Dopiekło urzędnikom

Z powodu upału część urzędników chełmskiego ratusza zwolniono do domu. Pozostali pozazdrościli im wcześniejszego fajrantu. Skargi od urażonych dotarły do przełożonych.

Upał daje się we znaki. I to nie tylko rolnikom czy drogowcom, którzy muszą pracować w pełnym słońcu. W ubiegłym tygodniu doskwierał też urzędnikom chełmskiego ratusza. Chodzi o tych, którzy nie mają w swoich pokojach klimatyzacji. „Klima”, luksus w urzędzie, zainstalowana jest tylko w niektórych pomieszczeniach. Tymczasem w pokojach na ostatnim piętrze panowała ponoć duchota nie do wytrzymania dla niektórych urzędników. Część załogi już w poniedziałek sygnalizowała przełożonym, że trudno pracować w takich warunkach. We wtorek było jeszcze gorzej. Elżbieta Grzyb, sekretarz Chełma, zgodziła się, aby część urzędników wyszło z pracy godzinę wcześniej. Niektórzy poczuli się zazdrośni i uznali, że to niesprawiedliwe. Sygnały niezadowolenia dotarły do sekretarz Grzyb.
– Podejmując tę decyzję miałam świadomość, że niektórzy pracownicy mogą być niezadowoleni, ale to była ekstremalna sytuacja – tłumaczy sekretarz Grzyb. – To nie było jakieś gremialne wyjście. Do domu zwolniono tylko niektórych pracowników wydziału oświaty, archeologii, jedną z geodezji. Oni pracują w południowej części budynku, na trzecim piętrze, gdzie blacha na dachu mocno się nagrzewa i naprawdę trudno jest funkcjonować w takich warunkach. Do domu wyszli ci, którzy się z tego powodu gorzej czuli. Nie chcieliśmy, aby jakiś pracownik zasłabł i trzeba było wzywać karetkę, a takie sytuacje już się u nas zdarzały. Trzeba było po prostu zachować się po ludzku, ze zrozumieniem. (mo)