Czołgi szturmowały zakład

Transportery opancerzone, armatki wodne, świece dymne, strzały i oddziały ZOMO. W miniony wtorek odbyła się rekonstrukcja szturmu na PZL-Świdnik z grudnia 1981 roku. W tamtym mrocznym czasie pracownicy przez kilka dni okupowali zakład w proteście przeciw wprowadzeniu wojennego.
W nocy z 12 na 13 grudnia w Świdniku, podobnie jak w całej Polsce, rozpoczęły się aresztowania działaczy Solidarności. W mieście zamilkły telefony, a rano mieszkańcy usłyszeli, że na terenie kraju właśnie został wprowadzony stan wojenny. Pracownicy PZL-Świdnik ruszyli do zakładu. Stawili się za bramą w ogromnej większości. Rozpoczęli strajk.
Świdnicki cud
Dla uczczenia pamięci osób, które 35 lat temu nie bały się przeciwstawić reżimowej władzy, w miniony wtorek odbyły się w Świdniku uroczystości rocznicowe, upamiętniające wprowadzenie stanu wojennego. Po południu w budynku Centrum Kultury rozpoczęły się obchody oficjalne.
– W Świdniku zdarzył się cud. Tłumiąca opór komunistyczna władza użyła ostrej amunicji i gazu, ale mimo to nikt z tysięcy strajkujących w WSK ludzi nie odniósł poważniejszych obrażeń. O wiele tragiczniej było bowiem w innych miejscach w Polsce – mówił Marian Król, przewodniczący Regionu Środkowowschodniego NSZZ „Solidarność”.
Szef związku podkreślił również, że dla zachowania pamięci o wydarzeniach sprzed 35 lat trzeba zrobić więcej, bo w tej chwili połowa Polaków nie wie, kiedy stan wojenny został wprowadzony ani czemu miał służyć.
Na uroczystości przyjechali również przedstawiciele władz wojewódzkich. – Komuna chciała zniszczyć wówczas naród, ale ten odrodził się jak drzewo, które mocno trzyma się ziemi – mówił Robert Gmitruczuk, wicewojewoda lubelski.
O stanie wojennym mówił również Waldemar Jakson, burmistrz Świdnika, który wówczas, jako działacz podziemny został internowany. Częścią oficjalnych uroczystości był również wykład historyka z IPN dotyczący wydarzeń sprzed 35 lat. Uczestnicy uroczystości mogli również obejrzeć wystawę „586 dni stanu wojennego”.
Kolejnym punktem obchodów był koncert zespołu historyczno-patriotycznego „Forteca”. Dodatkowo w holu kina „Lot” zostało zrekonstruowane wnętrze komisariatu policji. Do dyspozycji gości wydarzenia była również powielarnia, na której można było wydrukować kalendarze z logiem Solidarności.
ZOMO stanęło przed bramą
Głównym punktem wtorkowych uroczystości była rekonstrukcja szturmu żołnierzy i oddziałów ZOMO na PZL-Świdnik. Do tych wydarzeń doszło w nocy z 15 na 16 grudnia 1981 roku. Od 13 grudnia pracownicy okupowali zakład i nie wpuszczali na teren PZL oddziałów wojskowych. W miniony wtorek przed bramą na al. Lotników Polskich 1 znowu stanęły transportery opancerzone, pojazdy wojskowe i zaroiło się od oddziałów wojskowych.
Rekonstrukcję wydarzeń sprzed 35 lat oglądali również pracownicy PZL, którzy wówczas byli za bramą zakładu.
– Przyjeżdżali i mówili nam, żebyśmy wyszli, że nam nic nie zrobią – wspominał Stanisław Siwiec. – Ale my musieliśmy strajkować, żeby pokazać, że nie zgadzamy się na to, co właśnie się dzieje. Pamiętam ZOMO z pałkami i nasze wyjście z zakładu w szpalerze wojska.
– Wystrzały petard, świece dymne, pojazdy opancerzone, które rozwalały bramę, strzały z broni maszynowej. Widziałem jak odpadał tynk na hali jedynce. Za nami szli księża, którzy bali się o swoje życie – opowiadał kolejny ze świadków wydarzeń sprzed 35 lat.
We wtorek szturm na zakład przypominał tamten z grudnia 1981 roku. W kierunku pracowników broniących bramy poleciały świece dymne, słychać było strzały i wybuchy. Protestujący zaczęli śpiewać patriotyczne pieśni. Zza bramy do oddziałów szturmowych wyszła młoda dziewczyna z kwiatami.
– My, kobiety, też miałyśmy obowiązek bycia na strajku. Z tym, że część nas nocowała, a część chodziła do miasta, żeby przynieść listy czy jakąś odzież mężom. W zakładzie wtedy była cieplarnia, więc my sobie postanowiłyśmy, że oni będą z bronią i czołgami, a my wyjdziemy z kwiatami – wspomina to wydarzenie Urszula Radek, uczestniczka strajku sprzed 35 lat – Z kwiatami miała iść koleżanka, Halinka, wówczas Pokrywka, teraz Kuryło. Zaczął się szturm zakładu. Po kolejnym ataku czołg wjechał za bramę. Przed budynkiem stali pracownicy. Wtedy Halinka wzięła kwiaty i poszła. To był nasz pokojowy gest, ale oni rozwścieczeni rzucili się na naszą koleżankę. Gdyby nie pracownicy zakładu, nie wiem, co by się z nią stało. Kwiaty upadły na ziemię.
Podczas wtorkowej rekonstrukcji z kwiatami do oddziałów ruszyła 21-letnia studentka Kinga. Żołnierz, któremu podała bukiet, uderzył ją w twarz, dziewczyna upadła na ziemię. – Kolega stwierdził, że będę odpowiednią osobą do odegrania takiej roli. Trochę się bałam, mimo że wiedziałam, że to tylko rekonstrukcja, ale samo spojrzenie kolegi, który dał mi w twarz, to jednak było duże przeżycie – mówiła Kinga.
Rekonstrukcja zakończyła się atakiem na bramę i przedarciem się grup szturmowych do zakładu. Tym razem jednak nie nastąpiły represje i szykany wobec uczestników strajku. Chwilę później zarówno protestujący, jak i żołnierze szturmujący bramę spotkali się przy wojskowej grochówce.
Kolejnym punktem obchodów był wspólny przemarsz uczestników z orkiestrą górniczą z kopalni Bogdanka do kościoła pw. NMP Matki Kościoła. W świątyni została odprawiona msza święta w intencji uczestników świdnickich strajków i ofiar wydarzeń sprzed 35 lat. Tego samego dnia na ścianie wieżowca przy ul. Jarzębinowej 5 został „zapalony” symboliczny znicz dla ofiar stanu wojennego. (kal)