Dewiant na przystanku

Popołudnie, ruchliwa ulica, kilka metrów dalej biblioteka, a na przystanku autobusowym dewiant bezkarnie zaczepia małoletnie dziewczynki i patrząc na nie, onanizuje się.

– Córka jest przerażona, nie będzie więcej wracać autobusem, tylko taksówką spod szkoły – mówi matka 12-letniej ofiary zboczeńca.

Sytuacja miała miejsce w piątek około godz. 17 (31 stycznia) na przystanku przy al. Żołnierzy I AWP, obok Chełmskiej Biblioteki Publicznej. Dziewczynka czekała na autobus, wracała z zajęć do domu. Była sama na przystanku. W pewnej chwili pojawił się mężczyzna (jak go później opisała, był to około 40-letni okularnik z twarzą pokrytą bliznami po trądziku), zdjął kurtkę i podszedł do niej, trzymając się za przyrodzenie.

Przestraszone dziecko szybko opuściło przystanek i zatrzymało dwie nastolatki, które szczęśliwie akurat się pojawiły na horyzoncie. – Jedna z dziewczyn zadzwoniła pod numer alarmowy, ale pani dyspozytorka miała jej powiedzieć, że nie przyjmie zgłoszenia, bo policja już takowe dostała tego dnia. W tym czasie ten człowiek uciekł – opowiada zszokowana i oburzona matka.

Po odsłuchaniu nagrań na numer alarmowy 112 Marek Wieczerzak, rzecznik prasowy Wojewody Lubelskiego, pod którego podlega Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Lublinie, odpiera zarzuty jakoby dyspozytorka odmówiła przyjęcia zgłoszenia od dziewczynek i wysłania patrolu.

– CPR otrzymało dwa zgłoszenia w tej sprawie. Pierwsze operator przyjął od przejeżdżającego obok samochodem, o mężczyźnie, który zachowuje się nieobyczajnie (onanizuje się) na przystanku obok biblioteki publicznej. Mężczyzna ten miał zaczepiać dziewczynki, które uciekły z miejsca zdarzenia. Zgłoszenie przekazano policji. Dwie minuty później był ponowny telefon w tej samej sprawie. Operatorka przyjmowała zgłoszenie, informując jednocześnie zgłaszające dziewczynki o tym, że takie zgłoszenie zostało już wcześniej zarejestrowane, a policja została już o tym poinformowana. Informacja o ponownym telefonie również została przekazana policji.

Problem wyniknął prawdopodobnie z niezrozumienia komunikatu przekazanego dziewczynce przez operatora numerów alarmowych. Dość często w tej samej sprawie dzwoni nawet kilkadziesiąt bądź nawet kilkaset osób (np. widoczne z dużej odległości pożary, wypadki komunikacyjne w centrach miast). W takich przypadkach zgłoszenie przyjmuje się również tylko jeden raz, a pozostałe dzwoniące osoby zgłaszające tylko informuje się, że zgłoszenie już wcześniej zostało przyjęte – tłumaczy rzecznik wojewody.

Faktem jest, że gdy patrol policji dotarł wreszcie na miejsce, nie tak odległe zresztą od komendy, nikogo nie zastał. Dewiant ulotnił się i tylko czekać, aż zaczai się na kolejną małoletnią. (pc)