Coraz więcej chorych na Covid-19

Mamy wysyp chorych na Covid-19 w chełmskim szpitalu. W miniony piątek było to już 28 osób, w tym dwie ciężko chore wymagające podłączenia do respiratorów. Ale to wciąż pacjenci podsyłani nam z zewnątrz – głównie z Lublina, dla którego nasz szpital jest teraz pierwszym zabezpieczeniem. W takim tempie oddział zakaźny szybko się zatka. Gdzie wtedy trafią chorzy z Chełma i naszego powiatu? Niestety, nie wygląda to dobrze.

Przed tygodniem wojewoda lubelski zdecydował, że oddziałem zakaźnym zastępczym dla miasta Lublina ma być w pierwszej kolejności oddział chełmskiego szpitala. To do nas mają trafiać chorzy na Covid-19 z Lublina. Decyzję podjęto po ostatnich wzrostach zachorowań w Lublinie i wykryciu ogniska koronawirusa w szpitalu PSK 1, który jako jedyny w mieście ma oddział zakaźny dla dorosłych (w szpitalu im. Jana Bożego jest oddział dla dzieci – przyp.red.).

W ciągu minionego tygodnia liczba pacjentów oddziału zakaźnego zaczęła szybko rosnąć. Większość chorych to ludzie spoza naszego regionu m.in. Hrubieszowa i Zamościa, którzy trafili tu wcześniej, a także trójka mieszkańców powiatu chełmskiego: gmin Sawin i Rejowiec. Po decyzji wojewody do Chełma przywieziono kolejnych pacjentów z Lublina, m.in. z tamtejszego Domu Pomocy Społecznej. To osoby starsze, ze współistniejącymi chorobami, odleżynami, wymagające dodatkowej opieki i stałego dostępu do tlenu. To dodatkowy kłopot dla personelu oddziału zakaźnego, który i tak pracuje już na zwiększonych obrotach.

– Nie mamy możliwości wybierania sobie pacjentów. Przyjmujemy tych, którzy zachorowali i kierowani są z Lublina. Musimy wspomóc Lublin w tej trudnej sytuacji. Mamy dostępnych 50 łóżek na oddziale zakaźnym. Zajęte są 23, więc nie ma jeszcze pełnego obłożenie – mówiła jeszcze w czwartek Kamila Ćwik, dyrektor chełmskiego szpitala.

Ale przewożenie pacjentów z Lublina doprowadzi do szybkiego zatkania się oddziału. Już w piątek było 28 chorych. Dwoje jest w tak ciężkim stanie, że wymaga dostępu do respiratorów. W pomieszczeniach dawnej kardiologii inwazyjnej utworzono dla nich specjalny oddział intensywnej terapii. Docelowo może być tam do nawet ośmiu łóżek. Ale miejsca zaczyna wyraźnie brakować i pojawia się problem z kadrą.

Na oddziale zakaźnym jest co prawda 50 łóżek, ale to nie znaczy, że można w nim położyć na raz 50 chorych. Co wtedy z chorymi z Chełma i naszego powiatu? Gdzie trafią?

– Faktycznie, jest to uzależnione od wielu czynników, np. płci pacjentów, stanu w jakim są i czasu od momentu stwierdzenia zarażenia – mówi K. Ćwik.

Na razie sale podzielone są na męskie i żeńskie. Izoluje się też chorych, którzy przebywają na oddziale od kilkunastu dni z tymi, którzy dopiero trafili do szpitala. Gdy do szpitala trafili chorzy z DPS z Lublina, okazało się, że w salach nie ma wystarczającej ilości punktów dostępu do tlenu. Takich niuansów jest więcej. Jak chociażby przyszykowanie miejsca dla osób z podejrzeniem Covid-19. Każda z nich powinna przecież przebywać dwa dni w izolatce. A co z innymi chorobami zakaźnymi? Pacjenci z boreliozą czy zapaleniem opon mózgowych nie poczekają aż pandemia ustanie. Mimo że oddział zakaźny wykazuje 50 łóżek, to kłopoty organizacyjne pojawią się już przy 35-38 pacjentach.

– Szukamy różnych rozwiązań – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. medycznych w szpitalu w Chełmie. – Jesteśmy gotowi na postawienie w salach przepierzeń, żeby można było w nich położyć mężczyzn i kobiety. Zamówiliśmy reduktory, aby zwiększyć dostęp do tlenu. Być może na potrzeby izolowania pacjentów z podejrzeniem koronawirusa opróżnimy oddział uzależnień. Musimy też, według zaleceń wojewody, wyznaczyć miejsca na izolację pacjentów na oddziałach. Tam na wynik badań mają czekać pacjenci, którzy przejdą przez SOR, a będziemy podejrzewać u nich koronawirusa.

Ale już widać, że kłopot będzie z kadrą i ustawieniem dyżurów na oddziale zakaźnym i tworzącym się oddziale intensywnej terapii z respiratorami. Szpital będzie się musiał ratować personelem z oddziału wewnętrznego, pulmonologii i anestezjologii. Czyli ograniczać prace tamtych oddziałów. Jak to zrobić, skoro powinny pracować normalnie?

– Musimy wykorzystywać potencjał, który mamy, nie ma wyjścia – mówi L. Litwin.

A co z ewentualnymi chorymi z naszego terenu? – Ustalenia są takie, że chorzy z Lublina mają trafiać w pierwszej kolejności do Chełma, potem do Biłgoraja, Tomaszowa i Białej Podlaskiej – mówi K. Ćwik. – Jeżeli nie będzie miejsca w naszym szpitalu, pacjenci trafią do innych lecznic. Od lat nie ma rejonizacji. I tak jak pacjentom i ich rodzinom z Chełma nie jest na rękę, żeby leżeć w szpitalu poza miejscem zamieszkania tak samo nie muszą być z tego zadowoleni chorzy z Lublina, których przywieziono do nas. Ale najważniejsze jest zdrowie. (bf)