Eksponaty na wyciągnięcie ręki

„Niemi świadkowie historii. Spotkania wokół muzealiów obozowych” to cykl, który 30 marca ruszył w placówce na terenie dawnego KL Lublin.


Jego celem jest zapoznanie z wybranymi obiektami spośród muzealiów, które nie są prezentowane na ekspozycjach. Jest ich w sumie ponad trzysta tysięcy, przechowywanych w magazynach. Nowy cykl daje im szansę na wyjście z cienia, a zwiedzającym – możliwość zapoznania się z przedmiotami zwykle niedostępnymi lub oddzielonymi szybą muzealnej gabloty.

W sobotę 30 marca o godzinie 11.00 w sali edukacyjnej odbyło się pierwsze spotkanie zatytułowane „»Staliśmy się numerami« – strój i oznakowanie oraz warunki egzystencji więźniów Majdanka”, które prowadziła Anna Surdacka z Działu Muzealiów. Przed jego rozpoczęciem uczestnicy pobrali rękawiczki – tylko wtedy mogli dotknąć eksponatów, które rozłożone były na dwóch stołach.

W jego trakcie dowiedzieli się, jak wyglądał proces przyjmowania więźniów do obozu. Musieli się pozbyć wszelkich przywiezionych ze sobą rzeczy i ubrań – także bielizny. Mogli ją zatrzymać tylko wtedy, kiedy brakowało obozowej. Wtedy też więźniom nadawano numery – musieli je umieć powiedzieć w języku niemieckim. Tak tracili imię i nazwisko. Potem przydzielano im obozowe ubranie z pasiakowej tkaniny – kobietom sukienki, mężczyznom spodnie i marynarkę.

Musieli do nich – mężczyźni do obu części obozowego ubrania – przyszyć tzw. winkle (z niem. Winkel ‘trójkąt’ – tak w gwarze obozowej nazywano trójkąty naszywane na ubrania). Czerwony oznaczał więźnia politycznego, zielony – kryminalnego, czarny – aspołecznego, a więc żebraka, prostytutkę, lesbijkę czy „osobę uchylającą się od pracy”, różowy – homoseksualistę, fioletowy – świadka Jehowy, których prześladowano za pacyfizm. Na górze winkla znajdował się biały pas, na którym był zapisany numer więźnia. Dodatkowo na winklu dodawano literę oznaczającą narodowość więźnia (P – Polak, F – Francuz, niem. Franzose, T – Czech, niem. Tscheche itd.).

Winkiel więźniów narodowości żydowskiej składał się z dwóch nałożonych na siebie trójkątów, które tworzyły gwiazdę Dawida. Dodatkowo więźniowie nosili na szyi aluminiową blaszkę z wybitym numerem (na Majdanku nie tatuowano więźniów). Jeżeli brakowało pasiaków, więźniowie dostawali ubrania cywilne, często pochodzące z grabieży mienia żydowskiego. Były one oznakowane czerwoną farbą – na spodniach lampasem z boku nogawki, na marynarce – literami KL na plecach. Ubrania często przydzielano złośliwie – rosły więzień dostawał przykrótkie, a niewysoki – przydługie.

Czasami stroje wywoływały poczucie zażenowania – kobiety np. dostawały jakieś kapelusiki czy berety z ozdobnymi szpilami. Niekiedy więźniowie mogli sami wybrać sobie ubranie, ale że działo się to w pośpiechu, więc trafny wybór był dziełem przypadku. Obozowymi butami były drewniaki produkowane przez więźniów innych obozów. Były ciężkie, niewygodne i spadały z nóg. Powodowały flegmonę – ropne zapalenie, prowadzące nawet do śmierci. Pobudka była wtedy, kiedy na dworze było już jasno – wszystko po to, by po apelu można było iść do pracy. Latem była to czwarta, piąta rano. Jesienią i zimą pobudki były późniejsze. Dzienna wartość posiłków na Majdanku wynosiła około 1000 kalorii.

Na śniadanie więźniowie dostawali pół litra czarnej kawy czy jakiegoś naparu z ziół, np. pokrzywy, i szli do pracy. Około dwunastej wracali na obiad – litr rzadkiej zupy, często z nadpsutych warzyw. Żeby pobrać jedzenie, wiezione po wyboistych obozowych drogach (stąd jego część wylewała się), trzeba było sobie znaleźć naczynie. Niektórzy byli tak słabi lub zmęczeni, że nie mieli szans, by dopchać się do kotła i często nawet tego nie próbowali. Najsolidniejszym posiłkiem była kolacja – więźniowie dostawali wtedy 1/6, a potem 1/8 bochenka chleba.

Był on bardzo cenny – można go było wymienić na inne dobra, więc więźniowie go ukrywali, najczęściej w materacach łóżek, skąd nierzadko był kradziony przez współwięźniów. W okresie późniejszym raz w tygodniu wydzielano im plaster końskiej kiełbasy, innego dnia – porcję marmolady z brukwi. Po kolacji był apel, mający na celu sprawdzenie stanu więźniów – czy nikt nie uciekł, a po nim – czas wolny. Baraki zamykano na noc o 21.

Wykład ilustrowały nagrane wspomnienia więźniów. W jego trakcie prowadząca umożliwiła obejrzenie drobnych eksponatów – blaszek z numerami obozowymi czy ozdobnych do nich zawieszek.

Po wykładzie na uczestników, rozłożone na dwóch stołach, czekały obozowe eksponaty – czapki, marynarki i spodnie z pasiakowej tkaniny (była produkowana z bawełny – można było jej dotknąć i przekonać się, jaka jest cienka), kubki, drewniana pałka w skórzanym futerale. Chętni mogli obejrzeć tkaninę, do której produkcji wykorzystano ludzkie włosy, dzięki czemu dobrze chroniła przed wilgocią.– robiono z niej skarpetki dla załóg okrętów podwodnych. Po spotkaniu nastąpiło zwiedzanie terenu obozu.

Kolejne spotkania będą się odbywać w wybraną sobotę miesiąca. Każde będzie miało temat przewodni związany z historią obozu. Podczas następnego, które odbędzie się 27 kwietnia w ramach Sezonu Lublin, zostanie poruszona kwestia kar i szykan w KL Lublin (rejestracja na wydarzenie poprzez stronę Sezonu Lublin). W maju poznamy życie obozowe z perspektywy kobiet. JD