Czyja znieczulica?

W poprzednim numerze pisaliśmy o tragicznym zdarzeniu, do którego doszło 17 sierpnia przy ul. 11 Listopada, w pobliżu postoju taksówek. Starszy człowiek zemdlał na chodniku i mimo interwencji ratowników nie udało się go uratować. Świadkowie zdarzenia mieli pretensje, że stojący nieopodal taksówkarze nie pospieszyli z pomocą. Tymczasem – jak twierdzi pan Jan, taksówkarz, który stał na postoju w momencie, kiedy starszy człowiek osunął się na chodnik – to właśnie taksówkarze pierwsi pospieszyli mu na pomoc. – To piesi przechodzili obojętnie, komentując że to pewnie jakiś pijak. To ja z kolegą podeszliśmy do tego pana i wezwałem karetkę. Zgodnie z tym, co zaleciła nam pani z pogotowia, ułożyliśmy mężczyznę na boku. Wytarłem mu twarz chusteczką i czekaliśmy na przyjazd karetki. Wtedy jakiś młody człowiek podbiegł i zaczął krzyczeć: „Pomocy, gdzie jest apteczka?”. Nikt więcej do czasu przyjazdu medyków nie przyszedł z ratunkiem. Kto jak kto, ale na pewno to nie taksówkarze wykazali się w tej sytuacji znieczulicą. Na nas zawsze można liczyć – zapewnia pan Jan, którego do żywego dotknęły opinie, że taksówkarze obojętnie patrzyli na umierającego człowieka. (sp)