– 12 lat pracowałem z żoną za granicą, by móc otworzyć ten interes, a teraz każą mi go zamknąć i proponują odszkodowanie w śmiesznej wysokości – mówi Grzegorz Włoch, który na terenie gminy Gorzków od 10 lat prowadzi fermę norek.
W środę, 29 października, parlament uchwalił ustawę zakazującą hodowli zwierząt na futra w Polsce. Ustawy jeszcze nie podpisał prezydent Karol Nawrocki, ale prawdopodobnie to zrobi, bo za wprowadzeniem nowych przepisów głosowali zarówno posłowie i senatorowi koalicji rządzącej, w tym PSL, jak i większość opozycji. Jeśli przepisy wejdą w życie będzie obowiązywał całkowity zakaz powstawania nowych ferm, a te już działające będą musiały zakończyć pracę najpóźniej do końca 2033 roku. Hodowcy, którzy zdecydują się zamknąć fermy wcześniej, do 2031 roku, otrzymają prawo do odszkodowania. Grzegorz Włoch, który w Chorupniku (gmina Gorzków) od lat prowadzi fermę norek, po cichu liczy, że prezydent zawetuje ustawę.
– 12 lat pracowałem z żoną za granicą i wszystkie zaoszczędzone wtedy pieniądze włożyłem w uruchomienie tej hodowli – mówi „Nowemu Tygodniowi” Grzegorz Włoch, który fermą w Chorupniku otworzył w 2015 roku, a samo „załatwienie” wszystkich niezbędnych dokumentów zajęło mu trzy lata. – Koszt budowy jednego metra pawilonu na zwierzęta wynosił wówczas 1 tys. zł. Na dziś mam fermę o powierzchni 500 metrów, postawione 6 pawilonów, a pozwolenia na kolejne cztery. Doliczając do tego to co wydaliśmy na maszyny, silosy, mroźnię, zwierzęta itp. cała inwestycja kosztowała mnie ok. 1,2 mln zł. Teraz w obliczu nowych przepisów nie wiadomo co robić. Dalej się rozwijać, inwestować, a może zamknąć to od razu? – komentuje hodowca.
Włoch przyznaje, że ustawodawca na zamknięcie fermy dał kilka lat i zapewnia odszkodowanie, ale według niego, śmiesznie małe. – Chcą dać 20 procent rekompensaty z rocznego dochodu. W moim przypadku dochód taki wynosi 50 tys. zł, dostałbym więc 10 tys. zł odszykowania. Jak to się ma do milionów, które otrzymują np. zwalniani prezesi spółek skarbu państwa? To nawet na waciki nie starczy – zauważa ironicznie Grzegorz Włoch.
Kolejnym problemem hodowcy z gminy Gorzków jest ziemia. – Ta, na której mam postawioną fermę, jest klasy piątej i szóstej. Tu się nawet zboża nie da posiać, to jest w zasadzie piach. I co ja mam z tą ziemią zrobić? – żali się.
Włoch interes prowadzi z pomocą rodziny. Sezonowo, na miesiąc, zatrudnia 3-4 osoby, więc z powodu zamknięcia fermy bezrobocie w gminie Gorzków za bardzo nie wzrośnie.
– Ludzie na początku się bali, że będzie śmierdziało, że hałas będzie. Potem się dziwili, że ja prowadzę hodowlę już od jakiegoś czasu, bo w ogóle dla nich to było nieodczuwalne. Ferma zaczęła dobrze funkcjonować, nie przeszkadza miejscowym, i właśnie w takim momencie dowiaduję się, że będę musiał ją zamknąć – mówi mężczyzna.
Na koniec Włoch podkreśla, że irytuje go nie tyle sam fakt wprowadzenia nowych przepisów, ale sposób w jaki potraktowano hodowców. – Te odszkodowania powinny być po prostu dużo większe. Co do mojej hodowli to jeszcze nie podjąłem decyzji, kiedy ostatecznie ją zamknę – podsumowuje. (kg)






![Patriotycznie w Łopienniku [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2025/12/patriotycznie-i-bez-wojen-4-218x150.jpg)























