Dzieci bez rodziców przy zabiegach

– Moje 3-letnie dziecko trzęsło się ze strachu, a panie pielęgniarki nie chciały mnie z nim wpuścić do gabinetu zabiegowego. W końcu postawiłam na swoim, ale później dowiedziałam się, że podobne praktyki to w tym szpitalu norma. To jest po prostu skandal! – poskarżyła się nam Czytelniczka z Krasnegostawu. – Lekarze i pielęgniarki wiedzą, jak profesjonalnie zająć się małymi pacjentami, a rodzice nie zawsze w takich sytuacjach pomagają – komentuje Piotr Matej, dyrektor SP ZOZ w Krasnymstawie.

Kilka dni temu mieszkanka Krasnegostawu wylądowała ze swoim 3-letnim synkiem na oddziale pediatrycznym tutejszego SP ZOZ. – Dziecko dostało jakiejś infekcji, było osłabione, wcześniej przeszło jelitówkę. Trzeba mu było dożylnie podać leki, podłączyć do kroplówki – opowiada. Gdy kobieta pojawiła się z dzieckiem przed drzwiami gabinetu zabiegowego, pielęgniarki oznajmiły jej, że nie wejdzie do środka. – Zdziwiłam się. Jak to? Przecież mój synek trząsł się ze strachu, wiedział, że będzie nakłuwany. Dla mnie to było oczywiste, że w takiej chwili powinnam być przy nim, wspierać go, trzymać za rękę – dodaje.
Krasnostawianka nie dała za wygraną i praktycznie na siłę weszła z dzieckiem do pokoju. – Nie jestem z tego dumna, ale nie widziałam wyjścia. Nie mogłam zostawić mojego synka samego – podkreśla. Kobieta już po tym, co stało się w szpitalu, rozmawiała z kilkoma znajomymi. Wszystkie miały podobne doświadczenia, nie pozwalano im wchodzić z dziećmi do gabinetu zabiegowego. – Jeszcze będąc w szpitalu, zapytałam pielęgniarki, skąd taka decyzja. Tłumaczyły, że takie mają wewnętrzne przepisy – opowiada mama trzylatka.

Według naszej rozmówczyni podobnych praktyk nie ma np. w lubelskich szpitalach. – Byłam w jednym z nich z dzieckiem i nikomu nie przeszkadzało, że jestem przy nim w czasie zabiegu. Słyszałam od innej znajomej, że jej 15-letnie dziecko ma do dziś traumę po pobycie w krasnostawskim szpitalu. Do dziś pamięta, że gdy było małe, to musiało zostać samo z obcymi ludźmi w pomieszczeniu, w którym robiono mu zastrzyki.
Mieszkanka Krasnegostawu podkreśla, że obecność bliskiej osoby podczas zabiegu sprawia, że dziecko czuje się lepiej, że czuje się bezpieczne. – Nie mówię tu o poważnych operacjach. To zrozumiałe, że przy nich rodziców być nie powinno, mówię o drobnych zabiegach i zastrzykach. Widać nie wszyscy to rozumieją – podsumowuje.
Piotr Matej, dyrektor SP ZOZ w Krasnymstawie, mówi, że podczas wykonywania zabiegów pracownicy szpitala muszą mieć komfortowe warunki, by profesjonalnie wykonać to, co do nich należy. – Niestety, rodzice często wprowadzają zamieszanie, często panikują bardziej niż ich dzieci, a to nie pomaga lekarzom i pielęgniarkom w pracy – mówi Matej. Lekarz swoje zadanie musi wykonać precyzyjnie, bezbłędnie, a stojący nad nim, często rozemocjonowany rodzic, w tym nie pomaga.
– Wolimy unikać takich napięć i stąd decyzja, by nie wpuszczać rodziców do gabinetu zabiegowego. Gabinet musi być sterylny. Co by było, gdybyśmy tam wpuścili mamę małego pacjenta? Zaraz i tata chciałby wejść, i babcia, i dziadek. Do czego to by prowadziło? – zastanawia się dyrektor krasnostawskiego szpitala i zapewnia, że maluchom, które trafiają do SP ZOZ w Krasnymstawie, nie dzieje się krzywda.
– Znajdują się pod profesjonalną i fachową opieką. Przecież nam też, jak ich rodzicom, chodzi o ich dobro i zdrowie – podsumowuje. (kg)