Da Vinci wstąpił do wojska

1 Wojskowy Szpital Kliniczny z Polikliniką SPZOZ w Lublinie nabył unikatowy system medyczny da Vinci. Ten robot najpierw będzie wykorzystywany do operacji urologicznych, później w chirurgii ogólnej i onkologicznej. Dla wszystkich lublinian.

Komendant szpitala, płk dr n. biol. Aleksander Michalski poinformował, że „Wojskowy”podpisał umowę z firmą Synektik SA, obejmującą dostawę, instalację, szkolenie personelu oraz opiekę serwisową urządzenia da Vinci. Koszt inwestycji to ponad 14,5 mln zł., z czego wkład szpitala wynosi 300 tys. zł. Pozostałe środki pochodzą z dotacji celowej MON w ramach Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP.

Operacje z użyciem tego urządzenia prowadzono tutaj już w grudniu 2021 roku. Wówczas odbyły się pierwsze na Lubelszczyźnie robotyczne prostatektomie radykalne (całkowite wycięcie stercza z nowotworem złośliwym). Potrzebny był czas na przeszkolenie i uzyskanie certyfikatów, by chirurdzy mogli używać robota w codziennej pracy. Tak dzieje się obecnie, operatorzy są już po wstępnych szkoleniach. Będą wykonywać operacje w pierwszej kolejności urologiczne, następnie kolorektalne i chirurgii onkologicznej. Zależnie od refundacji procedur w NFZ, rozważa się tu również użycie robota w ginekologii.

Lecznica wojskowa w Lublinie jest dwudziestym szpitalem w Polsce i drugim na Lubelszczyźnie posiadającym autoryzowany robot da Vinci. Pierwsze takie urządzenie, kilka tygodni temu, zakupił marszałkowski szpital „Wyszyńskiego” przy al. Kraśnickiej, a dwójka tamtejszych specjalistów, o czym donosiliśmy przed tygodniem, uzyskała właśnie certyfikat uprawniający do samodzielnego wykonywania operacji z użyciem da Vinci.

Urologia jako pierwsza

Administratorem systemu robotycznego w „Wojskowym” jest dr n. med. Jacek Kiś, ordynator Oddziału Urologii Ogólnej i Onkologicznej, bo da Vinci będzie wykorzystywany na początek w męskiej urologii, a pierwszą operację doktor planuje wykonać pod koniec października. Jej konieczność zależy od stopnia zaawansowania choroby. Dr Kiś podkreśla, że gdy pacjent jest zakwalifikowany do leczenia radykalnego, to wybór ma jeden: operacja albo radioterapia. Zwolennikiem radioterapii nie jest. Podobnie, jak jego dwaj asystenci, lekarze-urolodzy: Grzegorz Nowak i Emil Zwoliński.

– Operacje tradycyjne polegają na tym, że działając we wnętrzu ciała trzeba wykonać duże cięcia powłok, co powoduje długie gojenie się, rekonwalescencję. Robot pozwala nam operować przez małe nacięcia i bardzo precyzyjnie. Np. w przypadku występowania nowotworu nerki, wycinamy dokładnie sam guz zostawiając zdrowy miąższ nerki – mówi dr Kiś. – Musimy pamiętać, że da Vinci jest tylko narzędziem, a operuje lekarz. Jednak dzięki temu narzędziu zwiększa się wielokroć możliwość wyleczenia chorego z raka. Robot daje też korzyść operatorowi: duży komfort pracy, gdy lekarz przeprowadza zabieg w ergonomicznej pozycji, siedząc przy konsoli da Vinci.

Mój rozmówca wskazuje na fakt dużych kosztów operowania robotem i wyjaśnia, że operacje niewymagające, aż takiej precyzji mogą być nadal efektywnie prowadzone metodą laparoskopową.

Biopsja fuzyjna RM

Jednak nim da Vinci zabierze się do roboty warto ustalić, jakich pacjentów będzie operować. To ci, którzy mają nowotwór gruczołu krokowego. A o tym – po wykorzystaniu innych metod diagnozy, de facto decyduje biopsja, pobranie tkanki. Jak to zrobić najlepiej? Najnowszą metodą w tym zakresie jest tzw. biopsja fuzyjna z rezonansem magnetycznym. Obraz z badania MR wgrywa się do aparatu USG i precyzyjnie pobiera wycinki z podejrzanych miejsc w sterczu. Niemal bezboleśnie. Fuzja tych dwóch obrazów pozwala zwiększyć dokładność wykrycia raka.

Skutkuje to tak, że pacjentom nie trzeba robić ponownej biopsji, kłóć ich w to czułe miejsce bez potrzeby. Biopsja fuzyjna znacząco obniża procent powtarzalności tego zabiegu – już w pierwszym podejściu można ustalić, czy gruczoł chorego zawiera komórki rakowe czy nie. Trójwymiarowy obraz działań urologa wszystko to pokaże. Biopsja fuzyjna MR jest kosztowna, póki co nierefundowana – wskazuje dr Jacek Kiś, który wdraża tę procedurę jako jedyny specjalista na Lubelszczyźnie.

Da Vinci pomoże wydatnie dopiero w fazie operacyjnej. Jednak, by uniknąć spotkania z nim nasz doktor ma dla mężczyzn swojską radę: – Róbmy wszystko, by te zabiegi w ogóle nie były potrzebne. Otóż można, a nawet trzeba stosować „profilaktykę”. Ugruntowane doniesienia naukowe mówią, że częsta ejakulacja zmniejsza istotnie ryzyko raka prostaty. Zdrowy mężczyzna winien mieć około 20 wytrysków nasienia w ciągu miesiąca. A gdy potencja spada – od 50. roku życia należy cyklicznie badać się u urologa, łącznie z oznaczaniem PSA. Jeśli w rodzinie u ojca lub dziadka były przypadki raka prostaty, ryzyko tej choroby wzrasta. Wówczas specjaliści urologii zalecają takie diagnozowanie już od 40. roku życia, wielokrotnie.

Marek Rybołowicz