Chyba zabiłem człowieka…

Dawid B. niedługo po tragedii poddał się policji

33-letni Dawid B. z Lublina pojechał odwiedzić ojca, którego dawno nie widział. Przebywał u niego kilka dni. Feralnego wieczoru, zupełnie bez powodu, wpadł w szał. Chwycił za nóż i zmasakrował nim 57-letniego Józefa. Zabójca zostawił ciało w domu, przykrył je kołdrą i wyszedł. Powędrował do następnej wsi, gdzie zapukał do przypadkowego domu. – Chyba zabiłem człowieka – powiedział zdumionym gospodarzom. Zabójca poddał się policjantom, został aresztowany, a potem trafił przed Sąd Okręgowy w Lublinie. W miniony czwartek usłyszał nieprawomocny wyrok.


Ojcobójca w śledztwie przyznał się winy, ale nie potrafił wyjaśnić powodów swojej zbrodniczej furii. Chwycił za nóż i zadał serię ciosów. Ofiara była raniona w głowę, klatkę piersiową, brzuch. Bezpośrednią przyczyną śmierci było wbicie ostrza w serce.

Dawid B. dotąd uchodził za człowieka spokojnego, ale miał słabość do alkoholu. Był okres, że nie radził sobie w życiu i otarł się o bezdomność. Przed tragedią przez jakiś czas pomieszkiwał u swojej byłej partnerki, która wychowuje dwójkę ich wspólnych dzieci.

W marcu 2018 roku mężczyzna pojechał do wsi Zienki pod Sosnowicę, gdzie mieszkał jego ojciec. Postanowił z nim spędzić trochę czasu. Obaj wspólnie biesiadowali, aż w końcu doszło do awantury, szarpaniny, a na koniec zabójstwa.

Kiedy było po wszystkim, Dawid zostawił zakrwawiony nóż na parapecie, spakował plecak i poszedł do sąsiedniej wsi, gdzie przypadkowym gospodarzom powiedział co się stało i poprosił o wezwanie policjantów.

W śledztwie mężczyzna wspominał o 4 tabletkach psychotropowych, które zażył, choć ojciec miał go ostrzegać, że to leki o bardzo silnym działaniu. Oskarżony był badany przez biegłych psychiatrów i został uznany za poczytalnego.

Sprawa zabójstwa trafiła na wokandę Sądu Okręgowego w Lublinie, proces toczył się z wyłączeniem jawności. Teraz zapadł nieprawomocny wyrok. Choć zabójcy groziło dożywocie, sąd nie był aż tak surowy. Skazał go na 10 lat. Sędziowie wzięli pod uwagę przeszłość ofiary, która przez lata znęcała się nad rodziną i była za to karana.

– Oskarżony obserwował te zachowania i też był ich ofiarą – zaznaczała sędzia Marcelina Kasprowicz. Jak dodała, Dawid B. wyraził skruchę. – Nie jest na tyle zdemoralizowany, by stosować wobec niego najsurowszą karę przewidzianą przez prawo – tłumaczyła sędzia. LL