśmy się o całej sytuacji i skandalicznej reakcji chełmskiej policji, oniemieliśmy. Zachowanie mundurowych szokuje tym bardziej, że przecież na ścianach komendy wiszą plakaty informujące o tym, że dobro dziecka jest ich priorytetem. Czy w przypadku porwania, gwałtu czy zabójstwa też byliby skłonni powiedzieć „kryminalni pracują do 15:00”?!

Kto jest w stanie zagwarantować, że napastnik nie zaatakuje po raz kolejny? Kto z pełną świadomością założy, że mężczyzna zrobił to po raz pierwszy? Kto jest w 100 proc. pewny, że nie był on już notowany za czyny pedofilskie? Co musiałoby się stać, by mundurowi ruszyli się z wygodnych siedzeń i podjęli jakiekolwiek czynności? Czy napastnik musiałby szarpać się z dziewczynką, a najlepiej wciągnąć ją już do auta, by można było mówić o próbie uprowadzenia?

Mundurowi rozkładają ręce z bezradności, że na taki „przypadek” nie ma paragrafu, bo tak jest wygodniej.

– Jeszcze żeby powiedział „Wsiadaj kur**”, to dostałby sto złotych mandatu za używanie wulgarnych słów w miejscu publicznym. A tak co mu zrobisz, nawet jeśli go znajdziesz? Przesłuchasz i co dalej? On sobie weźmie takiego adwokata, że jeszcze i tobie narobi brudu, a na co to komu? Powie, że wołał do psa i coś mu wtedy udowodnisz? Nic, bo nawet jej nie szarpał. Żaden sąd w tym kraju go nie skaże – skomentował zaraz po zdarzeniu, anonimowo, jeden z policjantów.

Następnego dnia matka dziewczynki, mimo wszystko, przyszła do Komendy Miejskiej Policji w Chełmie, by złożyć oficjalne zawiadomienie. Kryminalny przyjął od niej zgłoszenie… na zwykłej kartce. Nie było oficjalnych zeznań, nie było spisanego protokołu. Ot, taka luźna rozmowa, przepełniona zapewnieniami o poważnym traktowaniu sprawy.

Kobieta wróciła do domu i po zaledwie kilkudziesięciu minutach od wizyty w komendzie usłyszała dzwonek do drzwi. Na progu stał kryminalny, z którym rozmawiała. Dowiedział się o telefonach dziennikarki „Nowego Tygodnia” i niewygodnych pytaniach, i przyjechał z propozycją, by obie z córką wróciły do komendy na oficjalne złożenie zeznań.

Monitoring ma zostać zabezpieczony, a odpowiednie czynności przeprowadzone. Co do mundurowych, którzy byli wówczas na interwencji, „sprawa ma być wyjaśniana”. Cóż, wstyd, panowie policjanci! Bo czy aby policja nie powinna przede wszystkim działać prewencyjnie? Czy tak samo zwlekalibyście z decyzjami, gdyby chodziło o wasze dziecko?

Po złożeniu zawiadomienia rodzice 12-latki na własną rękę zaczęli prowadzić śledztwo. Dowiedzieli się, że w sobotę (6 kwietnia), około godz. 15, mężczyzna z jasnoniebieskiego samochodu nagabywał inną dziewczynkę i próbował skłonić ją, by wsiadła do auta. Miało to miejsce kawałek dalej, przy cmentarzu komunalnym. Dziewczynka miała słuchawki na uszach i szła zapatrzona w telefon, ale dokoła było za dużo potencjalnych świadków, więc zrezygnował i uciekł.

Zdobyte informacje rodzice 12-latki przekazali policji. Teraz apelują również do każdego, kto widział w tamtych rejonach podejrzany, jasnoniebieski samochód i posiada jakiekolwiek informacje na ten temat, o zgłoszenie się do komendy. (pc)