Na Granicznej pękają domy

Gdy ulica Graniczna w Krasnymstawie stała się objazdem także dla ciężarówek, ludzie zaprotestowali. – Nikt nas nie słuchał i dziś widać tego efekt. Mój dom zaczął pękać. Niestety, nikogo to nie obchodzi – mówi nam pan Tadeusz.

Kilka miesięcy temu pisaliśmy, że na czas przebudowu ulic Sobieskiego i Chmielnej w Krasnymstawie ruch samochodowy przeniósł się na ul. Graniczną. Problemu by nie było, gdyby z tej powiatowej drogi korzystali jedynie kierowcy osobówek. Objazd Graniczną zorganizowały sobie jednak także wielkie ciężarówki. Okoliczni mieszkańcy kilka razy alarmowali, że przez to zrobiło się niebezpiecznie, bo przy Granicznej nie ma chodnika, ludzie muszą chodzić po ulicy i narażają się na potrącenie. – Ale to czy np. hałas to nie jedyne problemy – mówi nam pan Tadeusz mieszkający przy Granicznej. – Teraz tych ciężarówek jest trochę mniej, ale została nam po nich pamiątka. Otóż kilka miesięcy temu zauważyłem, że mój dom zaczął pękać. Przeraziłem się.
Rzeczywiście, na domu pana Tadeusza widać spore pęknięcia. – Najgorzej jest w jego dolnych warstwach, np. w piwnicy, ale rysy na ścianach i sufitach widać też na piętrach – mówi krasnostawianin. Nasz rozmówca jeszcze w listopadzie 2016 r. o sprawie powiadomił Zarząd Dróg Powiatowych w Krasnymstawie. W odpowiedzi usłyszał, że musi przedstawić dowody na to, że pęknięcia wywołały ciężarówki jeżdżące po Granicznej, a nie są np. efektrm wieku budynku. „Przy tym odcinku ulicy zlokalizowanych jest ok. 90 budynków. Stan nawierzchni ulicy jest w miarę jednorodny. Zarządca drogi nie ma zgłoszeń o uszkodzeniach innych budynków przy tej ulicy spowodowanych ruchem pojazdów w tym okresie. Domniemuje się więc, że uszkodzenia nie zostały spowodowane ruchem drogowym, a innymi przyczynami wynikającymi z konstrukcji lub eksploatacji budynku, co prowadzi do wniosku, że na stan techniczny każdego budynku wpływ mają warunki geologiczne, przyrodnicze i atmosferyczne” – czytamy w piśmie, jakie pan Tadeusz otrzymał od Piotra Banacha, dyrektora ZDP. Mężczyzna zwrócił się też o pomoc do Powiatowego Nadzoru Budowlanego. Tu usłyszał jednak, że na własny koszt musi sporządzić ekspertyzę stanu budynku, wykazać przyczyny pęknięć i wskazać na sposób rozwiązania problemu. – Dowiadywałem się, ile może kosztować taka ekspertyza i okazało się, że nawet kilkanaście tysięcy złotych. Nie stać mnie na wydanie tych pieniędzy, tym bardziej, że nie mam żadnej gwarancji, że powiat uwzględni wyniki takiej ekspertyzy i wypłaci mi jakieś odszkodowanie za zniszczenia. Tak się właśnie traktuje zwykłych ludzi w tym kraju. To przykre, bo kilkadziesiąt lat temu sam, własnymi rękoma, budowałem tę ulicę – żali się Tadeusz. Mężczyzna dodaje, że pękających domów jest więcej, ale nie wszyscy chcą nagłaśniać problem lub po prostu nie widzą sensu walki z urzędnikami. (kg)