Długi zamiast pracy

Najpierw podszywał się pod lokalne firmy i proponował zatrudnienie, potem okradał z dokumentów i danych do konta bankowego. Zamiast pracy i płacy kobiety zostawały z długami na swoje nazwisko. Policja podejrzewa, że oszukanych w ten sposób może być kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset, mieszkanek całego województwa i apeluje o zgłaszanie się pokrzywdzonych do najbliższej komendy.
29-latek ze Świdnika działał w ten sposób już od kilku lat. W 2012 r. na portalu internetowym OLX pojawiło się ogłoszenie o pracy dla ekspedientki w jednym ze sklepów bieliźnianych przy ul. Lwowskiej w Chełmie (później w sklepie obuwniczym). Kandydatki do pracy umawiały się na rozmowę kwalifikacyjną, a podający się za pracodawcę oszust wymuszał na nich przekazanie kopii dowodu osobistego. Następnie wykorzystywał je do zaciągnięcia kredytu lub pożyczki. W podobny sposób naciągał mieszkanki Lublina i Świdnika.
Później oszust zaczął być bardziej ostrożny i działał już tylko w internecie. Zobaczył też, że w ten sposób może łatwiej wyłudzić pieniądze od osób z całego województwa. Zamieszczał zatem oferty pracy zdalnej (np. przy przepisywaniu tekstów na komputerze), a po wysłaniu CV e-mailem jego ofiary dostawały wiadomość z prośbą o wysłanie kopii dowodu osobistego (miało to być konieczne do sporządzenia umowy o pracę) i przelanie 1 zł na podane przez niego konto (w celu potwierdzenia autentyczności danych). Oferował ok. 450 zł tygodniowo za 5 godz. pracy dziennie, więc chętnych nie brakowało. Zapewniał też, że po zaksięgowaniu wpłaty wyśle 50 zł zaliczki. W rzeczywistości kobiety przelewem aktywowały konto bankowe, które oszust założył przez internet na ich nazwisko. Na nie przychodziły pieniądze z „chwilówek” – 29-latek zarabiał, a do nieświadomych kobiet zaczynały przychodzić kolejne wezwania do spłaty. Wiele z nich nadal nie wie, czy i ile pożyczek zostało na nie zaciągniętych.

Mężczyznę lubelscy policjanci zatrzymali na początku ub.r. Podczas przeszukania zabezpieczono sprzęt komputerowy, telefony komórkowe, karty telefoniczne, karty bankomatowe podpisane nazwiskami osób pokrzywdzonych, modulator głosu oraz pieniądze. On i jego koleżanka, która pomagała przy oszustwach, usłyszeli zarzuty. 29-latek trafił do aresztu, ale wpłacił poręczenie majątkowe i wyszedł na wolność. Nie mógł się jednak oprzeć pokusie i szybko wrócił do procederu.

Szukają ofiar naciągacza

Za pomocą programu synchronizował swój telefon z kontem bankowym pokrzywdzonych. Aby jednak móc się zalogować i ukraść pieniądze, musiał znać kod. Dzwonił do ofiary i podając się za pracownika banku, prosił o odczytanie kodu, który chwilę temu kobieta otrzymała SMS-em. Potem było już z górki.

29-latek został niedawno ponownie zatrzymany i trafił tymczasowo do aresztu. Tym razem na dobre. Śledztwo przeciwko niemu trwa. Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie zbierają przeciwko świdniczaninowi nowe dowody i zabezpieczają kolejne dane, by móc przedstawić mu jak najwięcej zarzutów.
Oszust działał na terenie całego województwa – głównie w Lublinie, Świdniku i Chełmie. Jak szacują mundurowi, z każdego z tych miast naciągnął kilkadziesiąt osób. Trwają przesłuchania. Policjanci apelują też do kobiet z całego województwa, które mogły paść ofiarą krętacza, by zgłaszały się do najbliższej komendy i złożyły zeznania. (pc)