Czarna Pantera na tropie zdrady

Czasem mąż zdradza żonę z jej przyjaciółką. Innym razem to żona zdradza męża z koleżanką z pracy. Zlecenia bywają różne. Tych z Chełma i okolic ostatnio Agencja Detektywistyczna „Czarna Pantera” miała wiele. – Dobrze znamy topografię miasta Chełm, dzięki temu nasz zespół, prowadząc obserwację, jest zawsze o krok za obiektem obserwacji – mówi Agnieszka, szefowa „Czarnej Pantery”.

– Musimy być niewidoczni – mówią przedstawiciele Agencji Detektywistycznej „Czarna Pantera”. Działają tak, aby nie zostać zdemaskowanym. Osoba, którą obserwują, nie może nabrać żadnych podejrzeń. Czasami pędzą za nią autem (bywa, że do jednego zlecenia wykorzystywanych jest kilka samochodów).

Innym razem spędzają na obserwacji wiele godzin w zaparkowanym samochodzie, czekając na tę jedną minutę, w której będą mogli wykonać zdjęcia i zgromadzić materiał dowodowy. Po zakończonej akcji przekazują klientowi sprawozdanie wraz z dokumentacją zdjęciową. Często są to podstawowe dowody w sprawie sądowej. Zanim naszej dziennikarce udaje się umówić na rozmowę z Agnieszką, właścicielką Agencji Detektywistycznej „Czarna Pantera”, kilkakrotnie słyszy – „Przepraszam teraz nie mogę rozmawiać, jestem na akcji”.

– W tej profesji jest tak, że w każdej chwili nasze plany mogą się zmienić. Jednego dnia działamy w Chełmie, a chwilę później wyjeżdżamy np. do Zakopanego, bo tego wymaga od nas zlecenie – mówi Agnieszka, która od pięciu lat prowadzi prężnie działającą agencję detektywistyczną.

Główna siedziba „Czarnej Pantery” mieści się w Lublinie, natomiast jej detektywi prowadzą działania na terenie całego kraju. Agencję tworzy kilkunastu licencjonowanych detektywów – zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Wśród nich są m.in. byli żołnierze i policjanci, specjaliści w dziedzinie informatyki czy kryminologii. Pani Agnieszka jest bardzo zaangażowana w swoją pracę i nie wyobraża sobie innego zajęcia. Zleceń z każdym rokiem przybywa.

Bardzo często pojawia się zapotrzebowanie na usługę detektywistyczną właśnie z Chełma i okolic. Klienci z Chełma, Włodawy i okolicznych miejscowości na pierwsze spotkanie z detektywem rzadko wybierają chełmską siedzibę agencji. Najczęściej jest to spowodowane tym, że nie chcą, aby ktoś znajomy ich zauważył. Wolą spotkać się z detektywami w innym miejscu, np. w hotelu, albo w siedzibie agencji w Lublinie.

Żona z przyjaciółką

Najwięcej zleceń dotyczy zdrad. Wiek nie ma tu znaczenia. Zdradzają się zarówno małżonkowie z kilkumiesięcznym stażem, jak i seniorzy. Agnieszka wspomina 87-letnią kobietę, która zleciła obserwację męża – swojego rówieśnika – podejrzewając go o zdradę od dłuższego czasu.

Detektywi potwierdzili jej przypuszczenia, a wykonane przez nich zdjęcia stanowiły dowody w sprawie rozwodowej wieloletniego małżeństwa. Z autopsji Agnieszki wynika, że mężczyźni nie zdradzają częściej niż kobiety. Proporcje wynoszą „pół na pół”. Zdarza się, że małżonkowie zdradzają swoje drugie połowy z „przyjacielem lub przyjaciółką rodziny”. Są też trudne sytuacje, kiedy mąż zdradzi żonę z jej siostrą, albo żona zdradzi małżonka z jego bratem, synowa z teściem.

– Prowadzi to do dramatycznych sytuacji. Nie dość, że kończą się one rozwodem, to jeszcze prowadzą do konfliktów i podziałów w rodzinie – mówi Agnieszka. – Niestety, ale zawsze najbardziej cierpią na tym dzieci. Czasami skonfliktowani byli małżonkowie dzielą się dziećmi jak majątkiem.

Na przykład młodsza pociecha zostaje z matką, starsza – z ojcem. Potem eksmałżonkowie ograniczają sobie wzajemnie dostęp do dzieci. Jeśli zdradza kobieta, to najczęściej dlatego, że się zakochała i jest zdecydowana na rozwód. Z kolei z mężczyznami jest tak, że przeważnie chętnie dalej działaliby „na dwa fronty” – chcieliby mieć i żonę, i kochankę jednocześnie.

