Co zrobił prezydent?

2 marca br. minęło 100 dni rządów Jakuba Banaszka, nowego prezydenta Chełma, najmłodszego spośród wszystkich włodarzy miast w Polsce. Obejmując urząd mówił, że sytuacja finansowa miasta jest nie najlepsza, ale chyba nie przypuszczał, że niemal na wszystko będzie brakować pieniędzy, a miejskie spółki, zwłaszcza te, które w ostatnich latach przynosiły niemałe zyski, mają problemy finansowe.

Jakub Banaszek na każdym kroku podkreśla, że dla niego najważniejsza jest wiarygodność. Biorąc pod uwagę z jednej strony wszystkie złożone przez niego przedwyborcze obietnice, a było ich wiele, z drugiej natomiast finanse miasta, to jedno jest pewne – zrealizowanie całości zaplanowanych przedsięwzięć może być trudne. I chyba sam doskonale zdaje sobie teraz z tego sprawę, bo na swojej stronie w Internecie niedawno napisał takie oto zdanie: „Gdybym posiadał tę wiedzę wcześniej, zapewne nie powiedziałbym wielu rzeczy w trakcie kampanii wyborczej”.

Banaszek wygrał drugą turę wyborów prezydenckich, bo większość wyborców, mimo wszystko, dostrzegła w nim nadzieję na lepsze życie w Chełmie. Tym bardziej, że przed wyborami miasto odwiedziła niespotykana dotąd liczba ministrów i wiceministrów, którzy wraz z popieranym przez nich kandydatem na prezydenta obiecali całą masę inwestycji z udziałem pieniędzy z budżetu państwa, zapewniając, że te środki szerokim strumieniem popłyną do Niedźwiedziego Grodu.

Wymienienie wszystkich zaplanowanych przedsięwzięć zajęłoby sporo miejsca. Wizyty premiera Mateusza Morawieckiego i samego prezesa Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława Kaczyńskiego przed drugą turą wyborów jeszcze bardziej utwierdziły wielu chełmian w przekonaniu, że to właśnie teraz jest najlepszy czas na zmianę. Na końcowy wynik wyborów wpływ miało również to, że Banaszek wywodzi się z obozu rządzącego krajem i województwem lubelskim.

W poprzednich latach nigdy tak nie było, że prezydent Chełma politycznie był związany z partią sprawującą władzę w Polsce, czy też na Lubelszczyźnie. Miasto bez wątpienia co roku na tym traciło, bo pieniądze płynęły tam, gdzie przede wszystkim rządzili politycy związani z centralną władzą.

Co w takim razie zrobił prezydent w ciągu swoich pierwszych 100 dni? Codziennie, co podkreśla wielokrotnie, pracuje po kilkanaście godzin. Czasami nawet do późnej nocy. Czy ma to sens, przekonamy się. Po zapoznaniu się z ogólną sytuacją miasta, w tym również z finansami, a także nie do końca prawidłowo oszacowanymi inwestycjami na 2019 rok, na pierwszy ogień poszły najpilniejsze sprawy.

Jak sam stwierdził, w ostatniej chwili udało się uratować projekt na wdrożenie e-usług. Miastu groziły zwrot dotacji i kary. Banaszek przygotował nowy regulamin organizacyjny, zredukował nieco liczbę urzędników, uznając, że w magistracie jest przerost zatrudnienia.

Skoro w Zamościu pracuje 200 osób i miasto – według niego funkcjonuje lepiej – a w Chełmie o blisko 100 więcej, to coś jest nie tak. Powstały nowe departamenty, z kierowniczymi stanowiskami pożegnali się najbliżsi współpracownicy byłej prezydent Agaty Fisz.

Dosłownie w przysłowiowe pięć minut podporządkował sobie radę miasta. W zasadzie dziś nie ma w niej żadnej opozycji. Nikt z radnych nie jest w stanie „podskoczyć” Banaszkowi. Z jego inicjatywy powstał nowy klub radnych „Porozumienie dla Chełma”, jako zaplecze prezydenta. W zasadzie całkowicie rozbił „Postaw na Chełm”, który zmniejszył się do trojga radnych, a na starcie kadencji miał ich aż ośmioro.

Prezydent wykorzystał też swoje możliwości i ściągnął dodatkowe pieniądze na Chełmskie Centrum Aktywności Gospodarczej, którego budowa była poważnie zagrożona, bo brakowało na nią 18 mln zł. Wystąpił do wojewody lubelskiego o przekazanie miastu gmachu przy pl. Niepodległości. Sprawa jest w toku z szansami, że miasto przejmie zabytkowy budynek.

Mocno ruszył do przodu prace przygotowawcze związane z przebudową krajowej „Dwunastki”. Utkwiły one gdzieś w ministerstwie i z każdym miesiącem rosła obawa, że inwestycja może nie zostać wykonana zgodnie z harmonogramem. Według Banaszka było wiele zaniedbań, które mogły wywołać poważne konsekwencje finansowe dla miasta.

