Deptak w lecie jak autostrada

Zakaz wjazdu obowiązuje od dawna, ale nie brakuje tych, którzy mają w nosie przepisy i traktują deptak jak zwykłą ulicę. Urzędnicy mówią, że pilnowanie porządku to nie ich sprawa, lecz straży i policji. Mundurowi – że to walka z wiatrakami.

W lecie odcinek od dworca PKS do ul. Pocztowej zmienia się w trasę szybkiego ruchu. W ciągu dnia, a szczególnie w tzw. dni targowe, deptak jest zatarasowany osobówkami i dostawczakami. Piesi denerwują się, że muszą przechadzać się slalomem między autami, a i nierzadko kierowcy na nich „psioczą”, bo nie mogą przejechać przez osoby spacerujące deptakiem: – W jakim innym mieście w regionie to tak wygląda? Wszędzie są wyznaczane godziny na dostawę towarów, a u nas panuje samowolka. Właściciele sklepów podjeżdżają pod same drzwi co godzinę, czy to naprawdę konieczne? Deptak powinien być tylko dla pieszych – komentuje jeden z Czytelników.
Dyrektor wydziału infrastruktury komunalnej urzędu miasta, Józef Kendzierawski, wyjaśnia, że bez ograniczeń mogą jeździć jedynie ci mieszkańcy, którzy posiadają zezwolenie. Zaopatrzeniowcy załadować lub rozładować towar mogą w godz. od 5-8, 11-12 i 18-20. Informują o tym tabliczki pod znakami stojącymi przez wjazdem do centrum.
O zmianę organizacji ruchu i wyznaczenie miejsc postojowych dla dostawców apelują głównie osoby starsze i rodzice dzieci w trosce o swoje bezpieczeństwo. Na to się oczywiście nie zanosi. Według urzędników sprawę mają jedynie załatwić częstsze patrole straży miejskiej i policji. Ci pierwsi twierdzą, że robią, co mogą.
– Od dłuższego czasu stanowi to problem. W ubiegłym roku wystawiliśmy mandaty na 140 tysięcy złotych, około 100 tysięcy to kary dla kierowców poruszających się po deptaku i placu Łuczkowskiego. Każdego dnia posyłamy tam patrole, po dwóch strażników, ale jest nas niewielu i nie jesteśmy w stanie wyłapać wszystkich. Zdarza się też, że na widok strażnika kierowca szybko odjeżdża – mówi Tadeusz Ordyniec, komendant straży miejskiej w Chełmie. (pc)