Gwałcili kijem bejsbolowym

To były tzw. dzieci z dobrych domów, które przeistoczyły się w prawdziwe bestie. Czworo młodych ludzi spod Włodawy niemal przez cały dzień okrutnie znęcało się nad swoim znajomym. Bili go, oddawali na niego mocz, kazali siadać na ostrych patykach, gwałcili kijem bejsbolowym i kluczem do kół, podtapiali, w końcu – jak gdyby nic się nie stało – odwieźli go do domu. W piątek (25 września) usłyszeli wyroki.

Do wydarzeń doszło w maju 2018 roku. Czterej młodzi mężczyźni i 18-letnia wówczas dziewczyna bawili się nad Jeziorem Białym. W pewnym momencie pomiędzy jednym chłopakiem a resztą towarzystwa doszło do ostrzejszej wymiany zdań, która szybko przerodziła się w kłótnię. Będący w liczebnej przewadze napastnicy chwycili swojego oponenta, wrzucili go do samochodu i wywieźli w okolice miejskiej oczyszczalni ścieków we Włodawie.

Tam wyciągnęli go z auta, pobili, a jeden z napastników oddał na niego mocz. Młodych ludzi przepłoszyli pracownicy oczyszczalni. Poszkodowany znowu został zaciągnięty da auta i cała ekipa pojechała do domu jednego z agresorów. Tu doszło do potwornych scen. Młodzi mieszkańcy okolic Włodawy –wówczas 19-letni Damian O., 23-letni Mateusz J., 20-letni Rafał K. oraz 18-letnia Greta P. – zaczęli pastwić się nad porwanym znajomym. Bili go, wyśmiewali, w końcu przy użyciu kija bejsbolowego brutalnie zgwałcili.

Jeden z nich wszystko nagrywał telefonem komórkowym. Na tym jednak nie koniec. Zwyrodnialcy znowu wrzucili chłopka do samochodu i wywieźli do lasu nad jezioro. Tu znowu zaczęło się bicie, gwałcenie znalezionymi w leśnej ściółce patykami i kluczem do kół, podtapianie w wodzie. W końcu, po kilku godzinach męki, napastnicy odwieźli swoją ofiarę do domu. Na odchodne zagrozili, by nikomu nie pisnął ani słowa, bo wtedy przyjdą po niego znowu i dokończą to, co zaczęli.

Młody mężczyzna z licznymi obrażeniami ciała trafił do szpitala. Nie posłuchał swoich oprawców i o swojej gehennie opowiedział śledczym. Ci nie mieli większego problemu z namierzeniem czwórki zwyrodnialców. Wszyscy zostali zatrzymani już kilka dni po zdarzeniu i doprowadzeni do Prokuratury Rejonowej we Włodawie, gdzie usłyszeli zarzuty pozbawienia wolności ze szczególnym okrucieństwem, pobicia oraz zmuszenia swojej ofiary do tzw. innej czynności seksualnej.

Zarzewiem konfliktu pomiędzy napastnikami a ofiarą miały być dawne niesnaski. Najbardziej szokujący w całej sprawie jest udział młodej dziewczyny, która nie tylko przyglądała się, jak jej koledzy znęcają się nad ofiarą, ale sama brała udział w akcie perwersyjnej zemsty, użyczając im samochodu i wożąc. Greta P. jako jedyna z tej czwórki nie została arasztowana i przed Sądem Okręgowym w Lublinie odpowiadała z wolnej stopy.

Tłumaczyła, że została zastraszona przez znajomych i tylko wykonywała ich polecenia, choć początkowo ustalenia śledczych z włodawskiej Prokuratury Rejonowej świadczyły o tym, że dziewczyna – uczennica liceum, nie tylko brała czynny udział w tym perwersyjnym akcie zemsty, ale miała też być prowodyrką.

Dlatego dziwi piątkowy wyrok Sądu Okręgowego w Lublinie, który trzech młodych mężczyzn uznał za winnych zarzucanych im czynów i skazał Mateusza J. i Rafała K. na karę 10 lat więzienia, zaś Damiana O. na 6 lat, a Gretę P. całkowicie uniewinnił. Sędzia tłumaczył, że zdaniem sądu dziewczyna nie brała czynnego udziału w bestialstwie, a jej rola ograniczyła się jedynie do udostępnienia samochodu. Trójka skazanych ma też wpłacić tytułem zadośćuczynienia swojej ofierze po 20 tys. zł. na jej konto. Wyrok nie jest prawomocny. (bm)