Powołał kilku pełnomocników społecznych, zlecił przygotowanie raportu na temat stanu dróg w Chełmie, nowej strategii rozwoju miasta i oferty kulturalnej miasta na 2019 rok, jakiej jeszcze nie było.

Jakub Banaszek jeździł do ministerstw, marszałka województwa, wojewody lubelskiego, udowadniając, że nie jest przyspawany do fotela. Pierwsze efekty tych rozmów są, bo w ostatnim czasie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Chełmska Biblioteka Publiczna dostała 200 tys. zł na projekt „Park Czytelnika”, a dwie chełmskie parafie otrzymały dofinansowania do planowanych inwestycji, parafia pw. Rozesłania św. Apostołów – 120 tysięcy złotych na instalację przeciwpożarową, zaś Parafia NNMP – 450 tys. zł na nową elewację.

Podobno na dotknięcie ręki jest utworzenie zapowiadanego przez Banaszka miasteczka medycznego. Miasto nie dołoży do projektu złotówki, a fundusze z budżetu państwa miałyby popłynąć do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej.

Banaszek prowadzi też zaawansowane rozmowy z PKP, Agencją Rozwoju Przemysłu i Polskim Funduszem Rozwoju. Cel jest jeden – inwestycje, a konkretnie budowa terminala przeładunkowego w Chełmie, uważana przez prezydenta za strategiczne przedsięwzięcie.

Prezydent zapowiedział, że już niedługo ogłosi, iż dwie instytucje utworzą w Chełmie w sumie 100 nowych miejsc pracy. Do końca 2020 r. według jego zapowiedzi będzie ich w sumie 400. Poczekamy, zobaczymy. Zajął się też ratowaniem najbardziej zadłużonej spółki komunalnej, Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Prowadzi zaawansowane rozmowy z PGE Ciepło, które ma wesprzeć MPEC.

Ale był też temat, który nie pojawił się ani razu w kampanii wyborczej, a zaskoczył wielu mieszkańców. Prezydent zdecydował się wprowadzić strefę płatnego parkowania w centrum miasta. Co prawda tego zamiaru jeszcze nie zrealizował, ale według jego zapowiedzi, to tylko kwestia czasu. Szkoda, że Jakub Banaszek nie znalazł innego pomysłu na uporządkowanie parkingów w mieście, tylko zdecydował się na najłatwiejsze rozwiązanie, sięgnięcie do kieszeni kierowców.

Prezydent najwięcej jednak uwagi w pierwszych 100 dniach urzędowania poświęcił zadłużeniu miasta i spółek komunalnych. Faktem jest, że każdego roku Chełm ma problemy finansowe i na wiele nie mógł sobie pozwolić. Te kłopoty ciągną się od wielu lat, można by powiedzieć, że od prezydentury Zbigniewa Bajko w latach 1994-1998.

Chełm nigdy nie mógł konkurować z Zamościem czy Białą Podlaską, bo nie miał odpowiedniego wsparcia ani we władzach województwa lubelskiego, ani w Warszawie. Ma natomiast teraz swoje „5 minut”, które powinniśmy jak najlepiej wykorzystać.

Tym bardziej, że mieszkańcy mocno liczą na to, iż rządzące w kraju Prawo i Sprawiedliwość bardziej łaskawym okiem spojrzy na miasta, w których władzę sprawują kojarzeni z tą partią prezydenci. Takich miast w Polsce jest dosłownie kilka, a nadzieje mieszkańców na lepsze jutro zostały mocno rozbudzone w trakcie kampanii wyborczej.

Chełmianie nie patrzą na długi, bo wierzą, że rząd w tej trudnej sytuacji wyciągnie do miasta pomocną dłoń. Że uda się skonsolidować zadłużenie, że będą pieniądze na zapowiadane inwestycje, bo w kampanii padły obietnice. W końcu przecież w kampanii wyborczej do Chełma zjechali niemal wszyscy najważniejsi politycy w tym kraju.

Na pewno mieszkańcy łatwo nie kupią tłumaczeń, że miasto jest zadłużone po uszy i z tego powodu nie da się zrealizować wszystkich zapowiadanych inwestycji. Nawet pojawiły się opinie, czy przypadkiem prezydent mówiąc tak dużo o długu miasta i spółek nie robi tego celowo, by później mieć ewentualne wytłumaczenie, gdyby do końca kadencji nie udało się zrealizować całej sterty obietnic. W to nie wierzymy, bo Jakub Banaszek przecież za każdym razem mówi o wiarygodności.

Prezydent ma zatem twardy orzech do zgryzienia, bo problemów w mieście jest mnóstwo. A oczekiwania, a także i roszczenia, mieszkańców są niemałe. Czy prezydent Banaszek im sprosta? (s)