Niewiele jest sytuacji, które są w stanie jeszcze zaskoczyć detektywów. Ale ostatnio tak się stało. Klient podejrzewał, że żona go zdradza. Okazało się, że nie z mężczyzną. Kochanką była jej przyjaciółka. Nie było łatwo to udowodnić. Gdy ostatecznie zebrano dokumentację fotograficzną, mąż przecierał oczy ze zdumienia. Klientom często trudno pogodzić się z informacjami przekazywanymi przez detektywów. Prawda bywa bardzo trudna i bolesna.

– Ciężko jest zaakceptować takie informacje. Ale prawda prędzej czy później i tak zawsze wychodzi na jaw. My docieramy do niej szybciej i sprawniej – mówi Agnieszka.

Czasami na wykrycie zdrady wystarczy kilka dni, w innym przypadku potrzebne są miesiące. Niektórzy dobrze się kryją. Jeden z mężczyzn spotykał się ze swoją kochanką tylko raz na miesiąc i świetnie planował tę „schadzkę”. Ale detektywi i tak zdradę wykryli. Inne zlecenie dotyczyło męża, który uparcie utrzymywał, że uprawia jogging. Zamiast trenować, spotykał się z kochanką. Podejrzenia żony wzbudziło to, że przed rzekomym treningiem perfumował się i przesadnie szykował.

Córka z dopalaczami i „nieswój” syn

Agencja otrzymuje także zlecenia w ramach tzw. kontroli rodzicielskiej. W tym przypadku ich ustalenia często są na wagę złota, a raczej na wagę życia. Niejednokrotnie działania detektywów zapobiegły próbom samobójczym nastolatków. Przykład: zaniepokojona matka zleca detektywom obserwację córki, z którą od dłuższego czasu ma utrudniony kontakt. Detektywi szybko odkrywają, że dziewczyna zażywa dopalacze. Nastolatka w porę trafiła na leczenie.

Detektywi dostają też zlecenia dotyczące ustalenia ojcostwa czy badań DNA. Jak się okazuje, niektórzy ojcowie przez lata wychowują dzieci nie wiedząc, że nie są one jednak ich biologicznymi dziećmi.

– Dziecko miało przejść operację i potrzebna była krew – opowiada Agnieszka. – Matka była jednak chora i nie mogła oddać swojej krwi. Ale ojciec był gotowy to zrobić. Pobrano mu krew i okazało się, że grupy się nie zgadzają. Nie był biologicznym ojcem dziecka, które wychowywał od lat, więc kto nim był?

W ukryciu

Poszukiwania zaginionych osób i ustalanie ich miejsca pobytu to kolejne trudne, rodzinne sprawy. W ciągu ostatnich lat chełmska policja przyjęła 93 zgłoszenia o zaginięciach (w 2016 r. – 25, 2017 r. – 28, 2018 r. – 30, do 18 kwietnia 2019 r. – 10). Większość zaginionych osób odnajduje się w początkowej fazie policyjnych poszukiwań.

Ale okoliczności zaginięć są różne. Zdarza się, że ludzie chcą odciąć się od rodziny. Detektywom „Czarnej Pantery” jakiś czas temu matka zleciła odnalezienie syna, który z dnia na dzień opuścił dom. Nie używał telefonu komórkowego i nie sposób było go namierzyć. Bliscy chcieli wiedzieć, czy nie stała mu się krzywda.

– Zazwyczaj dochodzi jednak do spotkania z rodziną. Nasza rola w takich sytuacjach kończy się na przekazaniu klientom informacji o miejscu pobytu jej bliskiego.

Podsłuchy w biurze

Detektywi dostają też zlecenia dotyczące spraw pracowniczych. Na przykład wykrywają podsłuchy założone w biurach przez konkurencyjne firmy albo ustalają, który z pracowników wynosi z biura cenne informacje w ramach szpiegostwa handlowego. Agencja detektywistyczna zajmuje się również badaniem oraz ustalaniem nowych okoliczności, mających istotne znaczenie w prowadzonych sprawach karnych w związku z zabójstwami, samobójstwami, wypadkami drogowymi, wyłudzeniami ubezpieczeń, oszustwami.

– Zlecenia są bardzo różne. W niektóre zaangażowanych jest nawet kilkunastu detektywów, mamy też wielu współpracowników – mówi Agnieszka. – Musimy być dyspozycyjni przez całą dobę. Pracujemy w niedzielę i święta. Każdy dzień jest inny, kiedy jedziemy na akcję, nigdy nie wiemy, co się wydarzy.

Czy obserwacja nie przedłuży się do bladego świtu. Podstawową zasadą jest pozostać niezauważonym. Niektóre obserwowane osoby nigdy nie dowiadują się o naszych działaniach. Czasem dochodzi do tego dopiero na sali sądowej, gdy przedstawiane są już niezbite dowody. Nie jest to zawód dla każdego i nie jest to łatwa profesja, ale ja kocham to, co robię. (mo)